Lis: "Pisizm" wciąż trzyma się mocno [PUBLICYŚCI]

- Jestem wdzięczny Kaliszowi, że chce nas jeszcze raz przestraszyć tym, co się działo pod rządami PiS i tym, co mogło się jeszcze stać. Sprawa Blidy to był dopiero początek akcji Kaczyńskiego i Ziobry przeciwko lewicy - powiedział publicysta Tomasz Wołek w Poranku Radia TOK FM. Tomasz Lis dodał, że "pisizm wciąż trzyma się w Polsce bardzo mocno".

- Kalisz chce jeszcze raz nas przestraszyć państwem prokuratorów, korupcji politycznej, bezpośredniego sterowania aparatem represji. Te wyczyny PiS z okresu jego rządów zdawał się pokrywać pył zapomnienia. Tymczasem raport Kalisza przypomina to, co się wtedy działo i ku czemu to zmierzało - powiedział Tomasz Wołek, uzmysławiając sobie, że do wyborów idą już ludzie, dla których rządy PiS są jak bajka o żelaznym wilku.

Publicysta wyraził przekonanie, że akcja operacyjna wokół Barbary Blidy miała być dopiero początkiem działań wymierzonych w środowisko lewicy. Przypomniał o kilku głośnych sprawach z czasów rządów PiS. - Bardzo długo ciągnęły się jeszcze prowokacje agenta Tomka i próba wkręcenia małżeństwa Kwaśniewskich w sprawę domu - wymieniał Wołek. - Celem agenta Tomka była akurat Beata Sawicka, posłanka Platformy - wtrącił Żakowski. - Celem był każdy poza PiS - odrzekł publicysta.

"Pisizm wciąż się trzyma" "Jesteśmy znużeni anty-pisowską propagandą"

Według Tomasza Lisa "pisizm" w Polsce trzyma się bardzo mocno. Naczelny "Wprost" powiedział, że "prawie eksplodował" słuchając środowej wypowiedzi Andrzeja Talagi w TOK FM .

- Publicysta "Dziennika Gazety Prawnej" mówił, że państwa PiS nie było, że to absurd, że PiS przejmował państwo w ciężkim stanie i że niektórych przestępstw wcześniej nie ścigano. Dzięki Bogu, świętej pamięci "Dziennik" zdechł, ale, jak widać, pisizm gdzieś nad resztkami tej gazety się unosi - skomentował Tomasz Lis.

Redaktor "Wprost" wyraził też zniesmaczenie reakcjami polityków na raport, odwołującymi się do udziału Ryszarda Kalisza w Paradzie Równości. Tego argumentu użyli i Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, a nawet Donald Tusk. Argument premiera ad personam został uznany przez Lisa za wysoce niestosowny. - To deprecjonowanie pana Kalisza w ziobrowym wydaniu pt. "co to w ogóle za polityk, on przecież był na paradzie gejowskiej"... Szokujące jest dla mnie to, że są w Polsce w 2011 roku kręgi polityczno-komentatorskie, gdzie kompromitujący jest udział w Paradzie Równości - ocenił Lis.

"Krwawy jastrząb", "Tęczowy Rysiek"? Passent: niech politycy liczą się ze słowami!

Tomasz Wołek wskazał na pułapkę, w jakiej znaleźli się teraz polscy politycy. Powiedział, że istnieje nacisk na to, żeby już o rządach PiS nie mówić. - Oto znowu uprawiamy anty-pisizm. To jest już takie ograne. Wszyscy jesteśmy tym znużeni. Obowiązuje teraz niepisany zakaz: nie wolno na anty-pisizmie ustawiać ani propagandy, ani publicystyki, ani debaty publicznej. Tymczasem raport zmusza nas do tego, żeby się przyjrzeć tej IV RP, czyli pisizmowi w działaniu - powiedział publicysta.

"Nie będzie Trybunału dla Kaczyńskiego i Ziobry. Nie przed wyborami"

Goście Poranka Radia TOK FM byli zgodni co do faktu, że Platforma korzysta politycznie na ogłoszeniu wyników pracy komisji śledczej ws. śmierci Barbary Blidy.

Żakowski wskazał na to, że posłowie PO chcą mieć czyste ręce. - To nie Platforma będzie teraz jastrzębia i krwiożercza, ale Ryszard Kalisz, który składa wniosek o postawienie polityków PiS przed Trybunałem Stanu.

Wtórował mu Tomasz Lis. Według niego poprzedni gość Poranka, szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz "na jednym uchu stawał, żeby tylko nie powiedzieć, co myśli o sprawie". Żakowski wziął posła w obronę. - Ja go rozumiem. Nasiedział się, nasłuchał, naczytał i napatrzył, musi mieć w sobie ten ładunek grozy. A z drugiej strony musi dbać o polityczną delikatność w kampanii wyborczej. - Ja myślę, że pan Tomczykiewicz oczekuje na ostateczne stanowisko Tuska w tej sprawie - odparł Lis.

Wołek podsumował, że wniosek o postawienie Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem Stanu na pewno nie przejdzie. - Na kilka miesięcy przed wyborami PO nie chciałaby wręczać PiS-owi prezentu w postaci męczeńskiej palmy. To mogłoby zostać odebrane jako zemsta, akt agresji, chęć zniszczenia przeciwnika. Do finalizacji tego wniosku nie dojdzie, na pewno nie przed wyborami.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM