Akcja ratunkowa w kopalni Krupiński. Jak to możliwe, że zaginął ratownik? "Niezwykłe"

11 rannych, 2 osoby nie żyją i nadal nie wiadomo co z ratownikiem górniczym, który zaginął w akcji. W kopalni Krupiński w Suszcu trwają intensywne poszukiwania. Jak to możliwe, że ratownik zaginął? To pytanie, które wszyscy sobie tu zadają. Dwóch ratowników wypięło się z liny podczas akcji. Były tak złe warunki, że nie udało im się ponownie wpiąć. Jednego z nich znaleziono przy pomocy kamery termowizyjnej. Nie żył. Po drugim wszelki ślad zaginął.

- To sytuacja niezwykła, żeby w sumie na tak niewielkim terenie tak długo nie móc znaleźć - mówi TOK FM Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW. Ratownicy przeszukali 100 metrowy odcinek, na którym powinien się znajdować. Przeszukali pochylnie. I teraz znowu wracają do chodnika nadścianowego. Chcą dojść dalej niż za pierwszym razem, ale to nie jest takie proste.

- To możliwe tylko poprzez dobudowanie kolejnych metrów lutociągu. Jest to bardzo żmudna praca ponieważ w temperaturze powyżej 33 stopni, ratownicy mogą wchodzić tam tylko na 5 do 7 minut - dodaje Jabońska-Bajer.

W poszukiwaniach uczestniczy obecnie 9 zastępów ratowniczych. Górnik, który zaginął ma 34 lata i ratownikiem górniczym jest stosunkowo krótko. Ma dwoje dzieci.

Jego kolega, który zginął, miał 17-letni staż pracy jako ratownik. Miał 36 lat, osierocił troje dzieci. Nie żyje też jeden z górników, którzy po kilkunastu godzinach akcji wyjechali na powierzchnię. Miał 27 lat, był kawalerem.

11 górników jest na obserwacji w szpitalach. Ich stan określa się jako dobry. W sumie w akcji ratunkowej wzięło udział 165 ratowników (33 zastępy) i do tego 10 ratowników z zastępów specjalistycznych.

Prezes WUG powołał specjalną komisję, która ma ustalić przyczyny zapalenia się metanu. Gdy do tego doszło, w czwartek wieczorem, w zagrożonym rejonie były 32 osoby. Gdy wybuchł pożar, próbowały go ugasić.

DOSTĘP PREMIUM