Nawet jeśli wybory będą ważne, to i tak będzie możliwość zwołania nowych. Prof. Rzepliński tłumaczy mechanizm

Większość z nas rozmyśla już o wynikach wyborów, ale przypomnijmy, że Andrzej Duda będzie prezydentem jeszcze do sierpnia. A w ostatnim miesiącu jego kadencji może się jeszcze sporo wydarzyć. Piotr Najsztub rozmawiał o tym z byłym prezesem Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzejem Rzeplińskim.
Zobacz wideo

Po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów prezydenckich wyborcy, komitety i przewodniczący komisji mogą składać protesty wyborcze - czyli wnioski o unieważnienie wyborów z powodu rażących nieprawidłowości związanych z ich przeprowadzeniem.

W przypadku wyborów prezydenckich, protesty te rozpatruje Sąd Najwyższy i ostatecznie orzeka, czy wybory były ważne. - Jestem przekonany na 100 proc., że jeśli przegra Andrzej Duda, to Sąd Najwyższy tych wyborów nie uzna - mówił jeszcze przed pierwszą turą Marek Sawicki.

Istnieje jednak inny niepokojący scenariusz, w którym SN nawet nie musiałby wprost ogłaszać, że wybory były nieważne. Rozmawiali o nim były prezes TK prof. Andrzej Rzepliński i Piotr Najsztub.

Jeśli SN "nie zdąży" rozpatrzeć protestów do 6 sierpnia, kadencja Andrzeja Dudy zakończy się, ale nadal nie będzie nowego prezydenta. Wtedy marszałek Sejmu będzie musiała przejąć jego obowiązki i... ogłosić kolejne wybory. - Nie może po prostu zaczekać na to, co orzeknie Sąd Najwyższy? - dopytywał Najsztub. - Nie - uciął Rzepliński.

Co by się stało, gdyby po ogłoszeniu nowych wyborów SN ostatecznie orzekł ważność tych z lipca? Cóż, to sytuacja zupełnie bez precedensu, więc konstytucjonaliści musieliby się sporo nagłowić nad interpretacją. - Będziemy zawieszeni między piekłem a piekłem. A wszystko przez to, że zostały totalnie sknocone wszystkie kwestie związane z wyborami, i w maju, i teraz - skwitował prof. Rzepliński.

Prawnik stwierdził, że nie zdziwiłoby go nawet, gdyby Sejm z dnia na dzień odwołał Elżbietę Witek i powołał nowego marszałka, który zostanie tymczasowo głową państwa. A, jak przypomniał, marszałkiem może zostać "każdy poseł".

Duda przed Trybunał Stanu?

Najsztub dopytywał także, czy jeśli jednak prezydentem legalnie zostanie Rafał Trzaskowski, to czy Duda i PiS mogą jakoś sprawić, by "w trybie przyśpieszonym wizja państwa PiS zostanie wprowadzona w życie, a Duda to podpisze"?

Rzepliński nie chciał nawet zgadywać, co mogliby wymyślić rządzący. Powiedział jednak: - Jeżeli ten miesiąc zostałby wykorzystany na dramatyczne dożynanie konstytucyjnej demokracji w Polsce, to  musielibyśmy podjąć próbę postawienia prezydenta (ale też marszałek Sejmu i poprzedniego marszałka) przed Trybunałem Stanu.

- Proszę popatrzeć na Francję. Tam o wiele słabsze delikty premiera Filona i ministra zdrowia spowodowały, że prezydent Macron ich odwołał i na wniosek grupy uprawnionych osób, zostaną postawieni przed francuskim Trybunałem Stanu - wskazał konstytucjonalista.

DOSTĘP PREMIUM