Zmieniło się prawo, prawie nie ma już kąpielisk. Bo się nie opłaca?

Zbliżają się upalne dni, a na mapie kąpielisk białe plamy. Organizatorzy wypoczynku nad wodą zaspali i nie dopełnili na czas (do końca zeszłego roku) wszystkich formalności, których wymagają od nich nowe przepisy w prawie wodnym. Tylko w województwie śląskim liczba kąpielisk skurczyła się z 60 do.... 4. To i tak nieźle, bo są województwa, w których nie ma ani jednego kąpieliska. To jednak nie oznacza, że nie będzie się gdzie kąpać. Cały czas organizatorzy mogą bowiem zgłaszać - miejsca do kąpieli.

Pogoria I i III , Stawiki oraz Czechowice w Gliwicach, to poza miejskimi basenami, oficjalne kąpieliska w województwie śląskim. - Są one zgłoszone i naniesione w serwisie kąpieliskowym, który będzie funkcjonował na stronie Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach, natomiast woda będzie badana przed uruchomieniem tych kąpielisk - mówi Beata Kempa ze śląskiego sanepidu.

Potem to już organizatorzy kąpieliska muszą się martwić o czystość wody i przynajmniej 4 razy w sezonie, czyli średnio raz na miesiąc, zlecać takie badania.

Znacznie częściej, bo co 2 tygodnie kontrolowana będzie woda w Jeziorze Paprocańskim w Tychach. W jeziorze, które w tym roku kąpieliskiem nie jest! Rzeczniczka urzędu miasta Ewa Grudniok mówi bez ogródek, że chodzi o pieniądze. - Sam fakt bycia kąpieliskiem wiąże się z różnymi konsekwencjami, między innymi operatu wodno-prawnego. Już samo umieszczenie na mapie kąpielisk to są również koszta - mówi Grudniok.

I jeśli np. z powodu sinic kąpielisko zostałoby zamknięte, to pieniądze przepadną. Dlatego Tychy podpisały z sanepidem inną umowę - Paprocany to będzie jezioro z miejscem do kąpieli. I takich miejsc do kąpieli w całej Polsce pewnie będzie więcej, bo można je zgłaszać przez całe lato.

A na razie kąpać nie wolno się nawet w kąpieliskach. Bo sezon rozpoczyna się dopiero w połowie czerwca.

DOSTĘP PREMIUM