Bank ING wycofał analizę, w której chwali program Bosaka. "Ona jest po prostu nierzetelna"

Do wycofania części raportu zmusiła ING Bank Śląski presja ze strony organizacji pozarządowych oraz środowiska ekonomicznego. - Nawet jeśli w analizie nie było manipulacji, to widać, że to skrzywienie bankowo-inwestroskie ją zaślepiło, przez co ona ostatecznie jest po prostu nierzetelna - mówił w TOK FM Jan Zygmuntowski z Fundacji Instrat.
Zobacz wideo

ING Bank Śląski zdecydował się wycofać część przygotowanego przez siebie raportu dotyczącego wyborów prezydenckich w Polsce i równowagi budżetowej. W oświadczeniu instytucji stwierdzono, że zestawienie pt. "Poland: Presidential election preview" stało się "przedmiotem nieuzasadnionych interpretacji, niezgodnych z intencją autorów raportu". Zapewniono także, że lektura ich analizy ekonomicznej wskazuje na bezstronność zawartych w niej opinii. 

Jak mówił w TOK FM Jan Zygmuntowski, prezes zarządu Fundacji Instrat oraz wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego, do wycofania części raportu zmusiła ING presja ze strony organizacji pozarządowych oraz środowiska ekonomicznego. 

Skąd kontrowersje? Autorzy raportu stwierdzili, że najkorzystniejszym dla równowagi budżetowej jest program wyborczy Krzysztofa Bosaka. - Autorzy tej analizy dopuścili się, jeśli nie przeoczenia, to błędów lub manipulacji. Nie chcę oceniać ich intencji - mówił w TOK FM Zygmuntowski.

- Nie można mówić, że będzie veto na podwyżki podatków, że budżet będzie bez deficytu i jednocześnie powiedzieć, że 1/3 kraju zostanie zwolniona z PIT-u. Jeżeli sam zerowy PiT dla młodych według wyliczeń Ministerstwa Finansów to jest koszt prawie 3 mld złotych rocznie, to jak można zwolnić 10 mln obywateli z PIT-u bez podwyższania podatków i zarazem mieć - jak określili to ekonomiści ING - jednoznacznie pozytywny wpływ na równowagę budżetową? To są zdania, które są absolutnie wewnętrznie sprzeczne. Nie wiem, jak można popełnić tak podstawowy błąd - wytknął.

Prowadząca program Agnieszka Lichnerowicz zwróciła uwagę, że być może jest to kwestia ideowa, pewien sposób myślenia. 

Zgodził się z tym Zygmuntowski. Podkreślił, że media, które opisywały raport ING, dodawały do niego komentarz mówiący o tym, że "ta ocena wyborcza prawdopodobnie uwzględnia konkretny punkt widzenia, to znaczy wyłącznie rynków i inwestorów, a niekoniecznie interes społeczeństwa". - Natomiast wciąż "zrównoważony budżet" czy "pozytywny wpływ na budżet" to pewne hasła, które są zależne od punktu widzenia - zaznaczył gość TOK FM. 

Według niego przedstawiona przez ING raport analizował wyłącznie na stronę "zmniejszania obciążeń, niezwracając uwagi na to, że np. straty dla budżetu z tych mniejszych wpływów byłyby katastrofalne". - Musiałyby oznaczać np. masową prywatyzację jakiegoś rodzaju zasobów państwowych, być może kompletną likwidację usług publicznych. Co - swoją drogą - miałoby ostatecznie negatywny wpływ na rynki, na małe firmy, które jednak utrzymują się z tego, że gospodarka się rozwija, a nie zwija - wyjaśniał.  

Lichnerowicz zwróciła uwagę, że opinie instytucji finansowych, np. banków, postrzegamy "chyba zbyt często jako bezstronne, techniczne". - A one reprezentują jakiś punkt widzenia, jakiś interes, jakąś potrzebę. Raport ING jest zresztą po angielsku, więc domyślam się, że to jest poradnik dla inwestorów, którzy obserwują z różnych miejsc, co tam się będzie działo z ich potencjalnymi pieniędzmi - stwierdziła. 

Zygmuntowski dodał, że"trzeźwą oceną rzeczywistości jest twierdzenie, że zawsze jest jakiś interes klasowy czy interes jakiejś grupy, który jest reprezentowany". - I nawet kiedy próbujemy być obiektywni i próbujemy argumentować wyłącznie merytorycznie, to czasami interes albo punkt widzenia grupy automatycznie nakłada się jak filtr na rzeczywistość. Więc nawet, jeśli tu nie było manipulacji, to przynajmniej widać, że właśnie to skrzywienie bankowo-inwestroskie zaślepiło autorów analizy, przez co ona ostatecznie jest po prostu nierzetelna - podsumował. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie w podcaście: 

DOSTĘP PREMIUM