Michnik chwali Dudę po debacie w TVP. "Ani razu nie powiedział, że koronawirus to dzieło Trzaskowskiego i Tuska. Hamował się"

Adam Michnik, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", komentował w TOK FM środową debatę prezydencką. Choć, jak ocenił, mieliśmy bardziej do czynienia z galą, wyborami mistera niż debatą z prawdziwego zdarzenia.
Zobacz wideo

Adam Michnik surowo recenzował w TOK FM środową debatę prezydencką w TVP. Jego zdaniem, trudno to, co zobaczyliśmy, nazwać "debatą". – To bardziej gala, pokaz mody, albo wybory Mistera Uniwersum. Debata jest wtedy, kiedy wymienia się argumenty. Tam nie było na to miejsca – mówił redaktor naczelny "Gazety Wyborczej".

Dla Michnika największym zaskoczeniem była postawa Rafała Trzaskowskiego. – On swoim zwolennikom nie powiedział nic nowego. Jednak działo się to w telewizji Kurskiego. Mówił więc do ludzi, którzy wiedzieli tyle, że to diabeł, antychryst, które chce uczyć czterolatki masturbacji i marzy o tym, żeby wziąć ślub z gejem. Nagle zobaczyli zupełnie normalnego człowieka, który mówi rozsądne rzeczy, na nogi do samej ziemi. Dla sympatyków Kaczyńskiego, Dudy i Morawieckiego to musiało być duże zaskoczenie – tłumaczył swoją ocenę Michnik.

Dodał, że dobrze w debacie TVP wypadł Andrzej Duda. – Tym był inny prezydent niż ten, którego obserwujemy na wiecach, gdzie mówi okropne i przerażające rzeczy. Trzeba mu oddać, że ani razu nie powiedział na przykład, że koronawirus to... przywleczone z Brukseli wspólne dzieło Trzaskowskiego i Tuska. Duda był zdyscyplinowany, hamował się – recenzował Adam Michnik.

Gość Mikołaja Lizuta, podobnie jak inni komentujący środową debatę, ocenił, że pytania, które zadano kandydatom, nie dotyczyły najbardziej palących i zasadnych kwestii. – Trzeba ich pytać, czy będą bronili Konstytucji RP, czy są w stanie być mediatorem między skonfliktowanymi stronami społecznymi. Wiadomo, nasza wspólnota nie musi być jednolita, jednak spory i konflikty powinno się rozwiązywać według cywilizowanych reguł. A to, co robi PiS, a żyruje temu uparcie Andrzej Duda, jest tego zaprzeczeniem. W państwie PiS żadnych reguł nie można być pewnym, to może być zmienione w pięć minut – wskazywał Michnik.

Zdaniem redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", na 10 dni przed wyborami, wynik głosowania nie jest przesądzony. - Elektorat pisowski nadal jest bardzo zdyscyplinowany i potrzeba będzie dużego wstrząsu, żeby ci ludzie zobaczyli, że zostali okłamani przez propagandę – uważa Adam Michnik.

"Pisowcy jak moczarowcy w 1968"

Gość TOK FM skomentował też kampanijną nagonkę na społeczność LGBT, jakiej byliśmy ostatnio świadkami. Prym w tych atakach wiedli Andrzej Duda i politycy Zjednoczonej Prawicy. Mikołaj Lizut  pytał, czy przypominało to Michnikowi kampanię nienawiści wobec Żydów, którą komunistyczne władze uruchomiły w 1968 roku. – Gdy słucham wystąpień polityków PiS, to jakby słyszał przedstawicieli frakcji moczarowców w PZPR w 1968 roku. To takie nasycone tępotą, nienawiścią i ksenofobią. Wtedy nie homoseksualiści byli celem, ale wróg to towar wymienny. Mogą być uchodźcy, Żydzi czy kułacy – mówił redaktor naczelny "Gazety Wyborczej".

Podkreślał, że w retoryce Jarosława Kaczyńskiego "źli ludzie się zmieniali”. – Byli komuniści, postkomuniści, agenci, Polacy gorszego sortu, a teraz wzięli LGBT i to się skończy niewypałem. Oni twardo idą drogą donikąd – podsumował Adam Michnik.

Posłuchaj całej rozmowy!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM