"Nie można przewidzieć, jak się zachowa Sąd Najwyższy". Tweet z wypowiedzią ministra pojawił się i zniknął

- Skąd to zawirowanie polityczne, to spotkanie na Nowogrodzkiej... Własnie z tego, że doszły różnego rodzaju słuchy, że niekoniecznie można przewidzieć to, jak się zachowa Sąd Najwyższy, chociażby - powiedział w Radiu Maryja minister środowiska Michał Woś, w przeszłości wiceminister sprawiedliwości. Ten wpis zniknął z Twittera w takiej formule, ale zdążył doczekać się lawiny komentarzy.
Zobacz wideo

Rząd Mateusza Morawieckiego, a także jedność Zjednoczonej Prawicy, stanęła w sobotę pod znakiem zapytania. W siedzibie PiS przy Nowogrodzkiej w Warszawie zebrali się najważniejsi politycy partii rządzącej i jej koalicjantów, by rozmawiać o scenariuszu przeprowadzenia wyborów prezydenckich jeszcze w maju.

W tym czasie gościem Radia Maryja był minister środowiska Michał Woś, w przeszłości wiceminister sprawiedliwości. Pytany o przyczynę zwołania pilnej narady tłumaczył, że chodzi o trudną sytuację dotyczącą wyborów. Jak napisało radio na swoim koncie na Twitterze, miał stwierdzić, że "spotkanie na Nowogrodzkiej odbywa się, ponieważ doszły słuchy, że nie można przewidzieć, jak zachowa się Sąd Najwyższy". Chodzi tu o uznanie za nieważne wyborów 10 maja, które zgodnie z zarządzeniem marszałek Sejmu mają się tego dnia odbyć, ale w praktyce do nich nie dojdzie. W czwartek prezes Izby Kontroli i Spraw Publicznych SN Joanna Lemańska stwierdziła: "To od składu orzekającego i tylko od składu orzekającego zależy, jaka będzie treść podjętego orzeczenia".

Wpis z profilu Radia Maryja szybko zniknął, ale użytkownicy Twittera zdążyli go zapisać i skomentować. Dokładną treść podał dziennikarz tvn24.pl Jan Kunert - wiceminister Woś powiedział: "Skąd te zawirowanie polityczne, te spotkanie na Nowogrodzkiej... Własnie z tego, że doszły różnego rodzaju słuchy, że niekoniecznie można przewidzieć to, jak się zachowa Sąd Najwyższy, chociażby".

Kiedy wybory? Czyli sobota na Nowogrodzkiej

Przypomnijmy: marszałek Sejmu Elżbieta Witek wybory prezydenckie zarządziła na 10 maja. W związku z epidemią koronawirusa rządzący chcieli przeprowadzenia ich w formule wyłącznie korespondencyjnej. Jednak ustawa na ten temat została podpisana przez prezydenta dopiero w piątek, czyli dwa dni przed dniem głosowania i ledwie kilka godzin przed rozpoczęciem ciszy wyborczej. Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła, że z jej punktu widzenia nie jest możliwe przeprowadzenie głosowania.

Na głosowanie 10 maja nie zgadzał się Jarosław Gowin, który najpierw domagał się przedłużenia kadencji Andrzeja Dudy do 2022 roku i zmiany konstytucji, a potem po prostu przełożenia wyborów na później. W obliczu kryzysu Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin w połowie tygodnia uzgodnili, że ustawa o wyborach kopertowych otrzyma wsparcie posłów Porozumienia, po czym ma zostać znowelizowana zgodnie z ich poprawkami. A w związku z tym, że 10 maja do głosowania nie dojdzie, Sąd Najwyższy ma stwierdzić nieważność wyborów - takie rozstrzygnięcie określono jako "spodziewane". Marszałek Witek miałaby więc rozpisać wybory ponownie, a do głosowania miałoby dojść w wakacje. Sęk w tym, że ustawa o wyborach kopertowych dała marszałek Sejmu możliwość przesunięcia wyborów na 17 lub 23 maja. I taki scenariusz miał forsować m.in. Jacek Kurski, były prezes TVP, a w przeszłości polityk PiS. A to byłoby złamaniem porozumienia Kaczyński - Gowin i być może utratą większości w Sejmie przez rząd Mateusza Morawieckiego. Finalnie jednak, jak podała "Gazeta Wyborcza", ma ono zostać utrzymane w mocy. 

DOSTĘP PREMIUM