Debata z Trzaskowskim to dla Dudy duże ryzyko. Ale może się okazać, że prezydent zmieni zdanie. Ekspert wskazuje, co może przeważyć szalę

- W przypadku niezależnej debaty prezydent nie będzie miał nad nią kontroli czy też będzie miał taką samą kontrolę jak oponent. Pytania mogą dotyczyć tych rzeczy, które on pomija w swojej kampanii, na przykład niezrealizowanych obietnic - ocenił medioznawca prof. Maciej Mrozowski, tłumacząc unikanie przez prezydenta debaty z Rafałem Trzaskowskim. Zdaniem gościa TOK FM nie można wykluczyć, że do dyskusji obu kandydatów jednak dojdzie.
Zobacz wideo

Choć ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda na każdym kroku zapewnia, że nie boi się dyskutowania z kontrkandydatem i do debaty stanie, to nie zgodził się na udział w dyskusji organizowanej przez TVN, Onet i WP, która miała się odbyć w czwartek. Dopytywany w Polsat News, czy wziąłby udział w debacie organizowanej przez trzy największe stacje telewizyjne - Duda odparł wymijająco, że "wszystko zależy od tego, jakie będą warunki i realia". Dlaczego prezydent unika debaty z Trzaskowskim?

- W przypadku niezależnej debaty (Duda) nie będzie miał nad nią kontroli czy też będzie miał taką samą kontrolę jak oponent. Może się zatem spodziewać niewiadomego. Pytania mogą dotyczyć tych rzeczy, które on pomija w swojej kampanii, na przykład niezrealizowanych obietnic albo realności obietnic, które teraz rzuca - wyjaśniał w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u medioznawca prof. Maciej Mrozowski. Jak dodał, obecny prezydent może obawiać się też wpadek - zwłaszcza, że to już ostatnia prosta przed głosowaniem. - Wiadomo, że w ostatniej tercji, to gra wpadek. A w takiej sytuacji o wpadkę łatwo, więc sztabowcy mówią: nie ryzykuj, nie ryzykuj - podkreślił.

Jednak zdaniem profesora, sztabowcy Andrzeja Dudy będą dokładnie analizować, czy na takim unikaniu debaty prezydent nie traci w sondażach. I jeśli okazałoby się, że sporo traci - mogą zmienić kurs. - I na jakąś debatę w przyszłym tygodniu się zdecydują. Jeżeli straty będą ewidentne (w sondażach - red.). Ci panowie z zaplecza prezydenta trzymają rękę na pulsie i zapewne cały czas deliberują, co jest bardziej korzystne - uważa prof. Mrozowski. 

Prowadzący audycję Piotr Maślak pytał swojego gościa także o słowa Andrzeja Dudy na temat telewizji TVN. Prezydent (w wywiadzie w Polsacie) mówił m.in. o "dyktacie jednej stacji", która "umawia się" z kandydatem opozycji. Wypomniał im też zagranicznego właściciela (amerykański koncern Discovery). - Po co on to robi? Czy to element gry wyborczej, który ma przyciągnąć do prezydenta wyborców Krzysztofa Bosaka, czy znak, że prezydent jednak boi się starcia z Rafałem Trzaskowskim? - zastanawiał się dziennikarz TOK FM.

- Po pierwsze rzeczywiście boi się, bo Trzaskowski jest kandydatem z jego punktu widzenia nieobliczalnym. Może go zaskoczyć nieprzyjemnie, zapędzić w róg i tam znokautować - stwierdził prof. Mrozowski. Poza tym wypominanie przez prezydenta zagranicznego właściciela stacji może, zdaniem medioznawcy, świadczyć o prowincjonalizmie. - To na jego żelaznych wyborców może trochę działać. Odbiór TVN w społecznościach wiejskich jest mniejszy. Telewizja ta jest postrzegana tam raczej jako medium miejskie, kosmopolityczne. To może więc troszkę podbijać bębenek, choć jest nielogiczne, bo przecież pan Duda sam jeździ do Ameryki i robi wszystko, żeby się z Ameryką zaprzyjaźnić - dziwił się gość TOK FM. Dodał też, że prezydent "mógłby dać dowód tej przyjaźni, podkreślając, że amerykańsko-polskie medium łączy" oba kraje.

Przypomnijmy, otoczenie Dudy tłumaczyło początkowo, że prezydent nie może wziąć udziału w debacie TVN, ponieważ ma na czwartek zaplanowane przedwyborcze wizyty. Jednak tego samego wieczora udzielił wywiadu telewizji Polsat. 

- Polsat jest po środku - między TVN, który jest ewidentnie opozycyjny i patrzy władzy na ręce, a propagandową tubą władzy - TVP. Polsat flirtuje trochę z władzą i chce być lekko niezależnym - stwierdził prof. Mrozowski. - Wiadomo, że to medium ugodowe w stosunku do władzy i myślę, że tam Andrzej Duda mógł jako tako czuć się bezpiecznie. Myślę też, że się sztabowcy (Andrzeja Dudy) dogadali, żeby się Polsat nie wychylał za bardzo - dopowiedział.

Na razie nie wiadomo, czy przed drugą turą dojdzie do debaty obu kandydatów. Spotkanie z nimi - w najbliższy poniedziałek - planuje TVP. Dyskusja miałaby odbyć się w Końskich, z udziałem publiczności. Jak podawaliśmy w TOK FM, nie byłaby to jednak debata przedwyborcza w ścisłym tego słowa znaczeniu, bo zgodnie z rozporządzeniem KRRiT, na takiej debacie nie może być publiczności. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM