Ponad sześciuset sędziów z całej Polski pisze do OBWE w sprawie wyborów prezydenckich

Pod listem adresowanym do Dyrektora Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE podpisało się 612 sędziów z sądów apelacyjnych, okręgowych i rejonowych w całej Polsce. Chcą, by OBWE pochyliła się nad polskimi wyborami i oceniła, "na ile podstawowe gwarancje praw człowieka są zachowane w trwających obecnie wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej".
Zobacz wideo

Przygotowania do wyborów prezydenckich idą pełną parą, choć projekt ustawy ciągle jest w Senacie i ciągle nie ma pewności, czy będą to wybory korespondencyjne, czy też nie, kiedy się odbędą (czy data 10 maja nie zostanie zmieniona), kto w nich weźmie udział (czy któryś z kandydatów nie zrezygnuje), jak będą zabezpieczeni przed koronawirusem członkowie komisji wyborczych. Pytań jest o wiele więcej.

Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE oceniło, że wybory prezydenckie w Polsce w obecnej formie nie spełniają wymogów, by uznać je za demokratyczne. Teraz do OBWE piszą polscy sędziowie, m.in. o swoim zaniepokojeniu zmianami w prawie regulującym procedurę wyborczą.

"Proponowane przepisy rodzą prawdopodobieństwo naruszenia podstawowych norm prawnych, a szczególnie prawa naszych współobywateli do uczestniczenia w kierowaniu sprawami publicznymi kraju. Zwracamy się z apelem o wsparcie, dialog oraz wnikliwe monitorowanie przebiegu trwającego procesu wyborczego i prawodawczego" - czytamy w liście do Ingibjörg Sólrún Gísladóttir, dyrektor Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.

Tymczasem obserwacja majowego głosowania może być bardzo utrudniona, o ile nie niemożliwa, na co zwracają uwagę organizacje pozarządowe. Nie wiadomo, czy do komisji zostaną dopuszczeni obserwatorzy wyborczy i mężowie zaufania. - Obserwacja wyborów korespondencyjnych, jeśli takie rzeczywiście będą miały miejsce, jest wyjątkowo trudna, ponieważ obserwator nie może być obecny przy wielu czynnościach, które normalnie odbywałyby się w lokalu wyborczym. Na przykład przy przekazywaniu pakietów wyborczych wyborcom, bo przecież nie będziemy chodzić za listonoszami i patrzeć, jak wkładają pakiety do skrzynek - mówi Zofia Lutkiewicz, wiceprezeska Fundacji "Odpowiedzialna polityka".

Może być też problem z obserwacją samego liczenia głosów. - Ustawa o głosowaniu korespondencyjnym, która jest obecnie w Senacie, wprowadza nową instytucję, jaką są gminne obwodowe komisje wyborcze, a te komisje nie zostały ujęte w Kodeksie Wyborczym. Nie wiemy więc, czy będziemy mogli prowadzić w nich obserwację. Bo na ten moment przepisy regulujące naszą pracę nie mają zastosowania do tych nowych komisji - tłumaczy Zofia Lutkiewicz.

Sędziowie w swoim liście do OBWE zwracają uwagę na coś jeszcze. "Nasz niepokój budzi zagrożenie tak podstawowych norm jak zasada powszechności wyborów i tajności głosowania. Na terenie całego kraju wprowadzono prawny stan epidemii, z którym wiążą się ograniczenia praw obywatelskich, takich jak swoboda poruszania się, wolność zgromadzeń, prawo do informacji. Trwająca formalnie kampania wyborcza nie spełnia więc warunków do swobodnego wyboru przedstawicieli przez uprawnionych do głosowania. Przyjęte przez Sejm rozwiązania pozwalają także na arbitralną zmianę, ustalonej wcześniej w oparciu o przepisy Konstytucji RP, daty wyborów" - alarmują sędziowie.

Prawnicy odnoszą się też wprost do propozycji zastosowania formuły głosowania korespondencyjnego w czasie stanu epidemii. "Ta forma wyborów (...) rodzi wątpliwości czy wyborcy będą mieli, oprócz prawa, także realną możliwość oddania głosu".

Pod listem podpisało się ponad 600 sędziów, m.in. z sądów Szczecinie, Krakowie, Suwałkach, Warszawie, Gryfinie, Łodzi, Legnicy, Poznaniu, Opolu czy Lublinie. A także z wielu innych miast, z sądów wszystkich szczebli. Są wśród nich nazwiska sędziów, którzy własną twarzą od wielu miesięcy firmują walkę o praworządność w Polsce, m.in. Waldemara Żurka, Dariusza Mazura, Beaty Morawiec, Piotra Gonciarka, Bartłomieja Starosty, Doroty Zabłudowskiej, Moniki Frąckowiak czy Bartłomieja Przymusińskiego.

DOSTĘP PREMIUM