"Obecność Biedronia gwarantuje, że PiS będzie partią numer jeden". A Konfederacja? "Jest jak katar na wiosnę". Podsumowujemy kampanię

Wielkich zaskoczeń nie było, a największe partie skupiły się na mobilizacji swoich żelaznych elektoratów - tak kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego dla TOK FM oceniają politolodzy. I prognozują wyniki.
Zobacz wideo

To już ostatni dzień kampanii wyborczej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Od północy zapanuje cisza wyborcza, a w niedzielę Polacy pójdą do urn. Eksperci wskazują, że ta kampania wyborcza nie obfitowała w wiele zaskoczeń. - Sposób uprawiania polityki w Polsce się zmienił. W XXI wieku żyjemy w przeświadczeniu, że kampania wyborcza trwa permanentnie. A wybory stały się wyborami w ogóle, a nie elekcją do poszczególnych wyspecjalizowanych organów - ocenił prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak dodawał, treść kampanii zdominowały jednak sprawy tylko pośrednio związane z polityką europejską. - Zaczęliśmy propozycjami społecznymi PiS (tzw. piątka Kaczyńskiego -red.), potem mieliśmy cykl autentycznych i domniemanych afer, które nijak się nie wiązały z problematyką europejską. W tle pojawił się tylko dyskurs, który kiedyś będzie bardzo istotny, czyli wprowadzenie Polski do strefy euro - wyjaśnił prof. Chwedoruk.

Czytaj także: Koalicja Europejska z niewielką przewagą nad PiS. Wysoko Konfederacja [SONDAŻ dla "GW", Gazeta.pl i TOK FM]

Z kolei dr. Jarosława Flisa zaskoczyło jednak to, że główni aktorzy sceny politycznej oraz kampanijni stratedzy byli tak mało przewidujący. - Można było przewidzieć, że jeśli ogłasza się programy socjalne, to ci, którzy nie są nimi objęci, będą protestować, tak jak nauczyciele. Film Sekielskich był wcześniej zapowiadany, a sam temat krążył w debacie publicznej. Majątek premiera Morawieckiego? O tym też wszyscy dobrze wiedzieli. Politycy mogli się do tego przygotować - tłumaczył politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem, znów okazało się, że polityka europejska to tylko dodatek do tego, co dzieje się na krajowej scenie. - Główne danie, czyli jesienne wybory do Sejmu i Senatu, jest bardziej interesujące niż deser czy przystawka. Znacznie ważniejsze niż to, kto jesienią będzie szefem Komisji Europejskiej, będzie to, kto zostanie premierem w Polsce. Trudno się było spodziewać, żeby to nie miało wpływu na kampanię - podkreślał Flis.

Jarosław Kaczyński na pierwszym froncie

Niemal przez całą kampanię wyborczą pierwsze skrzypce grał w niej prezes PiS, Jarosław Kaczyński. Ogłaszał programy socjalne, mówił o polityce Unii Europejskiej, występował na regionalnych konwencjach swojej partii. W ostatnim tygodniu niemal codziennie organizował konferencję prasową i komentował sprawy bieżące. W przeszłości tak nie było. W okresie od przegranych wyborów prezydenckich w 2010 roku do triumfu w 2015 Jarosław Kaczyński w kampanii raczej usuwał się w cień i dawał szansę brylować innym, na przykład Andrzejowi Dudzie czy Beacie Szydło.

Czytaj także: Trzy tysiące samorządowców prosi premiera o spotkanie. Boją się obniżki podatku PIT z "piątki Kaczyńskiego"

Prof. Chwedoruk nie jest jednak tym zbytnio zdziwiony. - Frekwencja w tych wyborach będzie zapewne większa, ale raczej nie osiągnie poziomu tej z elekcji, np. do Sejmu. I stąd poczucie niepewności, jak absencja wyborcza rozłoży się na poszczególne elektoraty. Dlatego partie muszą się odwoływać do tych żelaznych, najwierniejszych wyborców. Oni są wrażliwi na nazwę partii i rozpoznawalne postacie liderów - wyjaśniał prof. Chwedoruk.

Co więcej, ubiegłoroczne wybory samorządowe pokazały, że Jarosława Kaczyńskiego trudno jest zastąpić. Mateusz Morawiecki nie okazał się liderem porywającym tłumy. Beata Szydło została od 2015 roku zmarginalizowana. - W sztabie PiS nie ma nikogo, kto powiedziałby prezesowi, żeby się wycofał do tylnego szeregu. Może liczą, że to pomoże w mobilizacji twardego elektoratu, który pozytywnie reaguje na Jarosława Kaczyńskiego - tłumaczył dr Jarosław Flis.

Schetyna znów straszy

W kampanijnym przekazie Koalicji Europejskiej dominowała "mobilizacja negatywna", czyli straszenie PiS-em. - Jeżeli próbuje się pogodzić wielkomiejski liberalny elektorat z wyborcami SLD czy PSL, to mobilizacja negatywna jest naturalnym spoiwem. Trudno stworzyć inny wspólny mianownik. Inna kampania skończyłaby się niepowodzeniem - podkreślał prof. Rafał Chwedoruk i dodawał, że to już przyniosło wśród wyborców samej PO niezły efekt kilka miesięcy temu, w czasie kampanii samorządowej. 

Czytaj także: Robert Mazurek: Teraz Grzegorz Schetyna z nowym garniturem zębów zjada obie przystawki - i PSL, i SLD

Ale nie jest tak, że Koalicja Europejska nie ma kłopotów. - Niepotrzebnie jej politycy wikłali się w niektóre ze sporów kulturowych. W tle cały czas czaiła się walka o władzę w PO. Próby powrotu Donalda Tuska też nie wpisywały się do końca w strategię KE - wymieniał prof. Chwedoruk. Przekonywał jednocześnie, że Grzegorz Schetyna miał też poważny problem z Wiosną Roberta Biedronia. - Okazało się, że te dwa ugrupowania walczą o takiego samego wyborcę. Koalicja musiała więc podnosić tematy, które nie pomagały w walce z PiS, ale były obroną przed odpływem wyborców do Wiosny - dodał Chwedoruk

Biedroń to nie Macron

Bo i ruch Roberta Biedronia miał problemy. Gdy powstawał w lutym, Platforma Obywatelska była w dużym kryzysie. Teraz sondaże pokazują, że ruch Grzegorza Schetyny z utworzeniem szerokiej koalicji, wyszedł mu na dobre i dał dużą przewagę nad ruchem byłego prezydenta Słupska. - Przy takim kursie, jaki obrały oba ugrupowania, Biedroń skazał się na konkurencję z KE i ją zdecydowanie przegrywa - wskazywał dr Jarosław Flis.

Czytaj także: Wyrok ws. pozwu Wiosny przeciwko Sławomirowi Neumannowi. Obie strony ogłosiły sukces

Prof. Chwedoruk dodawał, że Biedroń chciał się ustawić w centrum sceny politycznej, ale to mu się nie udało. - Nie jest polskim Macronem, który we Francji odebrał wyborców i socjalistom, i gaullistom. Wiosna to pomysł na jedną kampanię i wyrwanie z serca PO liberalnych młodych wyborców, z przedziału wiekowego 30-40 lat, z wielkich miast. I to Biedroń konsekwentnie robi, ale daje mu to około 7 procent poparcia - ocenił politolog Uniwersytetu Warszawskiego.

Co z Konfederacją i Kukizem?

Konfederacja Korwina, Liroya, Brauna i Narodowców w ostatnim sondażu Kantar dla TOK FM, "Gazety Wyborczej" i portalu gazeta.pl osiągnęła najlepszy wynik wśród młodych wyborców.

Ale profesor Chwedoruk wielkiego sukcesu w wyborach jej nie wróży. - Konfederacja jest niespójna. Dla kogo ona miałaby być atrakcyjna? Dla libertariańskiego pokolenia absolwentów gimnazjów, wyborców Korwin-Mikkego, czy też miała by być poważną alternatywą dla średnio-starszego pokolenia wyborców PiS z prowincji. Albo tak, albo tak. Ona płynie bardziej popularnością Korwin-Mikkego - prognozował ekspert. Jak dodawał, Konfederacja to jednak większe zagrożenie dla ruchu Pawła Kukiza niż Zjednoczonej Prawicy. - PiS raczej gra na Kukiza po to, żeby przetrwał i w jego miejscu nie pojawiła się Konfederacja, choć wątpię, żeby to była dla partii Kaczyńskiego racjonalna strategia - wyjaśniał prof. Chwedoruk.

Według dr. Flisa zarówno dla Kukiz'15, jak i Konfederacji te wybory mogą być ciężką próbą. - Nic nie wskazuje na to, żeby te partie miały zdolność wielkiej zmiany sceny politycznej w Polsce. Są raczej rodzajem utrapienia w polityce, jak katar na wiosnę. Życia to nie zmienia, ale trochę je utrudnia, w końcu jednak mija - podsumowywał dr Flis.

A kto wygra?

Eksperci są zgodni: wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego są trudne do przewidzenia. - Sytuacja jest dynamiczna, wyborców do urn pójdzie dużo więcej niż w 2014, ale na pewno mniej niż to deklaruje w badaniach sondażowych. Drobne przesunięcia mogą oznaczać istotną zmianę polityczną, bo jest kilka partii w okolicach progu wyborczego, a dwóch głównych rycerzy ma bardzo wyrównane poparcie - prognozował politolog z UJ.

Z kolei prof. Rafał Chwedoruk z UW zaznaczał, że "obecność Roberta Biedronia jest gwarancją tego, że PiS będzie partią numer jeden", dlatego istotny jest rozmiar zwycięstwa. - Jeśli będzie niewielki, to niewiele się zmieni. Jeśli wygrana PiS będzie wyraźna, to wówczas zapewne Donald Tusk będzie próbował wywrócić stolik do gry wśród opozycji - ocenił politolog UW.

DOSTĘP PREMIUM