"Nie ma bezpiecznej ilości alkoholu. Nawet lampka wina do kolacji wywołuje efekt negatywny"

- Stwierdzenie, że pijemy obecnie "dużo" to jest mało powiedziane. Bo "dużo" to było za komuny, a było jednak mniej niż teraz - mówił w TOK FM Robert Rutkowski, terapeuta uzależnień.
Zobacz wideo

Problem coraz większej ilości spożywanego alkoholu przez Polaków (i Europejczyków) nie traci na aktualności i nie przestaje niepokoić naukowców. Jak mówił w TOK FM Robert Rutkowski, pijemy "dużo za dużo", ale konsekwentnie wypieramy ze świadomości wszelkie informacje na temat tego problemu .

Nie lubimy tego, co niepokojące. - Podoba nam się dobrobyt, piękne samochody na drogach, ładna pora roku. Nie chcemy sobie zaprzątać głowy takimi tematami, ale jak poszperamy w swoich rodzinnych zakamarkach, to okazuje się, że w każdej rodzinie jest osoba, która umiera z powodu wlewania w siebie absolutnej trucizny - stwierdził rozmówca Przemysława Iwańczyka.

- Jeden z moich pacjentów, bardzo wykształcony i poważny manager, powiedział mi niedawno: "w Europie jest alkoterroryzm". Szczególnie wyraźny tu w Polsce - dodał. Pytany przez Przemysława Iwańczyka, czy pijemy obecnie dużo odparł: "Dużo to mało powiedziane. Bo dużo to było za komuny, a było jednak mniej niż teraz".

Całej rozmowy z terapeutą w Aplikacji TOK FM możesz posłuchać na telefonie

Z danych podawanych ostatnio m.in. przez Polską Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wynika, że statystyczny Polak w przedziale wiekowym powyżej 15 roku życia wypija na głowę ponad 11 litrów czystego alkoholu rocznie.

Robert Rutkowski ocenia te dane jako "zatrważające". Przypomniał, że w latach 70. piliśmy około 5,5-6,5 litra na głowę mieszkańca. - Więc te 12 litrów pokazuje, że mamy problem - stwierdził.

Zaznaczył też, że taka ilość alkoholu jest już określana przez Światową Organizację Zdrowia jako zagrożenie bytu społeczeństwa. - Mamy już zagrożenie biologiczne, które nie jest bagatelne. Mogą powstać straty na wiele pokoleń, również w obszarze neurologicznym. Może być tak, że kolejne pokolenia osób pijących będą płodzone pod wpływem alkoholu i wychowywanych pod wpływem alkoholu - przestrzegał.

Szkodliwość alkoholu

Zdaniem Roberta Rutkowskiego, dużym problemem m.in. w Polsce jest uzależnienie społeczne, czyli fakt, że alkohol jest traktowany jako element kultury. - On był obecny u naszych rodziców, dziadków. Jest od setek lat w naszej kulturze. Podnosi się toasty, pije czyjeś zdrowie, pije na radość, na smutek i tak dalej - opowiadał terapeuta.

Jak dodał, nierzadko pojawia się wręcz odrzucenie wobec tych osób, które - na przykład na imprezie - nie chcą pić alkoholu. - Dlatego niektórzy ludzie podczas takiego gremialnego upajania się boją się nie napić. Jest obawa przed ostracyzmem - wskazał gość TOK FM.

Znaczna część rozmowy poświęcona była kwestiom szkodliwości alkoholu. Tu Robert Rutkowski nie pozostawiał złudzeń. Jak stwierdził, rzetelne badania naukowe pokazują, że nawet minimalna ilość alkoholu jest rakotwórcza. - Nie ma czegoś takiego, jak bezpieczna ilość alkoholu. Nawet jedna lampka wina do kolacji lub 200 mililitrów piwa wywołuje efekt negatywny - powiedział, powołując się m.in. na raport z badań przeprowadzonych naczelnego lekarza Wielkiej Brytanii prof. Sally Davies.

Rutkowski podkreślał, że alkohol duplikuje uszkodzenia DNA i nawet po wypiciu niewielkiej ilości - zmiany w naszym mózgu będą odczuwane przez wiele tygodniu.

Alkohol a depresja

Przemysław Iwańczyk zwrócił też uwagą na jeszcze jeden problem, który nierzadko łączy się z alkoholizmem - czyli depresja. Tu także dr Rutkowski nie pozostawiał złudzeń i stwierdził, że "alkohol jest najsilniejszą na Ziemi substancją depresjogenną". Jak dodał, w Polsce w ostatnim czasie problem z depresją jest bardzo dużo. Sam przyznał, że choć ma prywatny gabinet - zapisy przyjmuje już na luty. Niestety - jak opowiadał - wielu pacjentów, korzystających z pomocy psychiatry, często pomija, że od czasu do czasu spożywają alkohol, na przykład na poprawę nastroju.  

- Ten fakt nie może nie wybrzmieć w gabinecie psychiatry. Ponieważ psychiatra zapisuje pacjentowi leki w dobrej wierze i nie wie, że one są późnej mieszane z alkoholem, a mieszanie leków z alkoholem to jest katastrofa i niestety pogłębianie tej choroby - przestrzegał gość TOK FM. - Więc jest korelacja między dużą ilością pitego alkoholu w Polsce, a nieprawdopodobną lawiną depresji - dopowiedział.

Alkoholizm kobiet

A co z alkoholizmem kobiet, o którym w debacie publicznej ostatnio zaczęło się mówić coraz częściej? Zdaniem Roberta Rutkowskiego kobiety rzadziej się uzależniają. Szybciej niż mężczyźni potrafią zrozumieć, że alkohol stanowi problem (nawet w małych ilościach) i zdać sobie sprawę z konsekwencji. - Dlatego kobiety rzadziej się uzależniają, ale jak już się to stanie, to dużo trudniej z tego wychodzą. Jak przekroczą ten swój instynkt samozachowawczy, to jest źle i dużo trudniej się w terapii z nimi pracuje - przyznał rozmówca red. Iwańczyka.

Poza tym - jak mówił terapeuta - kobiety mają też pewne poczucie wstydu (większe niż mężczyźni). Z tego względu częściej piją w ukryciu i też rzadziej trafiają do gabinetów psychoterapeutów. - Jest społeczne przyzwolenie, że jak mężczyzna robi z siebie głupka, to wzbudza wesołość, a kobieta litość - stwierdził Rutkowski.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM