Leszek Miller: Mam dziwne wrażenie, że pod koniec kadencji Jarosław Kaczyński zostanie premierem

Leszek Miller komentował w TOK FM wyniki wyborów parlamentarnych, w których PiS zdecydowanie prowadzi. Mimo zdecydowanej przewagi, jego zdaniem, partii rządzącej w przyszłym Sejmie nie będzie łatwo. - Mają konkurenta z prawej strony, jeśli do Sejmu wejdzie Konfederacja. I mają Lewicę, która nie jest zagrożeniem w mandatach, ale to jest bardzo duży ładunek intelektualny i doświadczenia parlamentarnego - mówił były premier.
Zobacz wideo

Według cząstkowych danych PKW z ponad 99 proc. obwodowych komisji wyborczych Prawo i Sprawiedliwość uzyskało 43,76 proc. poparcia. 

Wyniki komentował w Poranku Powyborczym TOK FM były premier Leszek Miller. - Wszystko wskazuje na to, że PiS wygrał i będzie miał bezpieczną większość w parlamencie. Królową w parlamencie jest arytmetyka. Można mieć rację, ale jak się nie ma większości, to ta racja pozostaje tylko na papierze - stwierdził polityk, dodając jednak, że jest zadowolony z tego, iż do Sejmu po czterech latach nieobecności najprawdopodobniej wejdzie Lewica. Choć, jak zauważył gość Macieja Głogowskiego, liczba osób głosujących na połączone siły SLD, Razem i Wiosny Biedronia są zbliżone do tego sprzed czterech lat, jaki uzyskała wówczas Lewica Razem i Partia Razem. 

Dziennikarz pytał, czy lewicowa koalicja wyborcza przekształci się w jedną partię. - Wszystko zależy od tego, kto konkretnie wejdzie w skład klubu sejmowego SLD: czy zwolennicy budowania czegoś nowego, czy utrzymania SLD - stwierdził Leszek Miller. Na pytanie, czy nie byłoby mu żal likwidacji Sojuszu Lewicy Demokratycznej, odparł twierdząco, ponieważ "sentymentalnie jest z nim związany". - Ale wiadomo, że wszystko się rodzi i wszystko umiera, więc zobaczymy, jakie będą konkluzje. Jeśli chodzi o samego Włodzimierza Czarzastego, tak jak słyszę, co on mówi publicznie, to on jest zwolennikiem czegoś nowego. To by oznaczało, że ta kampania była ostatnią kampanią SLD - zaznaczył były premier. 

Wyniki wyborów parlamentarnych. Jakie będą rządy PiS?

Zdaniem Leszka Millera, dla Prawa i Sprawiedliwości "skończyły się żarty, a zaczęły się schody". - Mam na myśli wybory programowe PiS. Partia będzie musiała decydować, co z tego, co oferowała w kampanii wyborczej, będzie praktyką rządzenia. Z czego zrezygnują, a co będą preferować - wyjaśniał polityk.

Zdaniem Millera przed PiS teraz ta trudniejsza kadencja, ponieważ partia rządząca będzie musiała zacząć proces naprawy systemu ochrony zdrowia oraz przestać udawać, że z edukacją jest wszystko w porządku. - Plus mają konkurenta z prawej strony, jeśli do Sejmu wjedzie Konfederacja. I mają Lewicę, która nie jest zagrożeniem w mandatach, ale to jest bardzo duży ładunek intelektualny i doświadczenia parlamentarnego - mówił były premier. 

Dodał, że ma "dziwne wrażenie, że pod koniec kadencji Jarosław Kaczyński zostanie premierem". - Z powodów prestiżowych, historycznych. To byłoby dobre rozwiązanie, bo ja jestem zwolennikiem tego, że po wyborach szef ugrupowania zwycięskiego zostaje szefem rady ministrów - stwierdził gość TOK FM.

Zaznaczył także, że PiS nadal będzie po wyborach groźny. - Nie mam wątpliwości, że wezmą się za sądy. Tak samo jak wezmą się za dziennikarzy. Wezmą się za prokuratorów i sędziów. Zapowiedzieli, że będą ograniczać ich immunitet, czyli ich niezawisłość. To wszystko będzie szło w kierunku coraz większego odchodzenia od demokracji liberalnej, trójpodziału władzy w kierunku czystego autorytaryzmu - mówił, dodając, że pokłada jednak nadzieje w oporze opinii publicznej i interwencjach Unii Europejskiej.

Wyniki wyborów parlamentarnych. Duża frekwencja zadziałała na rzecz PiS?

Leszek Miller komentował też wysoką frekwencję wyborczą, która przekroczyła 60 proc. - Pomyślałem, że mylili się ci, którzy nakłaniali do jak najwyższej frekwencji, zakładając, że wysoka zaszkodzi PiS. Odpowiedź jest dokładnie odwrotna. PiS zaszkodziłby wewnętrzny rozłam, bo każdy wewnętrzny konflikt, którego nie da się ukryć przed opinią publiczną, obniża notowania. Nie wygląda jednak na to, żeby w PiS pojawił się jakiś Brutus, który gdzieś po cichu ostrzy sztylet. Nie widać go w każdym razie - mówił były premier. 

Zdaniem polityka niezależnie od ostatecznych wyników, są cztery rzeczy, które już w tej chwili są pewne: zwycięstwo PiS, wejście Lewicy do Sejmu, wysoka frekwencja, która działała na rzecz PiS oraz błąd, który polegał na rozbiciu Koalicji Europejskiej. - Jeżeli po wyborach do Parlamentu Europejskiego kręcono nosem i mówiono, że Koalicja Europejska przegrała siedmioma punktami procentowymi, to dzisiaj ta różnica sięga prawie 20 punktów procentowych - mówił. 

- Ci, którzy rozbili i Koalicję Europejską, mogą dzisiaj popatrzeć w lustro i zastanowić się nad słusznością tej decyzji - podsumował.  

W Aplikacji TOK FM posłuchasz tej rozmowy na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM