Czy PiS robi błąd, idąc w zaognianie konfliktu? "Trzy razy w II turze wygrywał ktoś mniej przechylony w stronę matecznika"

Do wyborów pozostało pięć dni, a w Polsce trwa polityczny pojedynek na błędy. Prof. Jarosław Flis wskazywał w TOK FM, że często na niekorzyść obu kandydatów działają ich rozgorączkowane zaplecza medialne.
Zobacz wideo

12 lipca odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich, ale gdy o godz. 21, tuż po zamknięciu lokali wyborczych, podane zostaną wyniki badań sondażowych, możemy jeszcze nie poznać nazwiska nowego prezydenta. Zdaniem prof. Flisa dystans między rywalami jest tak niewielki, że na ogłoszenie wyników wyborów być może trzeba będzie poczekać do zliczenia wszystkich głosów. 

Do tego czasu, a ściślej do północy z piątku na sobotę, kiedy to rozpocznie się cisza wyborcza, będzie trwał przedwyborczy pojedynek na błędy. - Rozgorączkowane są zaplecza medialne, które robią rzeczy na szkodę kandydatów, których formalnie popierają. Łatwiej jest wskazać wypowiedzi nie najmądrzejsze, niż takie, które sprawiły, że rywal zaniemówił - wskazywał ekspert związany z Uniwersytetem Jagiellońskim. 

II tura wyborów. Finisz kampanii i subtelna gra

Tymczasem kandydaci mają wyjątkowo trudne zadanie i bardzo subtelną grę do rozegrania. - Trzeba przekonywać niezdecydowanych, których wciąż jest sporo. Ci, którzy są zdecydowani, też muszą iść, ale muszą też zabrać ciotki czy wujków. Do tego wszystkiemu temu towarzyszy atmosfera wiecowa - wyliczał prof. Flis. Stąd o wygranej może zdecydować to, kto na finiszu popełni mniej błędów.

Jednym z działań, które takim błędem również mogą być, jest przyjęta przez Andrzeja Dudę i jego sztab strategia "pójścia na zwarcie", m.in. rozgrywania wielkich miast - "warszawki" czy "krakówka" - przeciwko prowincji. W Łobzie na Pomorzu Zachodnim Andrzej Duda mówił m.in.: "Od 2015 roku liczba ludzi w naszym kraju żyjących w skrajnym ubóstwie zmniejszyła się o 1,2 mln. W skrajnym ubóstwie dzisiaj w Polsce żyje najmniej ludzi w naszej dotychczasowej historii. Takie są fakty i takie są efekty ostatnich pięciu lat. Ja, proszę państwa, chcę, żeby ta polityka była kontynuowana. Polityka odważnych inwestycji i dbania o człowieka, a nie polityka dziadostwa i dbania tylko o elitę. Nie polityka napychania kieszeni warszawskiemu salonowi, tzw. warszawce, czyli grupie najbogatszych ludzi prominentnych, którzy się bogacili bardzo często kosztem reszty społeczeństwa".

- Podgrzewanie sporów to ryzykowna strategia, zwłaszcza ze strony rządzących. Do tej pory w wyborach, które rozstrzygały się w II turze - w 2005, 2010 i 2015 roku - zawsze wygrywał ten, kto był mniej przechylony w stronę matecznika - wskazywał Jarosław Flis, dodając, że na finiszu kampanii spory powinno się raczej łagodzić. Pytany więc o motywację sztabu prezydenta, rozważał albo błąd, albo wyczekiwanie na eskalację ze strony rywala, albo grę na mobilizację elektoratu. 

- Wśród wyborców są np. "stronnicy", którzy postrzegają świat przez pryzmat konfliktu - np. między dużymi miastami a prowincją, ale oni najczęściej są już przekonani i wiedzą, na kogo zagłosować - wskazywał. - Dla tych, którzy troszczą się o to, by konflikt nie był za duży, których nazywam spójnikami, wszystkie tego typu wypowiedzi są zniechęcające. Zarówno ze strony kandydatów, jak i zaplecza czy innych zwolenników - dodał.

Posłuchaj całej rozmowy:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM