Krzysztof Bosak o wizycie Andrzeja Dudy w USA: Obawiam się o to, jaką walutą prezydent płaci za tę przysługę

Zdaniem Krzysztofa Bosaka podczas spotkania Trump-Duda nie będzie dyskutowane nic istotnego. - Myślę, że to raczej jest rodzaj przysługi, którą wyświadczają amerykańscy partnerzy polskiemu prezydentowi, żeby dać mu po prostu okazję do pokazania się w interesujących medialnie okolicznościach na finiszu kampanii - ocenił kandydat Konfederacji na prezydenta.
Zobacz wideo

Andrzej Duda dziś wieczorem spotka się w Waszyngtonie z Donaldem Trumpem. Prowadzący Poranek Radia TOK FM Piotr Kraśko pytał Krzysztofa Bosaka, czy jeśli byłby prezydentem walczącym o reelekcję, poleciałby na cztery dni przed wyborami na spotkanie z Donaldem Trumpem.

Według polityka Konfederacji takie zaproszenie raczej by do niego nie trafiło, ponieważ elementem stosunków dyplomatycznych jest nieproponowanie wizyt na finiszu kampanii wyborczych. - Myślę, że to raczej jest rodzaj przysługi, którą wyświadczają amerykańscy partnerzy polskiemu prezydentowi, żeby dać mu po prostu okazję do pokazania się w interesujących medialnie okolicznościach na finiszu kampanii. To, co mnie niepokoi w tej całej wizycie, to to, że za przysługę zawsze na poziomie międzynarodowym jakoś się płaci. Obawiam się o to, jaką walutą tutaj prezydent Andrzej Duda płaci za tę przysługę mu wyświadczoną - mówił Bosak. I podkreślił, że jeśli jednak pojawiłaby się taka propozycja ze strony amerykańskiej, wówczas tłumaczyłby się obowiązkami wobec polskiego społeczeństwa, a także końcem kampanii wyborczej właśnie. - Poprosiłbym o wskazanie terminu [spotkania - red.] po wyborach po to, żeby rozmawiali ze mną, gdy już umocnię swój mandat poprzez wygranie wyborów prezydenckich lub żeby rozmawiali z moim następcą - zapewniał poseł. 

Zdaniem Krzysztofa Bosaka podczas wizyty Dudy w Białym Domu nic istotnego ani nowego nie będzie dyskutowane. Kandydat obawia się jednak, że za "przysługę" wobec polskiego prezydenta Polska zapłaci "przesadną miękkością" wobec amerykańskiej ambasady. - Jest tajemnicą poliszynela w Warszawie, że wiele rzeczy amerykańskie firmy załatwiają naciskiem dyplomatycznym przez amerykańską ambasadę (...) - przekonywał. 

Co chciałby zatem zmienić kandydat w relacjach polsko-amerykańskich? - Trzeba odejść od takiego klientelizmu i wasalizmu - mówił, zwracając uwagę, że sytuacja, kiedy kupując uzbrojenie, płacimy powyżej cen rynkowych, jest "jednak trochę dziwna".

Polska w Unii Europejskiej

Piotr Kraśko pytał Bosaka, jak zagłosowałby w ewentualnym referendum w sprawie wyjścia Polski z UE. Odpowiedź nie mogła zaskoczyć, kandydat Konfederacji powiedział, że zagłosowałby "pewnie za". - Zawsze byłem przeciwnikiem Polski w Unii Europejskiej (...), natomiast w tej chwili jest to kolejny temat zastępczy, bo nikt takiego referendum nie rozpisze - przekonywał. Dodał też, zdecydowana większość Polaków to zwolennicy obecności naszego kraju w UE. I wyjaśnił, że jego zdaniem współpracę gospodarczą w Europie można efektywniej organizować bez obecności w "coraz bardziej zbiurokratyzowanej, przesączonej lewicowymi utopiami Unii Europejskiej". 

Gospodarz Poranka Radia TOK FM przerwał, zwracając uwagę, że przecież od lat najsilniejszą siłą w Parlamencie Europejskimi są chadecy, a nie socjaldemokraci. - Ta chadecja współczesna z tradycyjną chrześcijańską demokracją nie ma nic wspólnego poza nazwą. To jest siła centrowo-lewicowa ta tzw. chadecja, z drobnymi wyjątkami, bo ciągle jeszcze nie wyrzucili Viktora Orbana (...). 

- Czyli Orban to prawdziwy chrześcijanin, a pozostali tacy farbowani? - dopytywał Kraśko. 

- Nie rozliczam nikogo z wiary, natomiast Orban generalnie prowadzi politykę, która ma przynajmniej jakiś związek z wartościami chrześcijańskimi - stwierdził Krzysztof Bosak, wskazując na to, że "zdaje się", iż w nowej konstytucji premier Węgier dał "jasną podstawę do odwołania do chrześcijańskich wartości". 

W swoim programie kandydat Konfederacji postuluje, by Konstytucja RP była nadrzędna wobec wszystkich innych aktów, także umów międzynarodowych. Czy zatem Krzysztof Bosak u władzy oznacza wyrzucenie Polski z UE? Według polityka takie działanie nie opłacałoby się samej Wspólnocie. Zapewnił także, że respektuje opinię większości polskiego społeczeństwa i zdaje sobie sprawę, że rolą prezydenta jest reprezentowanie racji stanu.

- Pan by z przekonaniem reprezentował poglądy 89 proc. Polaków, z którymi pan się nie zgadza? - zdziwił się dziennikarz.  - Nie ma w tej chwili na stole dyskusji o obecności Polski w UE, jest dyskusja o tym, jakie nowe regulacje w UE mają powstawać. I tutaj moim zdaniem jest dużo większa zgodność między mną a całym naszym narodem. (...) Polacy nie chcą, aby zacieśniać integrację. (...) Moim zdaniem reprezentowanie racji stanu jest możliwe zarówno przez euroentuzjastę, jak i przez eurosceptyka - przekonywał poseł.

Posłuchaj całej rozmowy! Dowiesz się m.in., co Krzysztof Bosak sądzi na temat obecności w Polsce broni atomowej oraz poziomie wolności słowa w Polsce: 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM