Sąd Najwyższy stwierdził ważność wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta. Jest uchwała

W poniedziałek Sąd Najwyższy stwierdził ważność wyborów prezydenckich. Wcześniej SN rozpoznał 5847 protestów wyborczych. W przypadku 93 zarzuty w nich zawarte zostały uznane za zasadne w całości lub w części, jednak bez wpływu na wynik wyborów.
Zobacz wideo

"Sąd Najwyższy (...) stwierdza ważność wyboru Andrzeja Sebastiana Dudy na prezydenta RP dokonanego 12 lipca 2020 r." - głosi poniedziałkowa uchwała SN. Jak powiedziała w uzasadnieniu uchwały przewodnicząca składu Ewa Stefańska, sąd podejmując uchwałę "wziął pod uwagę wszystkie okoliczności, także te, które nie były przedmiotem protestu wyborczego".

Prezentując sprawozdanie, sędzia Paweł Księżak podkreślił, że w pierwszej kolejności SN zbadał kwestię dopuszczalności protestów, które do niego wpłynęły. Aż 88 proc. z nich okazało się niedopuszczalnych. Protestom nie nadawano biegu, gdy złożono je po dopuszczalnym terminie lub przez osobę nieuprawnioną. Odrzucano także te, w których podnoszono zarzuty takie jak sposób finansowania kampanii wyborczej lub sposób prezentacji kandydatów w mediach.

Zasadne protesty kontestowały m.in. sposób dostarczania pakietu wyborczego. Ze sprawozdania wynika, że w niektórych przypadkach nie dostarczono go w ogóle mimo podania prawidłowych danych albo był on niekompletny. Żaden z tych przypadków nie został uznany za coś, co mogło wpłynąć na wynik wyborów.

Podczas posiedzenia o stwierdzenie ważności wyborów prezydenckich wnosili przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej sędzia Sylwester Marciniak i zastępca prokuratora generalnego Robert Hernand.

Jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia rzecznik SN Aleksander Stępkowski powiedział, że poniedziałkowe orzeczenie oznacza definitywną wypowiedź na temat ważności wyborów. - Po zapadnięciu uchwały jakiekolwiek wątpliwości już zostaną normatywnie rozstrzygnięte - wskazał sędzia.

Uchwałę w sprawie ważności wyboru prezydenta Sąd Najwyższy podejmuje w ciągu 21 dni od dnia podania wyniku wyborów do publicznej wiadomości przez PKW - miał więc czas do dzisiaj, do poniedziałku 3 sierpnia. Za trzy dni odbędzie się zaprzysiężenie Andrzeja Dudy na nową pięcioletnią kadencję.

Prawie 6 tysięcy protestów wyborczych. Najwięcej ws. TVP

Do Sądu Najwyższego po wyborach prezydenckich wpłynęło prawie 6 tysięcy protestów. Dotyczyły różnych kwestii, między innymi zbyt późnego dostarczenia albo nie dostarczenia w ogóle pakietów wyborczych Polakom mieszkającym za granicą czy problemów z dopisaniem do spisu wyborców. Największa część z nich - w sumie 4086 protestów - odnosiła się jednak do innej kwestii. Chodziło - mówiąc wprost - o nachalny przekaz TVP przed wyborami i faworyzowanie jednego, konkretnego kandydata.

Sąd Najwyższy rozpoznał wszystkie te protesty 30 lipca wieczorem jako jedną sprawę. Zgrupował je, bo zarzuty w nich podniesione były niemal identyczne i dotyczyły przede wszystkim "odmiennego sposobu traktowania kandydatów przez media publiczne, które miało się wyrażać w faworyzowaniu urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej". Wszystkie te protesty Sąd Najwyższy pozostawił bez dalszego biegu, uznając, że nie spełniły warunków formalnych.

Zgodnie z przepisami na wniesienie protestu wyborczego wyborcy mają 3 dni od chwili oficjalnego podania wyników wyborów przez PKW. Komisja ostatecznie zwycięstwo Andrzeja Dudy ogłosiła w poniedziałek wieczorem (13 lipca). Sam protest może dotyczyć naruszeń zarówno w czasie głosowania w I turze (28 czerwca), jak i w wyborczej dogrywce 12 lipca. Protest wyborczy wnieść może przewodniczący komisji wyborczej, pełnomocnik wyborczy, a także sam wyborca, który w dniu głosowania znajdował się w spisie wyborców.

Zarzuty zasadne, ale bez wpływu na wynik wyborów

W niedzielę (2 sierpnia ) wieczorem Sąd Najwyższy zakończył procedurę rozpoznawania protestów wyborczych. Do Sądu Najwyższego łącznie wpłynęło ok. 5,8 tys. protestów wyborczych. W przypadku 92 zarzuty w nich zawarte zostały uznane za zasadne w całości lub w części, jednak bez wpływu na wynik wyborów.

W sobotę Sąd Najwyższy pozostawił bez dalszego biegu protest wyborczy pełnomocnika komitetu wyborczego niedawnego kandydata Koalicji Obywatelskiej na prezydenta, Rafała Trzaskowskiego. 

- Wiadomo było od samego początku, że nawet gdyby Sąd Najwyższy wszystkie protesty uznał za zasadne to najprawdopodobniej i tak doszedłby do wniosku, że nie miały one wpływu na wynik wyborów - mówił na antenie TOK FM sędzia Wojciech Hermeliński, były szef PKW w piątek rano 31 sierpnia, kiedy to SN miał już rozpatrzonych 4941 protestów. Do tamtej chwili uznano 56 zarzutów za zasadne, ale bez wpływu na wyniki wyborów. 

Jak dodał, przy takim założeniu - jedynie gdyby było 420 tysięcy protestów uznanych za zasadne (różnica głosów między Andrzejem Dudą a Rafałem Trzaskowskim - przyp. red.) można byłoby mówić o podważeniu wyników. - Oczywiście, że jest to absurdalne. Ja uważam, że nie tylko sama arytmetyka powinna mieć tu znaczenie. Tutaj też decyduje kwestia, czy któraś z zasad wyborczych - tajności, równości, bezpośredniości - nie została naruszona w tak istotny sposób, że waga tych naruszeń ma znaczenie, a nie ilość złożonych protestów - wyjaśniał Hermeliński.

DOSTĘP PREMIUM