Ekspert o wyborczej broni atomowej PiS i walce o elektorat Bosaka. "Na pokład Konfederacji weszło niemało dawnych wyborców PO"

Sondaże wskazują, że walka o prezydenturę rozstrzygnie się w drugiej turze. Czy Andrzej Duda może być pewny, że wyborcy Krzysztofa Bosaka poprą właśnie jego? Jak wyjaśniał w TOK FM szef Instytutu Badań Społecznych i Rynkowych IBRIS, to nie jest tak oczywiste. - Elektorat Bosaka w pierwszej turze rozkłada się tak: więcej niż 1/3 nie pójdzie do drugiej tury, a wśród tych, którzy pójdą, delikatną przewagę ma Trzaskowski. To coś, czego nie wiedzieliśmy do tej pory - podkreślił Marcin Duma.
Zobacz wideo

Na tydzień przed wyborami, sondaże pokazują, że w drugiej turze o prezydenturę walczyć będą Andrzej Duda z Rafałem Trzaskowskim. By wygrać trzeba będzie więc zdobyć sympatię nie tylko tych, którzy nie poszli głosować w pierwszej turze, ale także tych kandydatów, którzy odpadli z prezydenckiego wyścigu.

- Czy cała Polska będzie zakładnikiem elektoratu Krzysztofa Bosaka? To oni zdecydują, czy Duda wygra, czy przegra? - pytał w TOK FM Grzegorz Sroczyński.

Marcin Duma odpowiedź na te pytania zaczął od tego, że elektorat Bosaka jest zróżnicowany, to nie są wyłącznie wyborcy o skrajnie prawicowych poglądach. - W ostatnim czasie na pokład Konfederacji weszło całkiem niemało dawnych wyborców PO. To np. drobni przedsiębiorcy. I ten komponent wolnościowy Konfederacji nie jest prawicowy - jest liberalny do bólu. Sprawy obyczajowe ich nie interesują, oni mówią, że są ważniejsze tematy niż kwestie LGBT - wyjaśniał szef Instytutu Badań Społecznych i Rynkowych IBRIS. I podkreślił, że zróżnicowanie elektoratu Konfederacji nie jest dobrą wiadomością dla urzędującego prezydenta. - Droga do prezydentury Dudy musi wieść przez pozyskanie każdego wyborcy Konfederacji, który idzie głosować w drugiej turze. Ale to nie jedyny istotny. Duda potrzebuje puzzli od Bosaka, ale pamiętajmy, że potrzebuje też głosów od Kosiniaka-Kamysza. I ważna będzie mobilizacja osób, które  są mało aktywne, nie głosowały w pierwszej turze - wyliczał Duma.

Zdaniem szefa IBRiS-u, im bliżej do daty wyborów, tym sytuacja dla obecnego prezydenta staje się coraz bardziej skomplikowana. Bo w sytuacji wyboru między Dudą a Trzaskowskim elektorat Konfederacji może zachować się w sposób zaskakujący. - Ten "komponent wolnościowy", ludzie, którzy głosowali wcześniej, a to na PO, a to na Kukiza nie są gotowi zagłosować na Andrzeja Dudę. Oni są buntownikami i zawsze będą w kontrze do władzy. Bo to władza nakłada podatki, a ZUS "morduje przedsiębiorców". I, jak mają wybierać, to dla wielu Trzaskowski jest bardziej strawny. Pragnienie zmiany czy też "dokopania" władzy jest na tyle duże, że są gotowi zagłosować na Trzaskowskiego - opisywał, oczywiście powołując się na badania. - Elektorat Bosaka w pierwszej turze rozkłada się tak: więcej niż 1/3 nie pójdzie do drugiej tury, a wśród tych, którzy pójdą, delikatną przewagę ma Trzaskowski. To coś, czego nie wiedzieliśmy do tej pory - podkreślił Marcin Duma.

Po LGBT PiS wskazał inny temat. "To broń atomowa"

Choć zaledwie przed tygodniem najmocniej wybrzmiewały wyborcze wypowiedzi Andrzeja Dudy i polityków Zjednoczonej Prawicy na temat "ideologii LGBT', to teraz PiS gra zupełnie inną kartą. Od kilku dni powtarza ją się zarzuty pod adresem Rafała Trzaskowskiego, że nie chciał, by Polki i Polacy pracowali krócej - głosował przeciwko obniżeniu wieku emerytalnego.

Zdaniem gościa TOK FM wiek emerytalny to prawdziwa wyborcza "broń atomowa". - Podwyższenie wieku emerytalnego (w czasach rządów PO-PSL- red.) przeorało świadomość wyborców w Polsce. I jest główną przyczyną porażką PO w 2015 i tego, że PO nie mogła wygrać w 2019 roku. To największy błąd PO, gdyby nie to, to zapewne sytuacja na scenie politycznej wyglądałaby inaczej - ocenił. Ja wyjaśnił, badania są jednoznaczne, Polacy pytani o wiek emerytalny opowiadają się za tym, by pracować krócej. Według Dumy temat wieku emerytalnego uderza w najczulsze emocje. A wybory prezydenckie, jak mówił, to "kampania emocji".

PiS może więc ugrać na temacie emerytur więcej niż na atakach pod adresem mniejszości seksualnych. Z czego zdaje sobie sprawę także główny rywal Andrzeja Dudy. Rafała Trzaskowski już kilkukrotnie powtórzył, że gdyby był prezydentem, zawetowałby ustawę podnoszącej wiek emerytalny.

Takie deklaracje krytykowała w TOK FM Katarzyna Sadło, bardziej znana jako blogerka Kataryna. - W świecie tak wielu niewiadomych, zamykanie sobie drogi do podwyższenia wieku emerytalnego, gdy alternatywą może być krach systemu emerytalnego, to wydaje mi się niebezpieczne. A przecież w grę może wchodzić np. podwyższenie wieku emerytalnego tylko o rok. Oczekiwałabym od prezydenta, żeby był otwarty na trudne decyzje, wyzwania, które mogą przed nim stać. Głowa państwa powinna umieć mówić rzeczy niepopularne - uważa rozmówczyni Grzegorza Sroczyńskiego.

Pytania o wiek emerytalny to powód pierwszej poważnej wpadki Rafała Trzaskowskiego. Kandydat KO pytany o to, czemu w 2016 roku jako poseł głosował przeciwko obniżeniu wieku emerytalnego, powiedział, że nie był wtedy posłem, choć cztery lata temu zasiadał w Sejmie. Polityk szybko się poprawił i przyznał, że posłem był, ale nie głosowano wtedy "podwyższenia, ani obniżenia wieku emerytalnego" (choć sejmowe dokumenty z tamtego czasu pokazały, że było inaczej). A ostatecznie Trzaskowski przyznał się do błędu i zapewnił, że "umie wyciągać wnioski". 

- To śmieszne, jak się nie pamięta, że się było posłem. Ale nie jest śmieszne, że Rafał Trzaskowski teraz zastrzega, że nie podpisałby ustawy o podniesieniu wieku emerytalnego - powtórzyła Kataryna.

Prawo i Sprawiedliwość nie ogranicza się do tego, by Andrzej Duda i inni politycy obozu rządzącego, wytykali Trzaskowskiemu, jak zachował się w sprawie obniżenia wieku emerytalnego. Sztab przygotował specjalną maskotkę, w kształcie liczby 67, by "Trzaskowski już nigdy nie zapomniał, jak głosował w tej bardzo ważnej sprawie".

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM