Retoryka anty-LGBT to wypróbowany kampanijny sposób PiS. Ale tym razem może się nie udać. "PiS to po prostu przegrzeje"

- To prawda, że dokładnie ta tematyka zadziałała w wyborach europejskich rok temu, natomiast wydaje mi się, że teraz PiS to po prostu przegrzeje - komentował w TOK FM prof. Marek Migalski, odnosząc się do wyraźnej kampanijnej strategii PiS, by przed wyborami prezydenckimi podnieść temat LGBT.
Zobacz wideo

Temat społeczności LGBT, czy jak to określają politycy PiS, a także prezydent Andrzej Duda, "ideologii LGBT", wypłynął w czasie kampanii wyborczej wkrótce po tym, jak kandydatem Koalicji Obywatelskiej na prezydenta został Rafał Trzaskowski. W piątek poseł Jacek Żalek stwierdził w TVN24, że "LGBT" to nie są ludzie, dzień wcześniej szef sztabu Dudy i wiceszef PiS Joachim Brudziński napisał na Twitterze, że "Polska bez LGBT jest najpiękniejsza". A w weekend prezydent Andrzej Duda w Brzegu powiedział:  "Próbuje się nam wmówić, że to ludzie. A to jest po prostu ideologia. (...) Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, czy to jest ideologia, czy nie, to niech sobie zajrzy w karty historii i zobaczy, jak wyglądało na świecie budowanie ruchu LGBT, niech zobaczy, jak wyglądało budowanie tej ideologii, jakie poglądy głosili ci, którzy ją budowali".

LGBT w kampanii wyborczej. "PiS może przegrzać"

Zdaniem prof. Marka Migalskiego postawienie przez PiS na walkę z LGBT raczej nie opłaci się sztabowi Andrzeja Dudy. - Oczywiście, że większość Polaków jest homofobiczna (...), to prawda, że dokładnie ta tematyka zadziałała w wyborach europejskich rok temu, natomiast wydaje mi się, że teraz PiS to po prostu przegrzeje - komentował gość TOK FM, przyznając jednak, że straszenie jest istotnym elementem marketingu politycznego.

- Natomiast uważam, że w dzisiejszej sytuacji koronawirusa, poważnych spraw ekonomicznych, to po prostu nie zadziała. Mam wrażenie, że to zostało przegięte, że PiS (tego - red.) brzydko się chwyciło jak tonący. Ale że to zostało przeprowadzone, po pierwsze, bardzo parcianie, a po drugie, że to jest teraz trzecio- albo czwartorzędna kwestia dla Polaków - wyjaśniał. 

LGBT ma przykryć epidemię i problemy w Ministerstwie Zdrowia?

Według Ryszarda Łuczyna, analityka ds. politycznych w "Polityce Insight", wplecenie tematu LGBT jest reakcją na polepszające się notowania Rafała Trzaskowskiego i liczne problemy spotykające rząd i prezydenta w ostatnim czasie. - I to jest reakcja, którą już też nieraz widzieliśmy: jeśli PiS czy też prezydent nie radzi sobie z realnymi problemami, jak choćby z epidemią, ale też ma kłopoty minister Szumowski i mamy sprawę niezrealizowanych wyborów, za które zapłaciliśmy kilkadziesiąt milionów złotych, (...) to bardzo często wymyśla problemy, z którymi rzekomo sobie radzi - mówił ekspert, przypominając kampanię w 2015 roku, kiedy wymyślono problem uchodźców, którzy mieliby najeżdżać polskie granice, czy zeszłoroczną kampanię do PE, w dużej mierze opartej na atakach na mniejszości seksualne. 

Jego zdaniem sztab prezydenta, włączając do kampanii temat LGBT, analizował, "co będzie lepsze, a co gorsze". - I gorsze w tym wypadku było pozwolenie, żeby dalej narracja była zdominowana przez opowieści właśnie o tym, jak sobie kraj nie radzi z epidemią, jak Ministerstwo Zdrowia ma kolejne afery niewyjaśnione, niż pójście w narrację anty-LGBT - tłumaczył. 

Dlaczego jednak ta tematyka wcale nie musi okazać się dobrym wyborem? Zdaniem Łuczyna może ona zmobilizować nie tylko wyborców Andrzeja Dudy, lecz także opozycji. - To jest taki trochę miecz obosieczny. PiS postawił przy pomocy narracji bardzo anty-miejszościowej na silną polaryzację, która może również odbić się na nim. Może się okazać, że te 50 proc. plus jeden będzie właśnie po stronie opozycji. To jest bardzo niebezpieczna broń - podsumował.  

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM