Siedem faz pośmiertnych - od bladości do larw i szkieletu [fragment książki "Co mówią zwłoki"]

Sue Black jest profesorem anatomii i antropologii sądowej na Uniwersytecie w Dundee. Śmierć jest jej życiem codziennym - jakkolwiek dziwnie to brzmi. W swojej niesamowitej i momentami mrożącej krew w żyłach książce przedstawia bardzo różne jej oblicza.

Autorka pokazuje - używając wyłącznie słów - m.in., jak wygląda sekcja zwłok, na czym polega identyfikacja zwłok ofiary pożaru oraz jaka jest rola antropologów sądowych tuż po wielkich katastrofach. Black pokazuje naukowe ścieżki, którymi chadzają specjaliści od rozwikływania zagadek i konfrontuje je z naszymi wyobrażeniami opartymi na serialach czy kryminałach. 

Poniżej publikujemy fragment książki "Co mówią zwłoki. Opowieści antropologa sądowego" autorstwa Sue Black, w tłumaczeniu Adama Warzyńskiego, wydanej przez wydawnictwo Feeria Science. 

Istnieje siedem rozpoznawalnych faz zmian pośmiertnych. Pierwsza to pallor mortis (dosłownie: bladość pośmiertna), która pojawia się już kilka minut po śmierci i pozostaje widoczna mniej więcej przez godzinę. Powiedzenie, że "ktoś jest blady jak śmierć", odzwierciedla wygląd zwłok tuż po zgonie. Kiedy serce przestaje bić, ustaje też dopływ krwi do naczyń kapilarnych, zaczyna ona wówczas odpływać od skóry i pod wpływem grawitacji zbiera się w najniżej położonych częściach ciała. Ponieważ bladość następuje wkrótce po śmierci, nie ma znaczącej wartości w oznaczaniu TDI. Poza tym ocena bladości jest w dużej mierze subiektywna i trudna do skwantyfikowania.

Drugą fazą jest algor mortis (oziębienie pośmiertne), która także następuje szybko i polega na wychłodzeniu się ciała (choć czasem może się ono stać cieplejsze niż przed śmiercią, co oczywiście zależy od temperatury otoczenia). Temperaturę ciała najlepiej zmierzyć przez odbyt, ponieważ powierzchniowe warstwy skóry wychładzają się czy nagrzewają szybciej niż tkanki położone głębiej. Mimo iż w wypadku pomiaru odbytniczego, tempo stygnięcia zwłok jest generalnie rzecz biorąc stałe, to przecież w chwili śmierci temperatura ciała mogła odbiegać od normy. Na temperaturę tę wpływają rozmaite czynniki, w tym m.in. wiek, waga, choroby czy przyjmowane leki. Niektóre infekcje i reakcje na farmaceutyki mogą ją zwiększać, podobnie jak ćwiczenia fizyczne lub intensywny wysiłek czy cierpienia tuż przed śmiercią; z kolei takie stany fizjologiczne jak na przykład głęboki sen mają związek z niższymi jej wartościami. Temperatura ciała także więc nie jest niezawodnym wskaźnikiem TDI.

Jak wspomniałam, warunki panujące w miejscu odkrycia zwłok również mogą wpływać na to, jak szybko się one wychładzają. Na przykład, gdyby panowało tam ponad 37°C, ciało by nie ostygło i próby określenia TDI na tej podstawie nie miałyby sensu. Oczywiście, ocena algor mortis byłaby bezprzedmiotowa także w sytuacji, gdyby zwłoki długo znajdowały się w danym miejscu, ponieważ ich temperatura dawno zrównałaby się już z temperaturą otoczenia.

Okładka książki 'Co mówią zwłoki' Sue Black (wydawnictwo Feeria Science)Okładka książki 'Co mówią zwłoki' Sue Black (wydawnictwo Feeria Science) materiały prasowe

W ciągu kilku godzin po śmierci zaczynają się kurczyć mięśnie i ciało wchodzi w trzecią pośmiertną fazę, rigor mortis (stężenie pośmiertne). Stężenie najpierw, na ogół przed upływem 5 godzin, obejmuje drobniejsze mięśnie, a następnie się rozprzestrzenia, osiągając pełną postać 12–24 godzin po zgonie. Podłożem całego procesu jest następujące w wyniku śmierci zahamowanie wypompowywania jonów wapnia z włókien mięśniowych, a w efekcie gromadzenie się jonów wewnątrz komórek, co doprowadza do skurczu filamentów aktyny i miozyny, a ostatecznie całego mięśnia. Ponieważ mięśnie odpowiadają za zginanie stawów, to te ostatnie także mogą się kurczyć i „zastygnąć” w danej pozycji w ciągu kilku godzin po śmierci. W swoim czasie sztywność ta zacznie ustępować wskutek naturalnych procesów rozkładu i zmian chemicznych, powróci także ruchomość stawów. To właśnie te zjawiska odpowiadają za rzadkie zjawisko "drgania" lub poruszania się ciała. Ale zapewniam, drgający zmarły nie podniesie się, wydając z siebie głuchy jęk - coś takiego zdarza się jedynie w horrorach.

Kolejność występowania faz zwiotczenia mięśni, ich sztywności i ponownego zwiotczenia jest przydatna w ustalaniu TDI, ale trzeba pamiętać o wielu wchodzących w grę zmiennych, wpływających na długość trwania stężenia pośmiertnego, a nawet to, czy w ogóle ono wystąpi. Na przykład w przypadku zmarłych noworodków i osób w podeszłym wieku stężenie może się nie pojawić. W stosunkowo wysokiej temperaturze jego wystąpienie następuje wcześniej, w niższej zaś później. Inne czynniki, które mogą wpływać na ten proces, to choćby niektóre trucizny (strychnina przyspiesza wystąpienie stężenia pośmiertnego, a tlenek węgla je opóźnia). Stężenie wystąpi też wcześniej, gdy zmarły przed śmiercią był aktywny fizycznie, a w ogóle może się nie pojawić w przypadku ofiar utonięć w zimnej wodzie. Także więc i w tym przypadku rigor mortis nie jest wskaźnikiem pozwalającym bezbłędnie określić TDI, choćby tak wynikało z seriali kryminalnych.

Ponieważ serce przestało pompować krew, ciało wchodzi w końcu w czwartą fazę zmian pośmiertnych, livor mortis (pojawiają się na nim plamy opadowe). Dzieje się tak wskutek grawitacyjnego spływania krwi, co zaczyna się niemal od razu po śmierci, jeszcze w fazie pallor mortis, jednak plamy stają się widoczne dopiero po upływie kilku godzin.

Czerwone ciałka krwi, jako najcięższe, będą zbierać się w najniżej położonych częściach ciała, aż w końcu skóra w tych miejscach przybierze kolor ciemnej czerwieni czy wręcz sinej purpury, co silnie kontrastuje kolorystycznie z bladością skóry wyżej położonych części ciała. Jeśli skóra styka się z podłożem (na przykład gdy ciało leży na plecach), krew jest "przepychana" do najbliższych obszarów, na które nie działa już nacisk. Dlatego też miejsca styku są nieco jaśniejsze, a sąsiadujące z nimi plamy opadowe - ciemniejsze.

Największe natężenie plam opadowych występuje na ogół przed upływem dwunastu godzin. Później ich barwa się utrwala, co bywa użyteczną wskazówką podczas oględzin zwłok, które budzą wątpliwości co do okoliczności śmierci. Plamy mogą wskazać na przykład, w jakiej pozycji znajdowało się ciało bezpośrednio po śmierci, i pomóc ustalić, czy coś z nim później robiono. Ciało z plamami opadowymi na plecach, które jednak spoczywa twarzą do ziemi, niewątpliwie zostało odwrócone. Jeśli śmierć nastąpiła wskutek powieszenia, krew zbierze się w najniższych częściach wszystkich kończyn i taki wzór plam opadowych utrzyma się, nawet jeśli później ciało zostanie odcięte ze sznura.

Około roku temu zwrócono uwagę na kwestię poddawaną badaniom od stosunkowo niedawna. Chodzi o nekrobiom, czyli bakterie zasiedlające ciała zmarłych. Sporo wskazuje na to, że badania bakterii pobieranych z uszu i nosa denata, przeprowadzane za pomocą metod metagenomiki i sekwencjonowania DNA, pozwolą bardzo precyzyjnie ustalić TDI, być może z dokładnością do kilku godzin, i to w sytuacji, gdy śmierć nastąpiła wiele dni lub nawet tygodni wcześniej. Jeśli te doniesienia się potwierdzą, a prowadzenie takich badań nie będzie szczególnie kosztowne, być może do czterech braci - Pallora, Algora, Rigora i Livora - wkrótce dołączy piąty. Jeśli ciało pozostanie nieodkryte przez cztery wspomniane wyżej fazy zmian, zacznie w końcu wydzielać naprawdę przykrą woń. Podczas fazy piątej, gnilnej, komórki pękają, a ich błony komórkowe rozkładają się wskutek działania stosunkowo kwaśnych płynów ustrojowych. Proces ten nazywa się autolizą (dosłownie: samorozpadem), a jego rozpoczęcie stwarza doskonałe warunki do namnażania się bakterii beztlenowych, żywiących się zawartością komórek i przyspieszających rozkład tkanek. W wyniku tych procesów powstaje wiele różnych związków chemicznych, m.in. kwas propionowy, kwas mlekowy, metan i amoniak, których obecność może pomóc ustalić, gdzie na przykład ukryto lub zakopano zwłoki. Wszyscy pewnie słyszeli o psach szkolonych do odnajdywania zwłok. Uważa się, że ich nosy są tysiąc razy czulsze niż ludzkie i potrafią wywąchać nawet minimalne ilości gnilnych zapachów. Nie są one jednak jedynym gatunkiem zwierząt z silnie rozwiniętym zmysłem powonienia: także szczury tresowano do wykrywania woni rozkładu, a nawet, co niesamowite, osy.

Posłuchaj także podcastu Tomasza Stawiszyńskiego - czym jest śmierć z perspektywy lekarza? Wygodnie posłuchasz na telefonie w aplikacji TOK FM:

Następnie, wskutek gromadzących się gazów, ciało zaczyna puchnąć - a w miarę zwiększenia się stężeń takich substancji jak kadaweryna, skatol i putrescyna, nieodparcie wręcz zaczyna przyciągać owady. Produktami rozkładu gnilnego ciała natychmiast interesują się zwłaszcza plujkowate, które poszukują na zwłokach miejsc odpowiednich do złożenia jaj, występujących w okolicach naturalnych otworów ciała, na przykład w oczach, nosie i uszach. Wszechobecny odór procesów gnilnych staje się dla owadów wskazówką, gdzie znajduje się pokarm, z którego będą mogły skorzystać zarówno one, jak i ich przyszłe potomstwo. Wskutek gromadzenia gazów w rozkładających się tkankach wzrasta ciśnienie, co może prowadzić do wyciekania różnego rodzaju płynów przez naturalne otwory ciała, a nawet do pękania skóry, co w jeszcze większym stopniu ułatwia dostęp do nich owadom i innym organizmom padlinożernym. Skóra nabiera odcienia ciemnej purpury, czerni lub nieładnej zieleni, nasuwającej skojarzenia z zasinieniem po ciężkim pobiciu; zmiany te związane są z rozkładem związków powstających podczas rozpadu hemoglobiny.

Aktywnie przebiegający i zaawansowany rozkład ciała to faza szósta, rozpoczynająca się, gdy następuje masowy wylęg larw. Tuż po pojawieniu się przystępują one do pożerania okolicznych tkanek. Podczas faz zaawansowanego rozkładu, w wyniku aktywności owadów, zwierząt i roślin, wszystkie tkanki miękkie zostają w końcu skonsumowane. W tej fazie następuje największy ubytek tkanek, spowodowany ich wnikaniem do środowiska i żerowaniem organizmów. Co ciekawe, pod wpływem żerowania larw wytwarza się duża ilość ciepła: masa około 2500 robaków zwiększa temperaturę ciała nawet o 14°C względem ciepłoty otoczenia. Jednak powyżej 50°C larwy nie mogą się już rozwijać, więc kiedy kłąb robaków zaczyna zbliżać się do tej granicy, rozpada się na mniejsze grupy, dzięki czemu temperatura się obniża. Ten stały ruch larw, odpełzających od centralnej części, i generalnie spora aktywność owadów, przyczyniły się zapewne do powstania angielskiego powiedzenia a boiling mass of maggots (gotująca się masa robaków).

Siódmą, finalną fazą rozkładu zwłok jest zeszkieletowanie, w której pozostałości tkanek miękkich znikają, odsłaniając sam szkielet, czasem z paznokciami lub włosami, zbudowanymi z dość odpornej na działanie czynników zewnętrznych keratyny. Jednak zależnie od warunków środowiska i upływu czasu zniszczeniu mogą ulec nawet kości. Wówczas zmieniamy się w pierwiastki, z których powstaliśmy. Planeta, którą zasiedlamy, dysponuje ograniczoną pulą zasobów mineralnych i każdy z nas zbudowany jest z części stale ulegających recyklingowi.

DOSTĘP PREMIUM