"Klajstrowanie koalicji, której już nie ma". Stankiewicz o oświadczeniu Gowina i Kaczyńskiego oraz końcu Zjednoczonej Prawicy

12 lipca to jeden z rozpatrywanych terminów wyborów prezydenckich - donosi serwis 300polityka, powołując się na nieoficjalne ustalenia. A Andrzej Stankiewicz na antenie TOK FM mówi wprost: koalicja Zjednoczonej Prawicy stała się właściwie fikcją.
Zobacz wideo

Prawo i Sprawiedliwość oraz Porozumienie przygotowały rozwiązanie, które zagwarantuje Polakom możliwość wzięcia udziału w demokratycznych wyborach - oświadczyli Jarosław Kaczyński oraz Jarosław Gowin we wspólnym komunikacie. Wynika z niego, że już niemal na pewno wybory prezydenckie nie odbędą się 10 maja 2020 roku. - Po upływie terminu 10 maja 2020 r. oraz przewidywanym stwierdzeniu przez Sąd Najwyższy nieważności wyborów, wobec ich nieodbycia, Marszałek Sejmu RP ogłosi nowe wybory prezydenckie w pierwszym możliwym terminie - brzmi oświadczenie. Więcej >>

Z ustaleń serwisu 300polityka wynika, że do wyborów mogłoby dojść 12 lipca. Co więcej, dotychczasowi kandydaci, którzy już zostali zarejestrowani, mieliby zachować prawa nabyte, co oznaczałoby, że nie będą musieli ponownie przechodzić procesu np. zbierania podpisów. 

Tę tezę potwierdził na antenie TOK FM Andrzej Stankiewicz, dziennikarz Onetu. Przyznał w rozmowie z Pawłem Sulikiem, że porozumienie wypracowane między Kaczyńskim i Gowinem zakłada, że cały proces wyborczy startuje od nowa. 

- Największa partia opozycyjna ma problem z kandydatką, którą mogłaby teraz zmienić - mówił, wskazując Małgorzatę Kidawę-Błońską. Przypomnijmy: kandydatka PO wzywała do bojkotu wyborów i zapowiedziała, że nie będzie brała w nich udziału.

- Ponieważ jest epidemia, zbieranie podpisów nie jest możliwe, dlatego ci, którzy już je zebrali, przechodzą do udziału w wyborach. W myśl tej poprawki kandydata nie będzie można zmienić lub nie będzie to takie proste. Być może będą mogli jednak dołączyć do stawki nowi kandydaci - wyjaśniał dziennikarz. Jak dodał, jeśli Koalicja Obywatelska zdecyduje się na ryzykowny manewr ze zmianą kandydatki, będzie musiała tę strategię wytłumaczyć swoim zwolennikom. 

Kaczyński i Gowin, czyli koniec Zjednoczonej Prawicy

Zdaniem Stankiewicza, po dzisiejszym oświadczeniu Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin będą pokazywać jedność, co ma być odmianą po tygodniach utarczek i bitew. Ale w praktyce - jak mówił dziennikarz - koalicja rządząca przestała istnieć. - To jest klajstrowanie koalicji, której już nie ma. Nie ma Zjednoczonej Prawicy jako pewnego projektu politycznego - przekonywał Stankiewicz.

Dodał, że "Gowin pokazał granicę, której nie przekroczy". - To wpłynie na myślenie Kaczyńskiego o swoim obozie, bo jesienią stracił Senat, a teraz był bliski utraty większości sejmowej i wie, że nie może na niej polegać. Cofnął się, bo nie był pewny wyniku głosowania [w sprawie ustawy dotyczącej głosowania kopertowego - red.]. Zniknęło elementarne zaufanie między tymi politykami, większość sejmowa będzie coraz bardziej doraźna. Partia Gowina właściwie przestaje istnieć - wyliczał Stankiewicz. Wskazywał przy tym, jak wielkie znaczenie ma dzisiejsze oświadczenie polityków. 

W ocenie Stankiewicza, Jarosław Kaczyński nie tyle przegrał polityczną rozgrywkę, co został zmuszony do tego, by poważnie się cofnąć. - Doprowadził tę rozgrywkę do bardzo poważnej sytuacji, broniąc projektu, na którym mu zależało, czyli wyborów w maju - wyjaśniał dziennikarz. Teraz, jego zdaniem, wycofanie się szefa PiS jest działaniem na rzecz własnego kandydata, którego zwycięstwo ma zapewnić trwanie jego obozu przy władzy. Zdaniem Stankiewicza, w kalkulacji Kaczyńskiego "wybory powinny się odbyć jak najwcześniej albo jak najpóźniej". - Realistycznie odbędą się pod koniec czerwca, w lipcu lub na początku sierpnia, czyli w wakacje - dodał. 

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM