Po "szóstce Schetyny" zostało puste echo, SLD beneficjentem na lewicy i marszałek, który odleciał

To Sojusz Lewicy Demokratycznej jest największym zwycięzcą koalicyjnych negocjacji opozycji. Prowadzona przez niego lista może liczyć na 10 proc. w sondażach, a politycy zagwarantowali sobie start dotychczasowych lewicowych konkurentów w strukturach, za pieniądze i pod szyldem SLD.
Zobacz wideo

Wydawać by się mogło, że w kampanię wyborczą z najmniejszą liczbą problemów do rozwiązania wchodzi Koalicja Obywatelska, wzmocniona ostatnimi problemami PiS-u i kłopotami konkurentów po stronie opozycyjnej. W większości zgodna, z całkiem nieźle działającym, przynajmniej w mediach społecznościowych, sztabem. Politycy Platformy, Nowoczesnej i Inicjatywy Polska na razie postawili na kameralne spotkania w regionach. Sztabowcy i politycy zapewniają, że mieszkańcy tłumnie ich oblegają i dzielą się swoimi zmartwieniami, ale można też usłyszeć głosy o spacerach odbywanych wśród nielicznych.

Zapomniana "szóstka Schetyny"

Więcej spotkań w regionach, silniejszy sztab i lepsza koordynacja działań - takie były wnioski Platformy po majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wtedy w kampanii zabrakło wszystkiego po trochu, a szczególnie aktywności - nie ukrywali tego w medialnych wypowiedziach nawet sami politycy PO. Już kilka tygodni temu, w trakcie nieoficjalnego spotkania z dziennikarzami, kierownictwo Platformy kładło największy nacisk właśnie na odpowiednią strategię i mobilizację działaczy w terenie.

To ostatnie zadziałało - przynajmniej na razie - punktowo. W innych miejscach kraju toczy się, często wychodzący na zewnątrz, spór. Tak jest chociażby w Łodzi, gdzie prezydent miasta właściwie wprost wymówiła kierownictwu Platformy posłuszeństwo po tym, jak na "jedynce" listy znalazł się komentator sportowy Tomasz Zimoch. Dla Hanny Zdanowskiej, która zresztą miała lobbować za swoimi stronnikami, okazało się to nie do zaakceptowania, szczególnie że 4 lata temu z tego samego miejsca startował rektor Uniwersytetu Łódzkiego.

Grzegorza Schetynę zajmuje też jego rodzima ziemia, bo Wrocław między siebie w wyborach do Senatu chce podzielić małżeństwo Zdrojewskich. Barbara Zdrojewska planuje ubiegać się o reelekcję w swoim okręgu nr 7, Bogdan Zdrojewski ma odbić z rąk powiązanego z PiS senatora Jarosława Obremskiego drugą część miasta - okręg nr 8. I w końcu Toruń, gdzie Arkadiusza Myrchę, jednego z najbardziej aktywnych posłów PO tej kadencji, pozbawiono trzeciego miejsca na rzecz Iwony Hartwich, która to z kolei otrzymała lokatę chwilę po publicznej krytyce Platformy za to, że zaproponowano jej "siódemkę". Tak wyglądają regiony.

Po "szóstce Schetyny", którą przewodniczący Platformy prezentował w Sali Marmurowej Pałacu Kultury i Nauki - w jednym ze swoich lepszych przemówień ostatnich miesięcy - zostało już puste echo. Propozycje nie pojawiają się w wystąpieniach polityków, o żadnym z punktów nie powiedziano nic więcej niż to, co na początku lipca. Podobnie jak o "szóstce Schetyny" cicho zrobiło się też o porozumieniu samorządowców do Senatu - ruchu 4 czerwca, który szef Rady Europejskiej miał zainaugurować na gdańskim Długim Targu. Z obrazka prezydentów Dulkiewicz, Trzaskowskiego, Jaśkowiaka, Zdanowskiej i Sutryka, stojących ramię w ramię z Donaldem Tuskiem, zostało tyle samo, co z dyskusji o powrocie byłego premiera do krajowej polityki.

Porozumienie samorządowców z kolei, a właściwie jego brak, bezpośrednio prowadzi nas do przeglądu stanu rozmów negocjacyjnych w sprawie wspólnych kandydatów do Senatu. Konsultacje formalnie
rozpoczęły się dopiero po starcie oficjalnej kampanii wyborczej. Wcześniej ugrupowania opozycyjne odgrywały chocholi taniec, dzieląc się i godząc przy tworzeniu zjednoczeniowych list do Sejmu. W tym czasie swój akces do Senatu zgłosiło kilku polityków (w tym wspomniani już Zdrojewscy), a lewica zdążyła spisać nazwiska nawet 100 pretendentów. Tymczasem Platforma będzie chciała wystawić kandydatów w 27 okręgach, z których dziś ma senatorów. Choć jej ambicje na pewno są większe.

"Lewica" czy "lewica"?

Emanacją problemu samej lewicy jest nawet to, że nie wiadomo, czy pisać ją wielką, czy małą literą. Bo formalnie koalicja "Lewicy" nie istnieje ani w ewidencji sądowej, ani w nazwie komitetu wyborczego. Po kilku dniach zaklinania rzeczywistości stało się jasne, że Adrian Zandberg ze współpracownikami z Razem i politycy Wiosny wystartują pod sztandarem Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

To czyni z SLD największego - do tej pory - wygranego koalicyjnych negocjacji. Odrzucony przez format Koalicji Europejskiej, Włodzimierz Czarzasty rozpoczął negocjacje z lewicowymi partnerami. Choć i wyrażenie "partnerzy" zdaje się tu mocno nieadekwatne. Bardziej z lewicowymi "konkurentami", przez których od lat był atakowany i krytykowany, ze wzajemnością. Efekt zapowiada się taki, że dotychczasowi rywale jesienią wystawią swoje nazwiska pod szyldem SLD, na bazie struktur i finansów Sojuszu. A w razie wyborczego sukcesu beneficjentem wszystkich wpływów z subwencji partyjnej również będzie SLD. I w tym wypadku zmiana zdjęcia profilowego i nazwy na Twitterze z "Sojusz Lewicy Demokratycznej" na
"Lewica" nie zmieni tego, że Wiosna i Razem zostały pozbawiane części tożsamości i politycznej niezależności.

Marszałek odleciał

Niespodziewanie poobijane w kampanię wyborczą wkracza Prawo i Sprawiedliwość. O konwencji programowej z Katowic mało kto już pamięta. Większość za to bez problemu wylicza kolejne podróże byłego już marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego i metry kwadratowe w mieszkaniach i willach marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego. Dla partii rządzącej konieczność odwołania pierwszego spośród posłów w dniu startu kampanii była bolesna. Tym bardziej że zmiana w fotelu marszałka wcale nie zakończyła tematu. Nadal padają pytania o szczegóły podróży lotniczych Marka Kuchcińskiego, ale także o kłamstwa, które rozpowszechniała Kancelaria Sejmu. Następczyni Kuchcińskiego nie dopatruje się tu spraw wymagających wyjaśnienia. Widzi za to problemy w komunikacji i przepływie informacji w ramach samej Kancelarii. Dlatego - jak zapowiadała na ostatnim spotkaniu z dziennikarzami - wyciągnie konsekwencje wobec urzędników, w tym, jak można się spodziewać, także dyrektora Centrum Informacyjnego Sejmu. Ktoś jednak Andrzejowi Grzegrzółce dane musiał dostarczyć. Zdaniem Elżbiety Witek odpowiedzialności za to na pewno nie ponosi szefowa Kancelarii Sejmu. Agnieszka Kaczmarska pozostanie na stanowisku - zapewniła nowa marszałek.

W tle nie cichnie burza wokół list poparcia dla kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, szczególnie że ostatnio to sami posłowie PiS-u na nowo rozbudzili temat, kierując do Trybunału Konstytucyjnego skargę w tej sprawie. Politykom zależy, żeby sędziowie z Alei Szucha zakwestionowali wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego i ostatecznie zablokowali publikację nazwisk tych, którzy wsparli kandydatów do nowej  KRS. Można być pewnym, że minister Kaczmarska zadba o to, by do czasu orzeczenia dokumenty nie opuściły kompleksu przy Wiejskiej. Nowa marszałek Sejmu przyznała, że postępowanie przed UODO i TK dla niej zamyka temat upublicznienia list.

W przerwach pomiędzy weekendowymi piknikami z wyborcami kierownictwo PiS bierze więc głęboki oddech przed kolejnym punktem kampanii, jakim ma być prezentacja programu. Ta nastąpi najpewniej - jak informował portal 300polityka - 7 września. Do podobnego wydarzenia, także na przełomie sierpnia i września, szykują się też ugrupowania opozycyjne. Na razie zatwierdzają pełne listy wyborcze - w sobotę sojusz PSL-u i Kukiz’15, w poniedziałek Koalicja Obywatelska. PiS swój spis nazwisk ma przedstawić dziś.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM: 

DOSTĘP PREMIUM