Wybory 28 czerwca to pułapka? "Jak wygra ktoś nie po myśli władzy, ze stwierdzeniem ważności głosowania może być różnie"

- Nie ma podstawy prawnej do przeprowadzenia wyborów 28 czerwca - nie ma wątpliwości Mikołaj Małecki, prawnik, który był gościem Poranka Radia TOK FM. Powstaje więc pytanie, czy i kto będzie chciał to wykorzystać już po głosowaniu - gdy wynik wyborów nie będzie po jego myśli.
Zobacz wideo

O 15 posłowie mają debatować o zmianach w prawie wyborczym, które do ustawy przygotowanej przez PiS w nocy wprowadził Senat. Senatorowie przyjęli w sumie 36 poprawek m.in. dotyczące minimalnego czasu na zbieranie podpisów przez nowych kandydatów - również internetowo oraz oddania w ręce Państwowej Komisji Wyborczej decyzji ws. głosowania korespondencyjnego na terenie poszczególnych gmin. Senat doprecyzował też niektóre zasady głosowania korespondencyjnego oraz wydłużył pracę obwodowych komisji, które mają być otwarte między godz. 6:00 a 22:00.

Gdyby Prawo i Sprawiedliwość ostatecznie poparło w Sejmie zgłoszone poprawki, to po wielomiesięcznym sporze po raz pierwszy wszystkie ugrupowania doszłyby do porozumienia w sprawie wyborów prezydenckich. Jeszcze w tym tygodniu marszałek Sejmu Elżbieta Witek ma ogłosić nową datę wyborów - wedle wszelkich zapowiedzi ma to być 28 czerwca. 

Wybory 28 czerwca. Bez podstawy prawnej

Sceptyczny wobec takiego konsensusu jest Mikołaj Małecki, prawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego. W Poranku Radia TOK FM podkreślał, że w jego ocenie termin 28 czerwca nie jest dopuszczalny, ponieważ nie ma żadnej podstawy prawnej, by zarządzić wybory na ten dzień.

- Nie możemy dopasowywać terminu wyborów do szans tego czy innego kandydata, tylko musimy patrzeć na to, co o możliwych terminach mówią zapisy powszechnie obowiązującego w Polsce prawa - przekonywał. Nawiązywał w ten sposób do politycznych analiz, wedle których im późniejsze wybory prezydenckie, tym mniejsze szanse na zwycięstwo będzie miał obecny prezydent Andrzej Duda. M.in. z tego powodu rządzący jeszcze w maju do ostatniej chwili wahali się, czy nie przełożyć głosowania na ostatni dopuszczalny przez konstytucję termin, czyli na 23 maja. 

- Kodeks wyborczy mówi, że nowe wybory prezydenckie można zarządzić, jeśli PKW w uchwale stwierdzi, że w głosowaniu 10 maja startował jeden kandydat albo że nie było kandydatów w ogóle. Ja takiej uchwały nie widziałem, a 10 maja kandydatów było przecież dziesięcioro. Jest inna uchwała, o innej treści - wyjaśniał. Uchwała wydana przez PKW jeszcze 10 maja została opublikowana dopiero wczoraj - 1 czerwca. Mówi ona, że 10 maja, w dniu wyborów "brak było możliwości głosowania na kandydatów" i że fakt ten jest równoważny w skutkach z przewidzianym w art. 293 Kodeksu wyborczego brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów. - Niemożliwość głosowania z innej przyczyny to nie jest brak kandydatów, a 10 kandydatów to nie jest jeden kandydat. Uchwały, o której mówi Kodeks wyborczy, nie ma - jest inna uchwała. A więc marszałek Sejmu nie ma podstawy prawnej do rozpisania nowych wyborów - wyjaśniał Małecki. 

Wybory 28 czerwca. A jeśli to pułapka?

Zdaniem gościa Poranka Radia TOK FM wszelkie rozmowy na temat paktu politycznego wokół wyborów nie mogą wyglądać jak umawianie się na złamanie konstytucji. - Ale nawet gdyby założyć, że ta umowa jest jakoś uzasadniona na gruncie prawa, to jest pytanie, czy druga strona tego politycznego układu ma dobre intencje - zastanawiał się. Wskazywał, że sposób wdrożenia tego politycznego paktu sprawia, że wybory będą do podważenia niezależnie od wyniku. Jednak to wynik może wpłynąć na to, czy ktoś na taki krok faktycznie się zdecyduje. - Czy mamy pewność, że to nie jest pułapka zastawiona na wszystkich kandydatów, którzy mają prawo brać udział w legalnych wyborach, i na obywateli, którzy mają prawo wybrać swojego prezydenta? Jak wygra ktoś nie po myśli władzy politycznej, Sąd Najwyższy może rozstrzygnąć różnie - o ważności bądź nieważności tego wyboru - uważa Małecki. 

Prawnik zastrzegał, że nie chce wyrokować o opinii Sądu Najwyższego, gdyby pojawiły się protesty wyborcze, ale jest w stanie zanalizować obowiązujący stan prawny. - I bazując na tym, mogę powiedzieć, że Sąd Najwyższy powinien orzec o nieważności tego wyboru. Oczywiście nie neguję prawa obywateli do podważania ważności takiego wyboru i dobrze, że oni zgłoszą się do SN, żeby zweryfikował poprawność całej procedury - dodał.

Gość Jana Wróbla nie miał jednak wątpliwości co do postawy wobec samego głosowania. - Niezależnie od tego, kiedy te wybory się odbędą, czy będą legalne, czy nie, uważam, że trzeba będzie iść i zagłosować na swojego kandydata - zaznaczył Mikołaj Małecki. 

A co, jeśli nie wszystkie komisje wyborcze zostaną obsadzone? Posłuchaj, co na to pytanie odpowiedział Mikołaj Małecki w Poranku TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM