"Przegrały uszy i oczy wszystkich obywateli". Ekspertka rozczarowana "debatami" Dudy i Trzaskowskiego

Jak mówiła w TOK FM ekspertka ds. wizerunku dr Milena Drzewiecka z SWPS, zarówno po "debacie" Andrzeja Dudy, jak i Rafała Trzaskowskiego spodziewała się "większego show". Jej zdaniem obywatele otrzymali po prostu wywiad i konferencję prasową.
Zobacz wideo

W Pierwszym Śniadaniu w TOK-u "debaty" prezydenckie, które odbyły się w poniedziałek, oceniała dr Milena Drzewiecka, psycholożka społeczna, ekspertka ds. wizerunku z SWPS. - Wczoraj przegrały uszy i oczy wszystkich obywateli. Żadne z nas nie dostało szansy, żeby porównać kandydatów, którzy byliby w jednym miejscu i o jednym czasie. I o ile debaty prezydenckie rzadko zmieniają zdanie większości, o tyle na pewno dynamizują kampanię wyborczą - mówiła, podkreślając, że wczoraj wcale nie mieliśmy do czynienia z debatami. - Z jednej strony otrzymaliśmy konferencję prasową, z drugiej strony wywiad. Rafał Trzaskowski odpowiadał na pytania wielu dziennikarzy, a aktualny prezydent Andrzej Duda odpowiadał na pytania jednego - mówiła.

Piotr Maślak zwrócił uwagę, że pytania zadawały też osoby zapowiedziane jako "mieszkańcy". Jedną z osób zaproszonych do studia była m.in. Katarzyna Serek, kandydatka z ramienia PiS do rady powiatu w Końskich. - Faktycznie widziałam wczoraj na Twitterze przywoływane plakaty wyborcze poszczególnych osób i tego, w jaki sposób wspierają PiS, ale myślę, że jest to pewnego rodzaju wiedza tajemna, to, co przebije się do świadomości bardziej zainteresowanych polityką. Ale dla wielu odbiorców tam w studiu TVP siedzieli przeciętni Kowalscy i ci, którzy śledzili to spotkanie, mieli wrażenie, że są to pytania zadawane przez obywateli - komentowała. 

Dodała, że w trakcie spotkania w Końskich nie padło według niej żadne pytanie, które wyprowadziłoby prezydenta z tzw. strefy komfortu. - Raczej to były pytania, które dawały mu szansę powtarzać wątki z wielu wieców, chociaż Rafał Trzaskowski też stosował strategię wieloznaczności, jego odpowiedzi były bardzo ogólne - podkreśliła dr Drzewiecka.

Maślak pytał więc, czy ekspertka nie odniosła wrażenia, że oba spotkania były pewnego rodzaju "ustawką". - Oczywiście oba sztaby mają prawo podczas kampanii wyborczej generować szereg pseudoeventów, ale ja spodziewałam się wczoraj większego show i po jednej, i po drugiej stronie (...). Zastanawiam się, ile osób z własnej woli i w ramach własnej cierpliwości dobrnęło do końca tych spotkań - stwierdziła dr Drzewiecka, zwracając uwagę, że jedynym dla niej elementem zaskoczenia, czymś, co przykuło wzrok widza w zorganizowanej przez sztab Trzaskowskiego "arenie prezydenckiej", była chwila, kiedy jednej z dziennikarek zrobiło się słabo, a kandydat KO podał jej wodę. - Pozostała i scenografia, i sposób, w jaki zaaranżowano to wydarzenie, były dosyć usypiające. (...) Klasyczna konferencja prasowa (...), która jest rodzajem rozrywki, wyzwaniem dla dziennikarzy, niekoniecznie dla obywateli - stwierdziła gościni TOK FM. 

Ekspertka odniosła się również do "debaty" zorganizowanej przez telewizję publiczną. - TVP ze swoją sceną oddaną Andrzejowi Dudzie tak naprawdę kontynuuje to, co robi przez całą kampanię, a zatem stwarza strefę komfortu aktualnemu prezydentowi - zauważyła, dodając, że "sztab PiS doszedł do wniosku, że chyba nie opłaca się aktualnemu prezydentowi iść wszerz, że trzeba utrwalać tę polaryzację i ten żelazny elektorat". - Więc korzysta z tych metod, które będą właśnie poszerzały strefę komfortu prezydentowi Andrzejowi Dudzie. I to wczorajsze spotkanie było jedną z takich metod - podsumowała dr Milena Drzewiecka.

Całej rozmowy posłuchasz w podcaście: 

DOSTĘP PREMIUM