Wybory hybrydowe z dwoma słabymi punktami. Gawkowski wskazuje m.in. na obwodowe komisje wyborcze

Najprawdopodobniej 28 czerwca będzie kolejnym terminem przeprowadzenia wyborów prezydenckich w Polsce. Sposób ich organizacji określa podpisana wczoraj przez prezydenta ustawa o głosowaniu hybrydowym. Krzysztof Gawkowski wskazuje na dwa wątpliwe zapisy, które są w niej zawarte.
Zobacz wideo

We wtorek Sejm odrzucił część poprawek Senatu do ustawy regulującej zasady przeprowadzenia wyborów w formule hybrydowej - częściowo w lokalach wyborczych, a częściowo korespondencyjnie. Ustawa została błyskawicznie podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę. W związku z tym, że opublikowana została również uchwała PKW z 10 maja, w której stwierdzono, że rozpisane na tego dnia wybory nie skończyły się głosowaniem, marszałek Sejmu ma dziś ogłosić nowy termin wyborów prezydenckich. Przypomnijmy, że kadencja urzędującego prezydenta Andrzeja Dudy upływa 6 sierpnia.

Krzysztof Gawkowski uważa, że termin wyborów zostanie wyznaczony na 28 czerwca. - Taki termin zabezpiecza dłuższy czas na zbieranie podpisów, a wybory zostaną przeprowadzone przez Państwową Komisję Wyborczą - wskazywał poseł Lewicy. Ten ostatni punkt to zmiana wobec ustawy antycovidowej z kwietnia, w której kompetencje PKW przeniesiono na Ministerstwo Aktywów Państwowych. Skończyło się to zarządzeniem przez ten resort i kierującego nim Jacka Sasina druku milionów kart wyborczych, które miały zostać wykorzystane w czasie wyborów korespondencyjnych. A finalnie trafią do kosza.

Wybory prezydenckie 2020. Gawkowski o dwóch słabych punktach

Jednak zdaniem Krzysztofa Gawkowskiego, choć ustawa o wyborach hybrydowych jest drogą wyjścia z kryzysu, są w niej dwa elementy, które budzą jego niepokój. Po pierwsze, chodzi o ustalenie minimalnej liczebności obwodowej komisji wyborczej - tej, która w danym obwodzie m.in. przelicza głosy. Zgodnie z ustawą do jej funkcjonowania wystarczy, by zasiadały w niej trzy osoby. Tymczasem Kodeks wyborczy mówi, że w zależności od wielkości obwodu jest to 7 do aż 13 osób. Gawkowski w rozmowie z Piotrem Kraśką zwracał jednak uwagę, że wiele zależy od komitetów wyborczych, które będą zgłaszały swoich kandydatów do komisji. - Jeżeli wszyscy się zmobilizujemy i tych kandydatów będą tysiące, a nie setki, to komisje będą większe. Trzeba ludzi przekonać, że te wybory będą bezpieczne i że nie doprowadzą do zwiększenia liczby chorych. I to jest zadanie całej opozycji, bo PiS pewnie będzie się starał obsadzić wszystkie komisje - wskazywał poseł Lewicy.

Druga kwestia, na którą zwracał uwagę, to sposób liczenia głosów oddanych korespondencyjnie. - Tutaj mam obawy, jak poczta będzie to zbierała, to wszystko może iść 2-3 dni. Termin, w którym poznamy ostateczny wynik, może się wydłużyć. To może powodować niepotrzebne emocje po I turze - mówił i dodawał, że jego zdaniem na I turze się nie skończy. A, przypomnijmy, jeśli konieczna okaże się dogrywka, to I i II turę dzielą dwa tygodnie intensywnej kampanii kandydatów, którzy się do niej dostaną. Ostatnie sondaże wskazują zgodnie, że II tura jest bardzo prawdopodobna. W najnowszym badaniu IBRiS opublikowanym w tygodniu "Polityka" 41 proc. wyborców deklaruje, że oddałoby swój głos na Andrzeja Dudę, 26,1 proc. na Rafała Trzaskowskiego, a 12 proc. na Szymona Hołownię.

DOSTĘP PREMIUM