Konstrukcja Kaczyńskiego i Gowina oraz jej nieprzewidziane skutki. "Za dwa tygodnie druga tura, ze wszystkimi kandydatami"

"Przewidywane stwierdzenie nieważności przez Sąd Najwyższy" może nie spełnić oczekiwań Jarosława Kaczyńskiego i Jarosława Gowina. Karnista dr Mikołaj Małecki tłumaczył w TOK FM słabe punkty planu prezesa PiS i szefa Porozumienia.
Zobacz wideo

Wczoraj (6 maja) późnym wieczorem Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin przedstawili uzgodniony przez siebie plan, który ma zakończyć impas trwający wokół zaplanowanych na 10 maja wyborów prezydenckich. Zgodnie z ich założeniem w najbliższą niedzielę do głosowania nie dojdzie, w związku z czym Sąd Najwyższy stwierdzi nieważność wyborów, a marszałek Sejmu rozpisze je na nowo. Wówczas głosowanie odbyłoby się najprawdopodobniej w lipcu. 

Na oczekiwanie podjęcia konkretnej decyzji ze strony Sądu Najwyższego zwrócił uwagę dr Mikołaj Małecki, prawnik z Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Sąd Najwyższy ma stwierdzić ważność lub nieważność wyboru. W tej sytuacji (kiedy wybory się nie odbędą - red.) zabieranie głosu przez tę instytucję jest bezprzedmiotowe - stwierdził gość TOK FM.

I apelował, by prawnicy nie dali się "użyć w grze politycznej". - Mamy narzuconą pewną narrację polityczną i prawnicy będą dywagowali, czy wybory to jest to samo co wybór, czy SN może stwierdzić tu nieważność, czy też nie. A przecież to jest ewidentna próba użycia Sądu Najwyższego, żeby zrealizować cel polityczny - przekonywał w rozmowie z Maciejem Głogowskim. I podsumował: 10 maja nie będzie żadnego wyboru, w związku z czym nie można będzie stwierdzić jego nieważności. A w efekcie zaplanowany przez dwóch polityków pakt nie może zostać zrealizowany. 

We wspólnym oświadczeniu Gowina i Kaczyńskiego jest mowa o "przewidywanym stwierdzeniu nieważności przez Sąd Najwyższy". I na ten zapis zwrócił uwagę Maciej Głogowski - być może to "przewidywanie" będzie argumentem rządzących, którzy nie twierdzą, że SN coś orzeknie, tylko to "przewidują". Jednak dr Małecki odpierał również ten argument. - Sąd Najwyższy zgodnie z procedurą może podjąć różne rozstrzygnięcia. Dlaczego więc nie napisano: po podjęciu przez SN odpowiednich decyzji związanych z procedurą - po umorzeniu postępowania albo po stwierdzeniu nieważności, podejmiemy decyzję, co zrobić z sytuacją, bo nie wiadomo, jak się ona ułoży - tłumaczył. 

A co z drugą turą?

Mikołaj Małecki mówił o jeszcze jednym absurdzie, który wynika z narracji politycznej rządzących. Jeśli Sąd Najwyższy ma stwierdzać nieważność wyboru, musimy 10 maja traktować z pełną powagą właśnie jako dzień tego wyboru. A zatem w niedzielę żaden z kandydatów nie otrzyma więcej niż 50 głosów, bo każdy z nich otrzyma zero głosów. Co więc z drugą turą?

- Nie tylko w tę niedzielę jest pierwsza tura wyborów, ale za dwa tygodnie ma się odbyć druga tura, z udziałem wszystkich kandydatów - wskazywał ekspert. Jak dodał, dopiero po tym czasie PKW powinna sporządzić protokoły, a sprawą mógłby się zająć Sąd Najwyższy. A pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że na jutro pełniący obowiązki I Prezesa Sądu Najwyższego Kamil Zaradkiewicz zwołał zgromadzenie ogólne sędziów SN, która ma wybrać nowego I Prezesa SN.

"Bezprawne zaniechanie. Trzeba będzie do tego wrócić"

Maciej Głogowski pytał eksperta również o konsekwencje prawne tego, co się wydarzy czy też nie wydarzy 10 maja. Bo skoro wybory zostały rozpisane, rządzący byli zobowiązani do ich organizacji. 

- Albo jest bezprawne zaniechanie polegające na braku organizacji wyborów w konstytucyjnym terminie, albo bezprawne zaniechanie polegające na niewdrożeniu trybu konstytucyjnego, żeby odłożyć wybory na czas po ustaniu stanu klęski żywiołowej. Kwestia odpowiedzialności karnej i odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu jest otwarta, w przyszłości trzeba do tego wrócić - wyjaśniał Mikołaj Małecki.  

Posłuchaj całej rozmowy Macieja Głogowskiego:

DOSTĘP PREMIUM