Prof. Ewa Marciniak o konwencji Lewicy: Padło wiele obietnic, ale nie wiadomo skąd na to pieniądze

- Liderzy lewicy odnieśli się w swoim programie do tych kwestii, które są charakterystyczne dla tej strony sceny politycznej. Nie weszli w jakieś cudze buty - oceniła w TOK FM politolog prof. Ewa Marciniak z Instytutu Nauk Politycznych UW. Ekspertka zwróciła też uwagę na dużą liczbę przedwyborczych obietnic i brak wskazania na źródła ich finansowania.
Zobacz wideo

W sobotę, podczas konwencji zorganizowanej w Arenie Ursynów, Lewica przedstawiła swój program wyborczy. Wśród głównych postulatów znalazły się takie hasła jak: wprowadzenie świeckiego państwa i renegocjacja konkordatu, legalizacja aborcji na żądanie do 12 tygodnia ciąży, wprowadzenie związków partnerskich, wprowadzenie edukacji seksualnej do szkół i obowiązkowych zajęć z cyberbezpieczeństwa.

Pojawiło się też szereg propozycji socjalnych, w tym m.in. podniesienie płacy minimalnej do 2700 zł (obecnie to 2250 zł) i wzrost rent i emerytur do 1600 zł. Politycy Lewicy zapowiedzieli też wzrost wydatków na ochronę zdrowia do 7 proc. PKB oraz wzmocnienie działań na rzecz czystego powietrza. Robert Biedroń zapowiedział m.in. że do 2035 roku większość energii w Polsce będzie pochodzić z odnawialnych źródeł. Zapowiedziano też budowę miliona mieszkań i powołanie publicznego dewelopera.

W aplikacji TOK FM konwencję Lewicy odsłuchasz na telefonie!

Za co Lewica sfinansuje swoje obietnice?

- Została nakreślona taka wizja szczęśliwego kraju, społeczeństwa dobrze zorganizowanego i państwa dobrze działającego - mówiła w TOK FM prof. Ewa Marciniak. Jak dodała, przedwyborczych obietnic na konwencji padło dosyć dużo. - Ale nie wiadomo, skąd na to wszystko wziąć pieniądze. Bo jeżeli wydatki na badania mają zostać podniesione do wartości 2 procent PKB, a na ochronę zdrowia do 7 procent, to gdzie tych wydatków będzie mniej? - zastanawiała się profesor.

Podobną refleksję miał także dziennikarz polityczny TOK FM Roch Kowalski, który zauważył, że jedyna deklaracja dotycząca źródeł finansowania, jaka padła na konwencji dotyczyła likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej, Rady Mediów Narodowych oraz Polskiej Fundacji Narodowej. - Jeśli chodzi o budżet IPN, to jest rocznie 360 mln złotych. Łącznie, z tych wszystkich instytucji, nie sądzę, żebyśmy przekroczyli miliard, a finansowanie tych obietnic Lewicy kosztowałoby budżet państwa znacznie więcej - wskazał Kowalski.

Niezależnie jednak od braku jasnych deklaracji dotyczących finansowania, zdaniem prof. Marciniak, politycy lewicy odnieśli się w swoim programie do tych kwestii, które są charakterystyczne dla tej strony sceny politycznej. - Nie weszli w jakieś cudze buty. Liderzy operowali takimi pojęciami i podnosili te tematy, które są dla wyborców lewicowych istotne - wskazała ekspertka.

Postawić na sprawy równościowe, ostrożniej ze światopoglądem

Profesor zwróciła też uwagę, że przed zbliżającymi się wyborami do parlamentu Lewica ma bardzo trudne zadanie zbudowania (a nie umocnienia) swojego elektoratu. Jej zdaniem, przez ostatnią czteroletnią nieobecność przedstawicieli lewicy w parlamencie część wyborców o tego typu poglądach mogła przenieść swoje sympatie polityczne na rzecz Platformy Obywatelskiej. Według politolożki, najbardziej pomocne w budowaniu tego elektoratu mogą być sprawy równościowe (np. prawa kobiet) i to na nich lewica powinna skupić się najbardziej. 

Ostrożniej natomiast - według profesor - lewica powinna podchodzić do tzw. spraw światopoglądowych (jak np. dostęp do legalnej aborcji czy opodatkowanie Kościoła). - W Polsce to jest bardzo trudny temat, kontrowersyjny i nieprzynoszący takich oczywistych zysków politycznych. Warty podniesienia, ale rolą polityka jest wyczucie czasu, kiedy i jakie problemy mogłyby być poruszane - oceniła rozmówczyni Przemysława Iwańczyka.

Roch Kowalski ocenił z kolei, że liderzy lewicy wyciągnęli wnioski z tego, co zarzucało się Platformie Obywatelskiej przez ostatnie lata, tj. budowanie programu głównie na narracji anty-PiS. - Tu rzeczywiście krytyka rządów Prawa i Sprawiedliwości pojawiła się raz [w wypowiedzi Włodzimierza Czarzastego - red.], ale dużo więcej czasu poświęcono jednak na prezentację własnych pomysłów - ocenił dziennikarz TOK FM.

Dodatkowo, w kwestii zaprezentowanego programu, Kowalski stwierdził, iż to, co usłyszeliśmy w sobotę "jest bardziej zbiorem pomysłów niż wypracowaną strategią, z którą Lewica miałaby pójść do wyborów".  

Show Roberta Biedronia. Wybory to kupią?

Goście redaktora Iwańczyka zwrócili uwagę nie tylko na to, co mówili poszczególni politycy, ale też na samą formę konwencji. Zdaniem Rocha Kowalskiego, nie przez przypadek widowisko otworzyły trzy kobiety (Marcelina Zawisza z Razem, Anna Maria Żukowska z SLD i Beata Maciejewska z Wiosny. - Dla lewicy od dłuższego czasu problemem jest to, że jest tam trzech liderów - mężczyzn - stwierdził nasz dziennikarz dodając, że jak na koalicję lewicową to raczej nie jest powód do dumy.

W całej konwencji nie zabrakło występów muzycznych, specjalnej oprawy graficznej, filmów, itp. Prowadzący audycję Przemysław Iwańczyk powiedział, że w jego ocenie forma nieco przerosła treść. Zwrócił też uwagę na "show" Roberta Biedronia, który przemawiał jako ostatni - najdłużej i zdecydowanie najbardziej ekspresyjnie.

- Teatru politycznego było rzeczywiście dużo - przyznała profesor Ewa Marciniak. - Uważam, że takie konwencje muszą mieć w sobie trochę takiej ekspresji, którą widzieliśmy w wykonaniu Roberta Biedronia, ale trochę. Natomiast jeśli popatrzeć na tę konwencję jako na całość, to sądzę, że merytoryczne wystąpienia [Adriana] Zandberga i [Włodzimierza] Czarzastego w jakimś ogólnym obrazie zrównoważyły tę artystyczną ekspansję pana Biedronia - dodała.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM