"GW": Siostry zakonne głosowały za podopiecznych z domu opieki i Duda dostał 100 procent

"W jednej z komisji pod Wrocławiem PiS co wybory zbiera niemal wszystkie głosy, teraz dostał 100 proc. - Karty do głosowania wypełniały nam zakonnnice - mówią głosujące tam kobiety z Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Pasterek" - czytamy we wtorkowej "Gazecie Wyborczej".
Zobacz wideo

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", w prowadzonym przez Siostry Pasterki Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Świętej Katarzynie mieszka na stałe kilkadziesiąt kobiet o różnym stopniu niepełnosprawności intelektualnej. 

"Dla mieszkanek i personelu ośrodka złożonego z sióstr chcących uczestniczyć w wyborach tworzony jest zwykle specjalny obwód na terenie zakładu. Od 2010 roku wygrywają tam wyłącznie kandydaci Prawa i Sprawiedliwości. W wyborach prezydenckich w 2010 roku Jarosław Kaczyński dostał tam 98 proc. głosów. Pięć lat później Andrzej Duda w pierwszej turze zgarnął 98 proc. W drugiej już komplet" - czytamy. 

Jak było w tym roku? Gazeta podaje, że w pierwszej turze wyborów na żadnego spośród 10 konkurentów Andrzeja Dudy nie oddano ani jednego głosu. W drugiej turze było podobnie. Wszystkie głosy otrzymał urzędujący prezydent. 

"To ewenement nie tylko w skali gminy Siechnice, w skład której wchodzi Święta Katarzyna, gdzie stosunkiem głosów 62 do 38 wygrał Rafał Trzaskowski. To też ewenement w samej wsi: w dwóch pozostałych obwodowych komisjach wyborczych Świętej Katarzyny wygrał kandydat opozycji" - informuje "GW". 

Aby wyjaśnić, jak do tego doszło, dziennikarz gazety dotarł do wykonanych przez jedną z opiekunek nagrań rozmów z kilkoma pacjentami zakładu.

Z przytoczonych przez "GW" trzech rozmów wynika, że siostra pomagająca wypełniać karty do głosowania podopiecznym m.in. nie zapytała na kogo chce oddać głos jedna z podopiecznych, postawiła krzyżyk na karcie do głosowania także za osobę, która chciała oddać głos na Jarosława Kaczyńskiego i nie wiedziała, kto startuje w wyborach. 

Siostra Emilia, kierująca Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym w Świętej Katarzynie, w korespondencji z "Wyborczą" stwierdziła, że wszystkie pacjentki zostały wcześniej poinformowane o tym, kto startuje w wyborach, jaki reprezentuje komitet i czyim cieszy się poparciem. "W głosowaniu brały udział wyłącznie pensjonariuszki świadome. Jeśli pensjonariuszka była w stanie złożyć podpis, to była również w stanie postawić krzyżyk przy wybranym kandydacie. Pensjonariuszki ubezwłasnowolnione i nieświadome nie brały udziału w wyborach" - zapewniła.

"GW" przekonuje, że o nieprawidłowościach w prowadzonym przez siostry zakładzie słychać od dawna. 

"Po ostatnich wyborach parlamentarnych zgłosiła się do nas jedna z pracujących tam opiekunek. Była wzburzona, bo podczas głosowania siostry pobierały karty do głosowania, a następnie instruowały, na kogo oddać głos" - mówiła "Wyborczej" Elżbieta Białach, dolnośląska koordynatorka Obserwatorium Wyborczego, obywatelskiej organizacji czuwającej nad zgodnością procesu wyborczego z podstawowymi zasadami demokracji.

Gazeta dotarła do kobiety, która skontaktowała się wówczas z Obserwatorium Wyborczym. "Wybory to dla podopiecznych ośrodka wielkie wydarzenie, które później rozemocjonowane panie długo komentują. W 2019 r. słyszałam od nich, że do świetlicy, w której zorganizowana była komisja wyborcza, niektóre z nich przywożone były nawet na szpitalnych łóżkach. A siostry nie tylko pobierały ich karty, instruowały, na kogo głosować, ale w niektórych przypadkach również same stawiały krzyżyki przy nazwiskach kandydatów" - mówiła. W tych wyborach na 79 oddanych głosów, 78 oddanych zostało na kandydatów z listy Prawa i Sprawiedliwości. "Cztery lata wcześniej, w roku 2015, w ZOL w Świętej Katarzynie kandydaci PiS mieli 94-procentowe poparcie" - podaje "GW". 

DOSTĘP PREMIUM