Kandydat KO na ministra zdrowia: Zamykanie oddziałów szpitalnych jest katastrofą. To proces, nad którym stracono kontrolę

- Albo traktujemy ochronę zdrowia jako poważną gałąź gospodarki narodowej i jeden z filarów nowoczesnego społeczeństwa, albo udajemy, że to robimy - powiedział w TOK FM prof. Tomasz Grodzki, senator PO i kandydat Koalicji Obywatelskiej na ministra zdrowia. W Magazynie EKG komentował dane dotyczące likwidacji oddziałów szpitalnych.
Zobacz wideo

Jak ustalił reporter TOK FM Michał Janczura, w ciągu ostatnich 20 miesięcy w Polsce zamkniętych zostało 357 oddziałów szpitalnych, a 308 zawiesiło swoją działalność. Powodem "znikających oddziałów" w zdecydowanej większości są braki kadrowe. Najgorsza sytuacja jest na Mazowszu, gdzie w 2018 roku zamknięto 44 oddziały lub pododdziały, a w 2019 - aż 97. 

- Zamykanie oddziałów szpitalnych jest katastrofą. To jest proces, nad którym stracono jakąkolwiek kontrolę - skomentował w TOK FM Tomasz Grodzki, senator PO i kandydat KO na ministra zdrowia. Dopytywany, co by zrobił, aby rozwiązać ten problem, stwierdził, że zacząłby od zorganizowania wielkiej debaty ze środowiskami medycznymi: lekarzami, dyrektorami szpitali, organizacjami zawodowymi itp. - Nie można reformować ochrony zdrowia bez rozmowy i akceptacji tych, którzy ją wykonują. Nie gonimy ludzi przed sobą jak stadko gęsi kijkiem, tylko pociągamy ich za sobą swoją wizją - stwierdził gość TOK FM.

Prof. Grodzki przyznał, że tendencji nie da się odwrócić "z dnia na dzień". - I trzeba pamiętać, że oprócz zamykania oddziałów dyrektorzy szpitali, zwłaszcza powiatowych, mają ciężki ból głowy, bo jest galopada narastania długów tych placówek wskutek błędnego wprowadzania sieci szpitali - podkreślił.

- Szpitale tylko w tym roku, w pierwszym półroczu, zadłużyły się tak, jak w całym roku 2018. To są twarde fakty: są długi, nie ma wypłat, ludzie odchodzą. To wszystko to są naczynia połączone - zwrócił uwagę polityk Platformy Obywatelskiej. 

Grodzki o swoich ewentualnych pierwszych decyzjach w ministerstwie

Zdaniem prof. Grodzkiego, jednym z głównych kłopotów w służbie zdrowia jest zbyt duża biurokracja. - Ona dobija lekarzy, pielęgniarki i inne zawody medyczne - mówił. Podał, że w przypadku chorego np. na nowotwór płuc, należy wypełnić obecnie około 30 druków medycznych, które kiedyś zawierały się w jednej historii choroby. W rozmowie z Maciejem Głogowskim polityk stwierdził, że problem biurokracji można rozwiązać jednym rozporządzeniem i zadeklarował, że tym właśnie zajmie się w pierwszej kolejności.

Wśród kolejnych kroków Grodzki wymienił m.in. zmianę wyceny procedur w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, stypendia dla studentów medycyny, zaangażowanie farmaceutów, aby wsparli braki kadrowe w służbie zdrowia oraz wypłatę drobnych pieniędzy dla studentów szóstego roku medycyny, by uczyli się zawodu już w praktyce, jako asystenci lekarzy.

- Natomiast bez stworzenia fundamentu finansowego do rozwoju ochrony zdrowia wszystkie nasze szlachetne zamiary zostaną na papierze - oświadczył kandydat KO na ministra. Dopytywany, czy w takim razie zamierza podnieść składkę na ochronę zdrowia, odparł, że bardziej zasadne są przesunięcia budżetowe. - Należy się zastanowić, czy musimy dawać ponad miliard złotych na tzw. telewizję publiczną zamiast na zakup leków potrzebnych chorym onkologicznie. Czy musimy dawać ponad 2 miliardy na strzelnicę w każdym powiecie, zamiast kupować leki na choroby rzadkie? Albo czy koniecznie potrzebujemy Centralnego Portu Komunikacyjnego, którego wielu nie chce, skoro służba zdrowia jest w takim głębokim kryzysie? - zastanawiał się.

- Albo traktujemy ochronę zdrowia jako poważną gałąź gospodarki narodowej i jeden z filarów nowoczesnego społeczeństwa albo udajemy, że to robimy - przekonywał kandydat KO na ministra zdrowia. 

"To czego się nasłuchaliśmy, nie nadało się do cytowania"

Grodzki przekonywał, że z przekazem dotyczącym konieczności poprawy sytuacji w służbie zdrowia starają się trafiać do wyborców Koalicji Obywatelskiej. W ostatnich dniach, jak wspomniał, razem z Małgorzatą Kidawą-Błońską odwiedził Zakopane, gdzie zamknięto porodówkę. Dla mieszkańców to duży problem, bo rodzące kobiety muszą zakorkowanymi drogami jechać aż do Nowego Targu. - To, czego żeśmy się w tym "PiS-owskim" regionie nasłuchali o tym, co PiS robi z ochroną zdrowia, to czasami nie nadawało się do cytowania, bo był to twardy góralski język - powiedział Grodzki.

Całej rozmowy z profesorem Grodzkim w Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM