?Polityka wasza - bieda nasza". W środę protesty w całej Polsce

W tym tygodniu związkowcy z NSZZ Solidarność mobilizują się w aż szesnastu wojewódzkich miastach. Według ich szacunków tysiące osób mają wziąć udział w pikietach i demonstracjach na terenie całego kraju. Głównym hasłem dla akcji w całej Polsce jest "Polityka wasza - bieda nasza". Organizatorzy protestu tłumaczą, że chodzi o niechęć rządu do rozmów na najważniejsze tematu, jakimi są bieda, bezrobocie, czy wzrost cen. Dlatego takie akcje są konieczne.

- Nam chodzi o to, by autentycznie rozmawiać o problemach Polaków - tłumaczy w rozmowie z radiem TOK FM Grzegorz Iwanicki, sekretarz zarządu regionu Mazowsze NSZZ "Solidarność" - A jest ich sporo. Jako związek zawodowy przyjmujemy codziennie kilkadziesiąt osób. Nasze biuro prawne pracuje bez przerwy. Tematy takie, jak zwalnianie pracowników bez podawania przyczyn, czy nie płacenie wynagrodzenia przez długi czas, o tym się nie mówi - mówi.

Bo rząd nie rozmawia...

Związkowcy domagają się m.in. zwiększenia rządowego wsparcia finansowego walki z bezrobociem i czasowego obniżenia akcyzy na paliwa. Ten ostatni postulat ma pomóc samej gospodarce, bo - jak dodaje Iwanicki - wzrost cen paliwa, to wzrost wszystkich cen i tym samym spowolnienie gospodarcze. Zwraca także uwagę, że od wielu lat nie rozmawia się na temat dostępności pomocy społecznej. W ten sposób co roku ograniczana jest liczba ludzi, którzy mogą z niej korzystać, a tym samym wzrasta ubóstwo.

Kolejnym postulatem jest podniesienie płacy minimalnej. Podczas akcji protestacyjnych we wszystkich miastach będą zbierane podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o wzroście płacy minimalnej. Tutaj także według związkowców nie ma dialogu z rządem. - W ub.r. w komisji trójstronnej związki zawodowe i pracodawcy doszli do porozumienia, że płaca minimalna na ten rok ma wynosić 1408 zł - mówi Iwanicki - Niestety, rząd przez brak dialogu postanowił, że ta płaca będzie wynosiła 1380 zł. Ja kilka lat temu będąc na konferencji w Berlinie rozmawiałem z wiceministrem pracy Niemiec, który powiedział mi, że tak jeśli związkowcy dogadają się z pracodawcami, to rząd od razu przekłada to na ustawę, bo lepszego pomysłu nie znajdzie - mówi.

Zachęcając do podpisywania obywatelskiego projektu ustawy związkowcy tłumaczą, że jej wzrost ma się przełożyć na wyższe emerytury, wpływy do budżetu i oprócz lepszej jakości życia, lepszy start dla rozpoczynających karierę na rynku pracy.

Nasi reporterzy przepytywali działaczy związkowych a całej Polsce jak będą wyglądać protesty.

Co i gdzie?

W Szczecinie manifestacja tradycyjnie rozpocznie się pod bramą zamkniętej stoczni. Byli stoczniowcy, pracownicy innych zakładów i mieszkańcy zbiorą się przed bramą tuż po 13, po przemówieniach korowód przemaszeruje przed Urząd Wojewódzki.

Wiceszef zachodniopomorskiej Solidarności Dariusz Mądraszewki liczy na sporą frekwencję. Od kilku dni planowany protest jest nagłaśniany, pojawiły się nawet reklamy w lokalnej telewizji - Wszędzie, gdzie tylko możemy, chcemy uświadamiać społeczeństwu, że to jest nasza wspólna sprawa. To nie jest tylko akcja związkowa, to powinna być akcja mieszkańców naszego regionu, który naprawdę jest w poważnych tarapatach - przekonuje w rozmowie z TOK FM.

"Solidarność" ma nadzieję, że w proteście nie wezmą udziału tylko Ci, którym los regionu jest zupełnie obojętny. Pozostali mogą przynieść własne transparenty z hasłami lub pomóc nieść te przygotowywane przez związkowców. - Dajcie nam pracę, dość nędzy, stop bezrobociu, podwyżki płacy tak, podwyżki cen nie - wymienia Mądraszewski.

"S" chciała zwołania tuż po proteście Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego, Wojewoda nie chce jednak rozmawiać pod presją, zapowiada zwołanie rady w innym terminie.

Z kolei w Gdańsku lepiej nie planować przejażdżki po centrum miasta samochodem. Tam protest rusza wraz z popołudniowym szczytem komunikacyjnym, czyli o godzinie 14. Związkowcy przejdą spod Pomnika Trzech Krzyży, pod urząd wojewódzki. Trasa marszu wiedzie przez ulice Jana z Kolna, Podwale Grodzkie i Okopowa. Każdą z tych ulic policja będzie po kolei zamykać, by umożliwić protestującym bezpieczne przejście, ale kierowcy powinni najlepiej po prostu nie planować żadnych spraw w centrum miasta w tym czasie. Nie wiadomo, jak długo potrwa protest. Organizatorzy nie podają także szacunków ile osób może wziąć w nim udział.- Trudno nam powiedzieć, bo czekamy na deklaracje ludzi - mówił naszemu reporterowi Jacek Rybicki z gdańskiej Solidarności. Porządku będzie pilnować 150 policjantów, w razie potrzeby w gotowości będą czekać także posiłki.

W Bydgoszczy organizatorzy spodziewają się około tysiąca osób. W woj. kujawsko-pomorskim 25 proc. społeczeństwa żyje w ubóstwie, a kolejne 10-15 proc. na poziomie minimum egzystencjalnego. Przy 2 mln mieszkańców, licząc skromnie, to jest powyżej 600 tysięcy ludzi żyje w biedzie - wylicza przewodniczący zarządu regionu bydgoskiej Solidarności Leszek Walczak. Swój udział w przemarszu zapowiedziało już kilkadziesiąt oddziałów "S" z regionu. - Do tego dojdą jeszcze rolnicy, którzy zamierzają przyjechać swoimi ciągnikami. Przyjadą też autokarami, będą autobusy z Włocławka, Grudziądza, Torunia, Inowrocławia, Piły, Tucholi, Mogilna, Inowrocławia, ze Świecia - dodaje Walczak.

Uczestnicy przemarszu o 14:30 wyruszą ze Starego Rynku przez Jagiellońską, okrążając rondo Jagiellonów pod Urząd Wojewódzki. Tam złożą petycję na ręce wojewody kujawsko-pomorskiej Ewy Mes. Na tym manifestacja powinna się zakończyć. Kiedy manifestanci będą się rozchodzić do domów, przedstawiciele "Solidarności" zasiądą do stołu do rozmów z wojewodą. Jeśli one nie poskutkują, manifestacja, choćby w nocy, zostanie wznowiona - ustaliło TOK FM.

Ruch w centrum Bydgoszczy będzie bardzo utrudniony. Policja będzie kierować objazdami, przez Wały Jagiellońskie i Kamienną.

Organizatorzy manifestacji w Lublinie spodziewają się przybycia kilku tysięcy osób, jednak zapewniają, że będzie ona miała charakter pokojowy. - Przyjdziemy z naszymi problemami, a nie z przysłowiowymi kilofami. Chcemy wykrzyczeć nasze żale - zapowiada Marek Wątorski, wiceprzewodniczący lubelskiej Solidarności.

Uczestnicy pikiety spotkają się o godz. 13 przed lubelskim ratuszem. Stąd przejdą przez centrum miasta pod urząd wojewódzki. W związku z pochodem nie zaplanowano jednak żadnych objazdów. - Policja na trasie będzie wstrzymywała ruch na skrzyżowaniach tylko na czas przemarszu - mówi Mirosław Kalinowski z biura prasowego Urzędu Miasta.

Utrudnień można za to spodziewać się w pobliżu urzędu wojewódzkiego. Tu manifestacja potrwa do 16. Protestujący planują przekazać petycję na ręce wojewody lubelskiego.

Natomiast w Łodzi w manifestacji weźmie udział co najmniej tysiąc osób z całego województwa. Zbiorą się oni pod urzędem wojewódzkim na ulicy Piotrkowskiej, która i tak jest zamknięta dla normalnego ruchu samochodowego więc tu kierowcy mogą odetchnąć z ulgą. - Nie przewidujemy na tę organizowani jakichkolwiek objazdów - mówi Adam Kolasa z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji. - Będziemy jednak reagować na bieżąco. Pod urzędem związkowcy wygłoszą postulaty skierowane do rządu.

Całość ma przebiegać spokojnie. - Nie pozwolimy na jakiekolwiek zachowania niezgodne z prawem - mówi Waldemar Krenc, przewodniczący NSZZ Solidarność regionu łódzkiego. - Każdy, kto przyjdzie tam w jakimkolwiek celu niż pokojowe manifestowanie zostanie usunięty - dodaje Krenc. Manifestacja ma zacząć się po godzinie 13.

W Warszawie aż dwie manifestacje

Stolica natomiast we środę będzie musiała przyjąć aż dwie akcje protestacyjne. W Warszawie oprócz demonstracji poruszającej główne tematy odbędzie się dodatkowa pikieta organizowana przez związkowców z regionu Mazowsze. Główny protest to pikieta przed urzędem wojewody mazowieckiego, czyli na placu Bankowym. Związkowcy będą się tam zbierać przed godziną 14, wtedy oficjalnie rozpocznie się protest.

Według złożonego zawiadomienia do stołecznego Biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego będzie on trwał do godziny 16. Czy sparaliżuje okolice Muranowa? To zależy od ilości uczestników. Według Grzegorza Iwanickiego może ich być nawet do czterech tysięcy. Kierowcom radzimy po prostu omijać plac Bankowy.

Jednak pikieta na placu to nie wszystko, wcześniej związkowcy NSZZ Solidarność zbiorą się przed siedzibą Ministerstwa Skarbu przy ulicy Wspólnej. Tam organizatorzy spodziewają się około dwóch tysięcy osób. Tematem tego protestu są formy prywatyzacji mazowieckich przedsiębiorstw, w tym PKS-ów, sprzedaż Zakładów Mechanicznych Ursus czy powołanie Polskiego Holdingu Nieruchomości.

- We wszystkich tych obszarach występuje albo problem braku woli sprywatyzowania na przykład przez spółki pracownicze lub braku gwarancji pracowniczych przy prywatyzacji - tłumaczy Iwanicki - To dla nas bardzo istotne, bo najczęściej po prywatyzacji dochodzi do zwolnień, czyli tworzymy kolejnych bezrobotnych.

W związku z drugą pikietą w okolicach ulicy Wspólnej warszawscy kierowcy między godziną 11 a 13 powinni unikać okolic Kruczej, Żurawiej i Wspólnej niedaleko Domu Handlowego Smyk. W tym samym czasie zarejestrowano także zgromadzenie publiczne w ulicy Chałbińskiego, na przeciwko gmachu Ministerstwa Infrastruktury. Tutaj protest może być najbardziej uciążliwy dla warszawiaków, bo utrudnienia obejmą okolice Dworca Centralnego.

W protestach w Krakowie ma wziąć udział około tysiąca osób. Do stolicy Małopolski przyjadą działacze ze wszystkich miast powiatowych. Manifestacja ma się rozpocząć tuż przed 15 i potrwa godzinę. Jak zapowiada Adam Lach z małopolskiej "Solidarności" przemawiać najpierw przemawiać będzie przewodniczący regionu "S", a potem przedstawiciele konkretnych branż, gdzie pojawia się problem zwolnień. Później protestujący przejdą pod Urząd Wojewódzki, gdzie wręczą petycję wojewodzie małopolskiemu. Do tej pikiety przygotowuje się też policja - na ulicach pojawią się dodatkowe patrole. Jednak jak twierdzą związkowcy, to będzie pokojowa demonstracja. To między innymi dlatego, jak tłumaczy Lach, że 27 maja związkowcy wezmą udział w rozmowach komisji dialogu na temat pieniędzy na walkę z bezrobociem.

Na Śląsku protesty będą o wiele liczniejsze niż w pozostałych miastach, nasza reporterka donosi, że z pewnością także znacznie bardziej żywiołowe. Przed urzędem wojewódzkim w Katowicach spodziewanych jest nawet 5 tysięcy osób. Policjanci już szykują się do tej akcji, tym bardziej, że nie jest ona zarezerwowana tylko dla członków Solidarności. Organizatorzy protestu zapraszają do udziału w nim wszystkich niezadowolonych.

- Oprócz trąbek, flag czy gwizdków można przynieść swoje CV, by pokazać, jak dramatycznie przedstawia się sytuacja na rynku pracy - zachęca Mirosław Truchan, wiceszef Śląsko-Dąbrowskiej "S".

Te dokumenty mają trafić za pośrednictwem wojewody do premiera. Kierowcy napotkają na utrudnienia w rejonie urzędu wojewódzkiego, gdzie odbędzie się pikieta. Wcześniej o 15 zbiórka na rynku, w związku z czym drogi prowadzące do urzędu mogą być przyblokowane. Oficjalnie nie będzie przemarszu, uczestników na miejsce maja dowieźć autokary.

W Katowicach pojawi się też dodatkowy postulat związany z pakietem klimatyczno-energetycznym. Według związkowców przez bierność i nieudolności rządu w tej kwestii tej gałęzi przemysłu grozi upadłość, a ćwierć miliona pracowników może wylądować na bruku.

We Wrocławiu manifestacja Solidarności przejdzie środę spod urzędu marszałkowskiego pod urząd wojewódzki. W rozpoczynającej się dokładnie w południe akcji ma wziąć udział około pół tysiąca manifestujących.

Będzie związkowa orkiestra, mini-przedstawienie, plakaty i transparenty. Jarosław Krauze z Solidarności zapowiada, że manifestacja będzie bardzo pokojowa. -Nie zdezorganizujemy ruchu w mieście. Plac Powstańców Warszawy zostanie wyłączony z ruchu tylko na 10 minut - zapewnia.

Do Wrocławia przyjadą w środę m. in . Związkowcy z Zagłębia Miedziowego i Jeleniej Góry. - Brutalny scenariusz protestu w KGHM-ie na pewno się nie powtórzy - zapewnia Krauze.

Związkowcy przejdą spod urzędu marszałkowskiego pod Urząd Wojewódzki. tam wygłoszą swoje postulaty. Problem w tym, że wojewoda nie będzie miał okazji ich wysłuchać, bo w tym czasie nie będzie go na miejscu.

- Niestety, nie będzie mógł się spotkać z delegacją związkowców, bo wyjeżdża. Ale na pewno ktoś z urzędu porozmawia z protestującymi - mówi Jarosław Perduta, rzecznik wojewody dolnośląskiego.

Akcja Solidarności w najbliższą środę będzie największą tego typu od wielu lat. Łącznie w całym kraju może wziąć w niej udział nawet 100 tys. demonstrantów.

DOSTĘP PREMIUM