Witkowski twierdzi, że nie chce konfrontacji z Biedroniem. A potem wypomina przeszłość i "niedotrzymaną obietnicę" lidera Wiosny

Kształtowani jesteśmy przez całe życie. Jeśli nie mieliśmy szczęśliwego dzieciństwa, to ślad zostaje. Przykro mi, że Robert Biedroń miał tak połamane życie w młodości - mówił w TOK FM Waldemar Witkowski, szef Unii Pracy i kandydat w wyborach prezydenckich.
Zobacz wideo

Waldemar Witkowski, przewodniczący Unii Pracy, dzięki decyzji Sądu Najwyższego i uwzględnieniu jego skargi, dołączył do wyścigu o fotel prezydencki. Jak przekonywał w TOK FM, jest miejsce na dwóch kandydatów o lewicowych poglądach – przypomnijmy, że kandydatem SLD, Razem i Wiosny jest Robert Biedroń. – Lewica ma w Polsce kilkunastoprocentowe poparcie, a pan Biedroń skupia je w kilku procentach. Jest miejsce dla bardziej społecznej lewicy, gdzie człowiek jest ważniejszy niż kapitał – mówił Witkowski.

Dominika Wielowieyska dopytywała, dlaczego szef UP w wywiadach atakuje Roberta Biedronia i wypomina mu sytuację z przeszłości, na temat oskarżenia matki o znęcanie się nad nią i młodszym bratem. – Myśli pan, że takie bolesne doświadczenia mają fundamentalny wpływ na kandydata SLD? – pytała Wielowieyska. Witkowski odpowiadał, że nie ma zamiaru "konfrontować się" z Biedroniem, ale dodał, że takie wydarzenia zawsze "zostawiają ślad w człowieku". – Kształtowani jesteśmy przez całe życie. Jeśli nie mieliśmy szczęśliwego dzieciństwa, to ślad zostaje. Przykro mi, że Robert Biedroń miał tak połamane życie w młodości. Wielu tak miało, nie należy ich z tego powodu wykluczać. Moja ocena jest natomiast taka, że zawsze w nas coś z przeszłości zostaje – mówił kandydat Witkowski.

Przypomniał też sprawę obietnicy Biedronia ws. mandatu europosła. Były prezydent Słupska wielokrotnie deklarował publicznie, że mandatu po wyborach do PE nie obejmie i walczyć będzie o mandat posła.  Mimo tego do tej pory pracuje w Parlamencie Europejskim. – Ja całe życie nie kłamałem i nie kluczyłem. Znam panią profesor Monikę Płatek (to karnistka miała objąć mandat po Biedroniu-red.) i uważam, że byłaby dobrym kandydatem na prezydenta i europosłem. Jeżeli się coś obiecuje i nie dotrzymuje słowa, to niech wyborcy ocenią, czy to jest uczciwe – komentował kandydat na prezydenta.

Podkreślał przy tym, że to nie jego kandydatura dzieli lewicę w Polsce. – To się stało wcześniej. Szef SLD Włodzimierz Czarzasty poszedł inną drogą. W wyborach do PE związał się z PO, a potem w wyborach od Sejmu nie zaprosił całej lewicy do startu koalicyjnego, tylko zaproponował kandydowanie ze swoich list. To on podzielił lewicę, a my tylko podejmujemy pałeczkę – podsumowywał gość Poranka Radia TOK FM.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

DOSTĘP PREMIUM