Ogłoszenie terminu wyborów i 16 minut wykładu Elżbiety Witek o tym, jak "krajem trzęsie Borys Budka"

To miała być krótka konferencja prasowa, na której marszałek Sejmu miała tylko ogłosić nową datę wyborów prezydenckich i kalendarz wyborczy. Ale Elżbieta Witek poprzedziła to długim wykładem na temat prób blokowania możliwości przeprowadzenia wyborów. Tyle że zdaniem komentatorów, uderzyła przede wszystkim we własną partię.
Zobacz wideo

Elżbieta Witek już na początku wystąpienia zastrzegła, że nie zamierzała zwlekać z przedstawieniem daty wyborów. Poinformowała również, że zaproponowany przez nią kalendarz wyborczy został pozytywnie zaopiniowany przez Państwową Komisję Wyborczą.

Po czym przeszła do przeglądu wydarzeń politycznych od momentu rozpisania przez nią wyborów prezydenckich na 10 maja. - Nie może być tak, że jakakolwiek partia polityczna uznaje, że ona ma prawo decydować, czy wybory prezydenckie się odbędą i w jakim terminie się odbędą. A mieliśmy z tym do czynienia mniej więcej od początku marca - wskazała Elżbieta Witek. Po czym przeszła do wyliczania "przewin" opozycji, która w obliczu pandemii koronawirusa, jak to ujęła, robiła wszystko, by przeprowadzenie głosowania torpedować. - Wybory powinny się odbyć 10 maja i byliśmy przygotowani do ich przeprowadzenia - podkreśliła marszałkini Sejmu.

Tymczasem jeszcze kilka dni przed tym terminem Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin - szefowie dwóch z trzech koalicyjnych partii wchodzących w skład Zjednoczonej Prawicy wspólnie ogłosili, że głosowanie 10 maja się nie odbędzie i w związku z tym, że spodziewane jest uznanie takich wyborów za nieważne przez Sąd Najwyższy, podany zostanie nowy termin. Wystąpili przy tym jako szefowie partii, co podkreślili eksperci prawni, wskazując, że żaden z polityków nie ma żadnych prerogatyw umożliwiających im wskazywanie daty wyborów lub, co więcej, decydowanie o tym, czy do wyborów nie dojdzie. 

Ale to nie był koniec wystąpienia Elżbiety Witek. Zdaniem polityczki PiS, gdy rząd walczył z trudną sytuacją epidemiczną i kryzysem gospodarczym, opozycja próbowała zablokować przeprowadzenie wyborów. - Pan przewodniczący Borys Budka powiedział, że w Senacie zrobią wszystko, żeby wybory 10 maja się nie odbyły. Powiedział nawet, że jest się gotów założyć o to, że 10 maja wyborów nie będzie - wskazywała Elżbieta Witek. I dodała, że Platforma Obywatelska i inne partie opozycyjne pracowały głównie nad tym, co zrobić, żeby wybory 10 maja nie mogły się odbyć. Przypomnijmy więc, że ustawa mówiąca o głosowaniu korespondencyjnym została fatalnie oceniona przez prawników, w tym Rzecznika Praw Obywatelskich, a także byłego szefa PKW Wojciecha Hermelińskiego. Wskazywano na mnóstwo uchybień, które decydowały o jej niekonstytucyjności. 

Na sam koniec trwającego kilkanaście minut wystąpienia Elżbieta Witek podała w końcu datę wyborów prezydenckich, które odbędą się 28 czerwca w formule hybrydowej - w lokalach wyborczych i korespondencyjnie. Komitety wyborcze nowych kandydatów mają czas na zebranie 100 tys. podpisów poparcia do 10 czerwca.

I wyszła. Bez odpowiadania na pytania dziennikarzy. Najlepiej było słychać to, które zdała Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN: Dlaczego zaatakowała pani Jarosława Kaczyńskiego?

Dziennikarze i komentatorzy, którzy słuchali wystąpienia marszałek Witek, nie zostawili na nim suchej nitki. "Miało być oficjalne ogłoszenie terminu wyborów przez Marszałek Sejmu, a jak na razie przydługi wstęp o charakterze mocno kampanijnym - o tarczach, o PAD, o złej opozycji" - napisał dziennikarz "DGP" Tomasz Żółciak. Maciej Głogowski z redakcji ekonomicznej TOK FM przypomniał, że PiS ma większość w Sejmie, własny rząd i przychylnego prezydenta, a ze słów Elżbiety Witek wynika, że krajem "trzęsie Borys Budka".

"Rozwlekła, bezsensowna, kłamliwa i agresywna przemowa, a na koniec ucieczka przed pytaniami. Fatalne wystąpienie marszałek Witek" - podsumował Wojciech Szacki z "Polityki Insight".

DOSTĘP PREMIUM