Susza, pandemia i kryzys gospodarczy. A co by było, gdyby do tego wszystkiego jeszcze wybuchł wulkan?

- Niezależnie od tego, jak się pandemia potoczy, to ona się kiedyś skończy. Natomiast susza i zmiana klimatu pozostanie - mówił w TOK FM dr hab. Bogdan Chojnicki z Pracowni Bioklimatologii Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Zobacz wideo

- Poza kłopotami związanymi z koronawirusem i zamknięciem gospodarki mamy też kłopot równie poważny, czyli suszę - zaczął rozmowę prowadzący "Połączenie" Jakub Janiszewski. I szybko został upomniany przez swojego gościa. - Raczej należy powiedzieć, że do problemu suszy, który się pojawia przez ostatnie pięć lat, właśnie dołączył nowy, czyli pandemia. Proponowałbym taką perspektywę, bo niezależnie od tego, jak się ta pandemia potoczy, to ona się kiedyś skończy. (…) Natomiast susza i zmiana klimatu pozostanie - powiedział Bogdan Chojnicki.

Profesor przypomniał, że obecna sytuacja nieco przypomina problem, z jakim mierzyliśmy się rok temu w kwietniu. Wówczas także było dość sucho, pojawiały się wichury pyłowe i wszyscy - jak powiedział gość TOK FM - "trochę jak Masajowie czekaliśmy na ten deszcz". Ten w nieco większym stopniu nadszedł w maju i oby tak było również w tym roku, bo nasze gleby - po bezśnieżnej zimie - potrzebują bardzo dużej dawki wody.

Ile deszczu musi spaść, by sytuacja się poprawiła?

W rozmowie z prof. Chojnickim redaktor Janiszewski przytoczył słowa Sergiusza Kieruzela z Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej, który mówił, że aby sytuacja hydrologiczna w Polsce wróciła do względnej normy - niewielki ale równoległy deszcz powinien padać przez więcej niż 20 dni. Zdaniem Chojnickiego - równie ważne jest to, jaki to będzie opad. - Bo jeśli woda porządnie lunie, to gleby nie będą przygotowane na to, by przyswoić ją w tak dużej ilości. Wtedy ona spłynie do cieków i w rzekach będziemy mieli wyższy poziom. (…) Natomiast gdy mówimy o wodzie, która miałaby się znaleźć w glebie, to ona nie może spaść gwałtownie, ale musi bardzo powoli się sączyć - wyjaśniał ekspert.

A w jaki sposób suszę odczuje przeciętny Kowalski? Między innymi przez wzrost cen żywności. Jak wskazał gość TOK FM, są ekonomiści, którzy starają się bagatelizować ten problem i mówią, że tanią żywność będzie można kupić z innych regionów świata. Prof. Chojnicki zaznaczył jednak, że "zmiana klimatu dotyczy nie tylko Polski, ale całego świata". - Więc ja bym takim optymistą nie był - ostrzegał. Zwłaszcza, że wiele innych państw także będzie zmagać się teraz z "pokoronawirusowym" kryzysem gospodarczym.

A gdyby do tego wszystkiego wybuchł wulkan?

- Mi przez głowę przechodzi czasami takie myślenie - a co, jeśli do tej pandemii i suszy pojawi się jeszcze erupcja jakiegoś wulkanu? - zastanawiał się prof. Chojnicki. Dopytywany o skutki takiego zjawiska powiedział, że "gdybyśmy rzeczywiście doświadczyli erupcji, to temperatura na całym globie powinna spaść". - Sęk w tym, że taki gwałtowny spadek zaburzy cykl wodny, czyli ten, który jest gwarancją produkcji rolniczej. I chyba nie chcielibyśmy takiego schematu - powiedział.

I przypomniał erupcję wulkanu Pinatubo na Filipinach z 1991 roku. - Ona obniżyła temperaturę [globalną w 1992 roku - red.] o pół stopnia Celsjusza, ale po 1,5 roku temperatura ta wróciła na swoją ścieżkę i rosła dalej. Więc nawet duży wulkan nie jest w stanie tego [globalnego ocieplenia - red.] zatrzymać, a do tego jest w stanie sprawić dużo nieszczęścia - powiedział gość TOK FM. Wybuch Pinatubo zabił ponad 800 osób, a ponadto 10 tys. ludzi pozbawił dachu nad głową.

Całej rozmowy z profesorem możesz posłuchać w aplikacji TOK FM!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM