"Nie może być tak, że prezydent Duda leci do USA i po cichaczu coś ustala z Trumpem". Przedwyborcza debata w TOK FM

Jak goście TOK FM oceniali wizytę prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie? Czy głowa państwa przywiozła z niej jakieś konkrety? Co sądzą na temat deklarowanej współpracy Amerykanów związanej z budową elektrowni atomowej w Polsce? Na te i inne pytania odpowiadali podczas przedwyborczej debaty przedstawiciele sztabów ubiegających się o urząd prezydenta kandydatów.
Zobacz wideo

W debacie sztabowców kandydatów na prezydenta w TOK FM pierwszym z poruszonych tematów było środowe spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem. 

Zdaniem Kamila Bortniczuka ze sztabu ubiegającego się o reelekcję prezydenta "uzysk" z wizyty głowy państwa w Waszyngtonie jest wielowymiarowy. Według posła Porozumienia jednym z najważniejszych konkretów, które padły podczas spotkania była obietnica, że Polska znajdzie się w pierwszej grupie państw, którym udostępniona zostanie szczepionka i lek na COVID-19, jeśli powstaną.

Kolejnymi "plusami" spotkania jest zdaniem sztabowca także m.in. deklaracja amerykańskiego prezydenta dotycząca pomocy przy powstaniu elektrowni jądrowej w Polsce.

Z pozytywną oceną spotkania nie zgodzili się pozostali goście TOK FM. Zdaniem sztabowców Rafała Trzaskowskiego, Szymona Hołowni, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Roberta Biedronia nie padły podczas niej żadne konkrety. 

Według Barbary Nowackiej z KO wizyta Dudy miała charakter kurtuazyjny oraz było to spotkanie dwóch kandydatów na urząd prezydenta z poważnymi kłopotami w swoich krajach. - Z tej wizyty dla Polski nie wynika nic wielkiego, poza nowym zdjęciem pana Dudy z panem Trumpem - podkreśliła. Wyjaśniała także, że jeśli poważnie myśli się o polityce międzynarodowej i polityce gospodarczej, to na takie spotkanie zabiera się również przedstawicieli przemysłu i przy takiej okazji próbuje wypromować Polskę. - Na tym polega problem, że był to ruch polityczny, a nie przemyślana wizyta - oceniała, dodając, że z "tych świetnych kontaktów" Polska dzisiaj "tak naprawdę nie ma nic". - Bo nic nie zyskuje polski przedsiębiorca, polski przemysł, polska gospodarka poza jakimiś mglistymi obietnicami - stwierdziła posłanka.

Z kolei zdaniem szefa sztabu Roberta Biedronia, Tomasza Treli, jeżeli wizyta w Białym Domu może się w jakikolwiek sposób przełożyć, to jedynie na poparcie dla Andrzeja Dudy. - Bo ja nie widzę w niej ani jednego pozytywu. Chciałbym, żeby Polska była partnerem dla Stanów Zjednoczonych, a nie ich sponsorem - zaznaczył oraz dodał, że "wiemy jak kończą się takie wizyty". - Jedzie tam prezydent Duda, rozmawia z Donaldem Trumpem, nikt wcześniej nie wie, o czym będą rozmawiać. Te rozmowy są w cztery oczy, a później wydajemy miliardy na kontrakty z USA w przypadku słynnych samolotów, nie mamy z tego tytułu żadnego offsetu - mówił. Poseł SLD nie ma więc wątpliwości, że spotkanie było szykowane "naprędce, żeby zrobić sobie zdjęcie". 

Również szefowa sztabu lidera ludowców Magdalena Sobkowiak zastanawiała się, "ile ta wizyta będzie na nas kosztować po czasie". - Nie chce mi się wierzyć w to, że Biały Dom i prezydent Trump tak po prostu zgodzili się, żeby Andrzej Duda w Białym Domu odstawił pełną szopkę kampanijną, bo widzę, że wysiłki naszej dyplomacji były skierowane tylko na to, żeby doprowadzić do zrobienia zdjęcia, które miałoby być korektą tego feralnego zdjęcia z 2018 roku, kiedy to Andrzej Duda na stojąco podpisuje umowę, a Donald Trump siedzi - stwierdziła. - Nie ma żadnych konkretnych efektów, mam nadzieję, że po czasie nie dowiemy się o rachunku, który nam Stany Zjednoczone wystawią za tę wizytę - przestrzegła.  

Z takim myśleniem o wizycie Dudy w Waszyngtonie zgodził się również szef sztabu Szymona Hołowni, Jacek Cichocki. - W polityce nie ma darmowych lunchów, spotkań, jakiś rachunek za tę przysługę, jaką prezydent Trump wyświadcza prezydentowi Dudzie przed wyborami (...) pewnie będzie trzeba jeszcze w jakiejś formie zapłacić - mówił, podkreślając bowiem, że negocjowanie umów ze stroną amerykańską zawsze jest żmudne, pełne meandrów i "na pewno nie należy tego prowadzić w kontekście wyborczym". - Dobrze, że nie ma konkretów, bo pewnie one byłyby dla nas niekorzystne - podsumował. 

Elektrownia atomowa. Gdzie? Kiedy?

W deklaracji Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy pojawił się fragment dotyczący cywilnej energii jądrowej. Prowadząca debatę Karolina Lewicka pytała posła Bortniczuka, dlaczego nagle pojawił się pomysł, by w naszym kraju stawiać elektrownię jądrową. Przypomniała przy tym także słowa Andrzeja Dudy, który mówił, że Polsce węgla starczy jeszcze na 200 lat. 

Zdaniem sztabowca zamiana węgla na atom jest "jedyną sensowną strategią", a prezydent przedstawił wcześniej jedynie wiedzę geologów na temat tego, jak duże są polskie zasoby węgla kamiennego. - Węgiel będzie wykorzystywany jako źródło energii, aż zamortyzują się polskie inwestycje w elektrownie węgla kamiennego, czyli gdzieś do roku 2050-2055 - mówił.  

Dziennikarka zastanawiała się zatem, jak ma wyglądać według ubiegającego się o reelekcję prezydenta miks energetyczny i w którym momencie go osiągniemy. - 50 procent musi pochodzić ze źródeł konwencjonalnych. Najbardziej ekologicznym i stabilnym źródłem na dzisiaj jest energetyka jądrowa i to jest świetna wiadomość z rozmów z Donaldem Trumpem (...), że będziemy mogli w oparciu o amerykańską technologię i być może częściowo też przy oparciu o amerykański kapitał, doprowadzić do powstania i rozwoju energetyki jądrowej w Polsce - stwierdził gość TOK FM, zaznaczając, że cykl inwestycyjny liczony jest w dziesiątkach lat. - I wchodzimy płynnie w ten okres, kiedy amortyzują się w Polsce instalacje do wytwarzania energii z węgla i możemy to wówczas płynnie zastąpić energetyką jądrową, a uzupełnić (...) czy to wiatrakami na morzu, czy (...) fotowoltaiką - tłumaczył. 

Poseł nie podał jednak konkretnego roku, w którym Polska miałaby go osiągnąć taki miks oraz stwierdził, że w dojściu do wytycznych "Zielony Ładu" pomoże to, co zostało ustalone z Donaldem Trumpem. 

Z kolei Szymon Hołownia chce, by energia w Polsce do 2050 roku pochodziła w 75 proc. z OZE. I choć szef sztabu kandydata Jacek Cichocki nie wyklucza, że być może mogłaby ona pochodzić także z elektrowni atomowej, zwrócił uwagę, że mając różne źródła dostaw, może powinniśmy rozważyć także elektrownie gazowe.  

Barbara Nowacka z KO zapytała jednak - odnosząc się do deklaracji Andrzeja Dudy - gdzie owa elektrownia jądrowa miałaby dokładnie powstać. - Wydaje mi się, że dzisiaj Polki i Polacy, którzy usłyszeli o planach budowy elektrowni jądrowej, chcą poznać odpowiedź na pytanie o jej lokalizację - podkreśliła. Dodała także, że oczywiście drugim jest to o zasadność i sensowność takiej inwestycji. Zaznaczyła, że Rafał Trzaskowski jest zwolennikiem "Zielonego Ładu" dla Polski, ale rok 2050, który traktowany jest jako graniczny może i tak być zbyt późną porą. - Polska musi zacząć działać jak najszybciej - oceniła oraz dodała, że już teraz powinna zostać rozpoczęta na ten temat rozmowa na Śląsku. Jak wygląda plan KO? - Najpóźniej do 2030 odchodzimy od ogrzewania węglem w domach, do 2040 w energetyce. (...) Natomiast wiemy, że samo OZE nie jest wystarczające - dodała oraz podkreśliłaby, że chciałaby, aby ewentualną dyskusją na temat elektrowni atomowej przeprowadziło grono eksperckie, które oceni jaka ona powinna być i za ile, czy może lepiej będzie zainwestować jednak w gaz. 

Ludowcy chcą z kolei, by do 2030 roku w polskim miksie energetycznym 50 proc. energii pochodziło z OZE. Jak zaznaczyła Magdalena Sobkowiak, deklarowana przez prezydenta elektrownia atomowa jest projektem na lata. - I po pierwsze gdzie ona miałaby stanąć? Czy ktokolwiek konsultował ten projekt z mieszkańcami. Polacy mają. prawo do takiej informacji, a nie dowiadujemy się, że gdzieś powstaje taki plan za oceanem - mówiła. Zaznaczyła również, że Władysław Kosiniak-Kamysz jest na "tak" dla małych i regionalnych elektrowni atomowych, a nie ogromnych projektów. 

Zdaniem Tomasza Treli Andrzej Duda powinien być przede wszystkim przepytany przez mieszkańców gmin, które odwiedzi, czy to aby nie u nich ma powstać "na tyle kontrowersyjna" - według polityka - inwestycja. - Bo budowa takiej elektrowni to koszt 100 mld złotych. (...) A po drugie dla mnie w tym momencie ważniejsza jest opinia i consensus społeczny, niż na siłę dopychanie kolanem takiej inwestycji - podkreślił. 

- Nie może być tak, że prezydent Duda leci do Stanów Zjednoczonych, po cichaczu coś ustala z Donaldem Trumpem. Nie wiemy, czy ta technologia amerykańska jest najlepsza, najtańsza, najbardziej efektywna, wiemy, że specjalizują się w tych technologiach Francuzi (...) Ja wiem, że Francuzów specjalnie rząd PiS nie lubi - mówił, przypominając sprawę rozwiązania kontraktu dotyczącego budowy Caracali w Łodzi. Zaznaczył także, że w programie Roberta Biedronia znalazła się budowa 2 mln paneli słonecznych w śląskiej fabryce. - To jest koszt 40 mld zł. (...) Do tego dochodzi miks. My mówimy koniec dominacji węgla do 2035 roku i przejście na energię odnawialną - podkreślił, wymieniając także termomodernizację budynków. - Z tą elektrownią byłbym bardzo ostrożny, i myślę, że to jest takie marzenie ściętej głowy - podsumował. 

Posłuchaj całej debaty! Dowiedz się m.in., co proponują kandydaci w obszarze polityki społecznej, a także jaką chcą prowadzić politykę wschodnią. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM