Problemy z głosowaniem korespondencyjnym w Wielkiej Brytanii. Czy Polakom uda się zagłosować na czas?

W Wielkiej Brytanii głosować w wyborach prezydenckich chce prawie 130 tys. Polaków, a nie wszyscy otrzymali jeszcze pakiety wyborcze. Jak mówił, więc w TOK FM dziennikarz Jakub Krupa czekają na nie - jak na Boże Narodzenie.
Zobacz wideo

Ponad 380 tysięcy Polaków mieszkających poza granicami kraju zarejestrowało się w tym roku, aby oddać głos w wyborach prezydenckich. To rekordowo wysoka liczba. Najwięcej chcących głosować osób przebywa w Wielkiej Brytanii - to prawie 130 tys. Polaków. Także w tym kraju to dużo więcej niż przy poprzednich głosowaniach. 

W programie Światopodgląd Agnieszka Lichnerowicz pytała dziennikarza zajmującego się tematyką brytyjską - Jakuba Krupę - jak wiele osób może stracić możliwość głosowania w związku z tym, że nie wszyscy otrzymali jeszcze pakiety do głosowania, a muszą je przecież jeszcze odesłać. 

- Wydaje się, że jest to dość duża grupa, chociaż oczywiście cały czas jest jeszcze nadzieja, że te głosy dotrą w ostatniej chwili. Z tego, co podała polska ambasada w Londynie, do środy do końca dnia z powrotem wróciło 32 proc. głosów - mówił gość TOK FM, choć zaznaczył, że będą one jeszcze zapewne spływały zarówno w czwartek i piątek, jak i w sobotę. - Jeśli ktoś jeszcze jutro na przykład wyśle [swój głos - red.] pocztą, to jest nadzieja, że on w sobotę dotrze do konsulatu czy do komisji. Albo nawet w niedzielę za pomocą kuriera - podkreślił, tłumacząc, że ustalony początkowo na piątek termin odesłania pakietów wyborczych został wydłużony do niedzieli.

Im szybciej jednak chcemy, by nasza koperta dotarła do adresata, tym więcej trzeba za to zapłacić. - Jak ktoś wysyłał kartę do głosowania na początku tygodnia jeszcze, to mógł wysłać ją tzw. pierwszą klasą, takim zwykłym priorytetem za 2 funty. Ktoś, kto dostaje tę kartę dzisiaj, może wysłać ją specjalną przesyłką "na jutro", która kosztuje 7 funtów, ale ktoś, kto będzie ją wysyłał w piątek i chce, żeby to doszło na pewno w sobotę musi już zapłacić 11 funtów - wyjaśniał Krupa. 

Jak tłumaczył Krupa polska ambasada zakończyła wysyłkę pakietów w poniedziałek. - Wciąż osób, które czekają na te koperty jest wielu (...). Ci ludzie opowiadają, że czekają na nie jak na święta Bożego Narodzenia, że [kiedy usłyszą - red.] ruch za oknem, szmer, ślad listonosza [zobaczą - red.], to biegną sprawdzić, co się dzieje - relacjonował. Podkreślił jednak, że kluczowym pytaniem będzie, ile osób dostanie pakiety w czwartek i piątek. 

Dziennikarz wskazał także, że ważnym elementem dyskusji na temat głosowania korespondencyjnego poza granicami kraju jest to, na ile przepisy jego dotyczące są przygotowane. - Ja tylko w niewielkim stopniu winiłbym konsulów w Wielkiej Brytanii- podkreślił, zaznaczając, że wysyłka pakietów w poniedziałek odbyła się w ramach terminów, które zostały zapisane w ustawach i rozporządzeniach. - To nie jest tak, że oni wysłali je później niż powinni, tylko wysłali je dokładnie wtedy, kiedy ustawodawca to sobie wymyślił. Pytanie brzmi, czy terminy, które zostały tak dramatycznie przyspieszone w tym roku (...), czy one jakkolwiek działają przy takiej skali wyborców - mówił, wskazując na to, że w poprzednich latach w Wielkiej Brytanii głosowało około 40 tys. Polaków mniej. Gość TOK FM zaznaczył jednak, że w II turze czasu na wszystko będzie jeszcze mniej. 

Lichnerowicz zastanawiała się jednak, czy osoby, które już wysłały swoje głosy lub dopiero je wyślą, mogą mieć pewność, że zostaną one policzone. - Ryzyko oczywiście zawsze jest, natomiast te paczki, które się wysyła na następny dzień, mają tryb śledzenia - podsumował gość TOK FM. 

Posłuchaj całej rozmowy!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM