"Pominięci, bo z grubsza niepotrzebni". PiS już znalazł grupę, której nie warto nic obiecywać

Nieprzypadkowo konkretne obietnice finansowe rządu PiS kierowane są tylko do skonkretyzowanych grup społecznych. - Kryterium jest korzyść polityczna. Sprawdzono, komu dać konkretne pieniądze, żeby uzyskać większe poparcie - wyjaśnia w rozmowie z tokfm.pl prof. Ewa Marciniak z UW. Jak dodaje, opozycja popełnia błąd, że tylko licytuje się z PiS, zamiast zwrócić uwagę na pominiętych.
Zobacz wideo

Jakub Baliński TOK FM: Analizując programy wyborcze zarówno PiS, jak i opozycji, można dojść do wniosku, że jeżeli ktoś ma więcej niż 26 lat, nie ma dziecka i zarabia więcej, niż wynosi płaca minimalna – nawet po zapowiadanych podwyżkach - to w zasadzie jest poza orbitą zainteresowania partii politycznych.

Prof. Ewa Marciniak, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego: Można się zgodzić z tezą. Warto jednak zwrócić uwagę, że partie polityczne rozbudziły w nas ogromne i przede wszystkim skonkretyzowane oczekiwania, zwłaszcza finansowe.

Każdy oczekuje, że coś dostanie. "Czyste powietrze" już nie wystarczy. Chcemy konkretnych kwot.

Ja zaczęłam pracę w 2000 roku i być może z tego tytułu też należy mi się jakaś obietnica czy nagroda? To może prowadzić do rozbudzania oczekiwań i nieograniczonych niczym propozycji. Możemy dojść do absurdu. Bo badania pokazują też, że na przykład rośnie świadomość ekologiczna ludzi i oczekujemy od polityków też realizacji zadań z tego zakresu.

Ale to może złościć ludzi, którzy wypadli z tej karuzeli obietnic.

Oczywiście, bo pojawiają się pytania: Dlaczego ten dostał, a ja nie? Póki to są indywidualne głosy, to nie jest to groźne. Ale jeśli do "ja", dodać kolejne "ja" i "ja" to już "my". W dalszej perspektywie taka grupa pominiętych może zbiorowo protestować.

Prym w składaniu konkretnych obietnic wiedzie Prawo i Sprawiedliwość. 500 zł na każde dziecko, zerowy PIT dla osób poniżej 26 roku, "trzynaste" i kolejne emerytury. Dlaczego akurat te grupy społeczne mają obiecane konkretne wsparcie finansowe?

Myślę, że nie są to działania na chybił trafił. Takie propozycje poprzedziły szczegółowe badania. Pominięto tych, którzy są PiS, z grubsza rzecz ujmując, niepotrzebni. Kryterium jest tutaj korzyść polityczna. Sprawdzono, których grup jest więcej i które z nich, otrzymując konkrety, benefity – dają szansę na lepszy wynik wyborczy. Proszę zwrócić uwagę, choćby na tych młodych ludzi, którzy mają nie płacić PIT. Badania wskazują, że w tej grupie mobilizacja wyborcza jest mała, a co więcej, nie są to wyborcy skłonni popierać PiS. Więc to może być szansa na nowe głosy. Jednak warto podkreślić, że to chociażby wszechstronne wsparcie rodzin z dziećmi jest jednocześnie nieokazywaniem wsparcia dla innych stylów życia.

PiS po prostu w większości daje "swoim"?

Dopieszczanie i mobilizowanie swojego elektoratu powinno wystarczyć PiS do zwycięstwa wyborczego.

To czy opozycja nie powinna zagospodarować tych "wykluczonych"?

Partie polityczne, inne niż PiS, są stosunkowo mało kreatywne w tych sprawach. Albo tylko przebijają oferty PiS, albo idą tym samym tropem. Kierunek w tej kampanii wyznaczyło PiS i nie widzę w żadnej partii odejścia od tego trendu. Może poza Lewicą, w której programie faktycznie znalazło się 10 punktów dla kobiet.

Opozycja robi błąd?

Analitycy, którzy pomagają opozycji w kampanii, powinni zwrócić uwagę na tych pominiętych, niedowartościowanych i złożyć im ofertę. Niekoniecznie związaną z konkretnym zastrzykiem gotówki, ale na przykład w kwestiach rozwoju zawodowego czy ułatwień administracyjnych. Tylko, że to trzeba chcieć zrobić. Opozycja podąża śladem PiS, a to nie jest droga do zdobycia nowego elektoratu.

Do wyborów zostało niewiele ponad dwa tygodnie. Możemy się spodziewać jeszcze jakichś konkretnych, finansowych obietnic?

Raczej nie. W tej kampanii już jest tyle różnych szczegółowych ofert, że aż głowa boli. Myślę, że Jarosław Kaczyński to zauważył. W ostatnich wypowiedziach przeszedł na duży poziom ogólności. Opowiada o patriotyzmie czy modelu rodziny. Retoryka konkretów na tym etapie kampanii wyborczej jest zastępowana retoryką filozofii rządzenia. Opowieściami o państwie i człowieku.

Faktycznie kampania mocno wyhamowała. W zasadzie żyjemy od jednej do drugiej weekendowej konwencji. To nimi głównie zajmują się media.

Oczekujemy od tych konwencji czegoś spektakularnego. Ta otoczka - balony, konfetti - czyli forma, jest imponująca, szczególnie konwencje PiS są realizowane z rozmachem, bo partia ma na to środki.  Donald Trump by się takich konwencji nie powstydził. Co więcej, taka demonstracja siły politycznej, na tym etapie kampanii jest bardzo potrzebna. Wyborca musi zobaczyć czarno na białym – choć w sumie w tym przypadku bardziej "na kolorowo" – że w daną partię warto zainwestować. Psychologia podpowiada nam, że chętniej wiążemy się z tymi, którzy dają nam szansę na zwycięstwo.

To kto wygra 13 października?

Moim zdaniem, wskazują na to też sondaże, najlepszy wynik osiągnie PiS. Musiałyby mieć miejsce jakieś zupełnie niespodziewane sytuacje. Tak czy inaczej, przewaga PiS jest istotna. Otwarta jest kwestia rządzenia po wyborach i to będzie zależało od wyniku tych mniejszych partii, czyli Lewicy czy PSL z Kukizem. Moja prognoza jest taka, że wygra PiS, jednak czy to będą samodzielne rządy? Na tym etapie jest zbyt wcześnie na jednoznaczną ocenę. 

Czytaj też: PiS ciągle na czele. Nawet pięć partii w Sejmie [NOWY SONDAŻ]>>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM