Rafał Trzaskowski w Lesznie na "Arenie prezydenckiej" odpowiada na pytania dziennikarzy

Przed II turą nie będzie debaty, w której wezmą udział obaj kandydaci na prezydenta. Rafał Trzaskowski, kandydat KO, na pytania dziennikarzy postanowił odpowiadać w formule, którą sam zaproponował: Areny prezydenckiej w Lesznie.

Najpierw prezydent Andrzej Duda nie przyjął zaproszenia do wzięcia udziału w debacie organizowanej przez TVN, Onet i WP, która miała się odbyć 2 lipca. Potem jego kontrkandydat Rafał Trzaskowski przekazał, że nie weźmie udziału w debacie organizowanej przez TVP. Zapowiedział zorganizowanie "Areny prezydenckiej" w Lesznie, w trakcie której obaj kandydaci mieliby odpowiadać na pytania dziennikarzy z wielu redakcji. Tego zaproszenia oczywiście nie przyjął Andrzej Duda. W efekcie mamy dziś dwie "debaty", które debaty nie są. Transmisja Areny prezydenckiej zaczęła się o 21:30.

Pierwsze pytanie dotyczyło tego, czy Trzaskowski wziąłby udział w Marszu Niepodległości. Odpowiedział, że chciałby, aby faktycznie była to impreza, w której uczestniczą tylko rodziny z dziećmi.- Natomiast niestety widziałem tam osoby, który przyszły się spierać w sposób niekulturalny - stwierdził.

- Oczywiście, rodzice są od tego, żeby wychowywać dzieci, nie Jarosław Kaczyński, nie Andrzej Duda, nie państwo. Jeśli mówimy o walce z nienawiścią, o tym, żeby uczyć, żeby nie pokazywały części intymnych w internecie, to są zawsze zajęcia dobrowolne - mówił Trzaskowski nt. zajęć dodatkowych w szkołach.

Kandydat na prezydenta zadeklarował, że "walka z kryzysem klimatycznym jest absolutnym priorytetem", zamierza stawiać na odnawialne źródła energii i starać się pozyskać jak najwięcej unijnych środków na ten cel. 

Padło również pytanie o to, czy istnieją jakieś elementy polityki Andrzeja Dudy, które Trzaskowski chciałby kontynuować. - Problem polega na tym, że pan prezydent jedną rzecz mówi, a drugą rzecz robi. Przecież zapowiadał pięć lat temu, że będzie próbował odbudować wspólnotę, niestety, ale nie wyciągnął ręki do ludzi, którzy myślą inaczej, niestety nadszarpnął zaufanie, jakie można było dla niego mieć w momencie, kiedy podpisywał w ciemno wszystko ustawy, które były mu do podpisu przedstawiane. Jedyne, co faktycznie mógłbym kontynuować, to kwestia bycia w Polsce powiatowej. Prezydent chwalił się, że był w każdym powiecie. Tak powinno być, prezydent powinien być aktywny, powinien z obywatelami rozmawiać - mówił.

Trzaskowski kilkukrotnie zarzucał Dudzie, że "słucha we wszystkim prezesa". - W momencie, gdy atakowani byli nauczyciele czy rodzice niepełnosprawnych, to pan Duda milczał, bo się bał - podkreślał. Oczywiście też będę rozmawiał ze swoimi koleżankami i kolegami z Koalicji Obywatelskiej, tylko ja, co najwyżej, mogę posłuchać rady, mogę wdać się w jakąś dyskusję, ale na końcu wszystkie decyzję będę podejmował ja - dodał.

Podkreślał, że zaoferuje prezydenturę niezależną, zaprosi społeczników do współpracy, a każdy, kto ma legitymację partyjną - będzie musiał ją złożyć. - Ja na serio mówię o wspólnocie i jeżeli mówię o wspólnocie, to mówię o tym, że wyciągnę rękę do wszystkich. Na pewno do wszystkich tych, którzy czują się poszkodowani, którzy czują się zapomnieni - mówił.

Trzaskowski był także pytany, który z systemów jest mu bliższy: prezydencki, kanclerski czy mieszany, odpowiedział ze śmiechem: "prezydencki oczywiście". Później jednak stwierdził: - My mamy swoją tradycję, a mianowicie systemu, w którym jest równowaga władzy i to, co najważniejsze to, to, żeby ta równowaga była odzwierciedlona w praktyce.

"Nigdy nie jest tak, że monopol władzy jest dobry dla kogokolwiek poza samą władzą" - mówił i zaznaczył, że prezydent powinien być silny, niezależny i uzależniony od jednej partii politycznej.

W odpowiedzi na pytanie o to, jak zamierza finansować swoje obietnice, obniżając jednocześnie podatki, stwierdził, że nie zna bieżącej sytuacji budżetowej i czuje, że rząd "coś ukrywa". - Nie poprę żadnego podatku, który będzie zwiększał obciążenia dla obywateli. To jest proste - podkreślił, dodając, że liczy na pieniądze z Unii.

- Walczę z nienawiścią i wykluczeniem. Jeśli ktoś próbuje napuszczać Polki i Polaków na siebie, jak Andrzej Duda, to ja mówię jasne "nie" - przekonywał Trzaskowski. Dodał, że jeśli chodzi o adopcję przez pary jednopłciowe, jest przeciwko. - Ale wszystko się dzisiaj zmienia. Pan prezydent postanowił wpisać związki jednopłciowe do konstytucji. Bardzo odważny ruch - kpił. Przypomniał, że popiera związki partnerskie. 

- Nic bardziej mnie nie denerwuje niż to, co PiS zrobił z edukacją. Jak oni mogą tak niszczyć polską edukację? W imię czego? W imię chaosu - stwierdził. Jego rozwiązanie to po pierwsze: odchudzić podstawę programową, po drugie: podwyższyć subwencje na edukację dla samorządów, a po trzecie: walczyć o prestiż zawodu nauczyciela.

Przy okazji pytań o politykę zagraniczną Trzaskowski pochwalił PiS. -To jeden z niewielu przykładów kontynuacji w polityce zagranicznej. Przypominam, że to my sprowadziliśmy wojska amerykańskie do Polski, a PiS to bardzo dobrze i twórczo kontynuował - powiedział.

- Prezydent opowiada o komuchach, a broni komuchów, jak to są jego komuchy. Natomiast jak są ludzie, którzy zaświadczyli życiorysem, że walczą na rzecz niepodległej Rzeczpospolitej, ale nie po drodze im z PiS, to pan prezydent po odebraniu telefonu od pana prezesa robi wszystko, żeby takich ludzi atakować - mówił Trzaskowski.

Trzaskowski przyznał, że obawia się, że mogą zajść próby fałszowania wyborów. 

Kandydat KO oświadczył, że zamierza zlikwidować TVP Info i zrobić audyt w telewizji publicznej. - TVP jest odpowiedzialna za to, że całe grupy Polek i Polaków są atakowane za to, że inaczej myślą, mówią czy wyglądają. Temu trzeba położyć kres - podkreślał Trzaskowski.

Padło również pytanie o rolę Pierwszej Damy. - Jestem niesłychanie dumny z mojej żony. Nigdy nie angażowała się w politykę, ale uznała, że te wybory są tak ważne, że się zaangażowała - ku przerażeniu sztabowców, bo moja żona zawsze mówi to, co myśli. Ale uważam, że Pierwsza Dama powinna świecić przykładem charakteru i kręgosłupa. Taka jest Gosia i cieszę się, że stoi obok mnie. To wzmacnia nie tylko ,mnie, ale i prestiż prezydentury - odpowiedział. Dodał, że jego żona chce walczyć o prawa kobiet "o których w naszym kraju zbyt często rozmawia pięciu panów w szarych garniturach". 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM