Przed Google Trends nie ukryjesz nawet orientacji seksualnej. Co można badać tym narzędziem?

- To jest bardzo wiarygodne narzędzie. Jeżeli cokolwiek robimy w sferze cyfrowej, to zostawiamy ślad cyfrowy - tak o Google Trends mówiła w TOK FM dr hab. Katarzyna Śledziewska.
Zobacz wideo

8 czerwca - przed egzaminem maturalnym z języka polskiego - maturzyści wyszukiwali w internecie informacje wpisując w wyszukiwarkę temat, który pojawił się dwie godziny później na egzaminie. 

Pokazało to narzędzie Google Trends, dzięki któremu można prześledzić dokładny wykres wyszukiwań, ich czas i miejsce. Na temat tego narzędzia Jakub Janiszewski rozmawiał z dr hab. Katarzyną Śledziewską z DELab UW.

- Czy Google Trends to wiarygodne narzędzie? - zastanawiał się dziennikarz TOK FM. 

- To jest bardzo wiarygodne narzędzie. Generalnie to jest niesamowite, że teraz jeżeli cokolwiek robimy w sferze cyfrowej, to zostawiamy ślad cyfrowy. Firma Google to narzędzie wprowadziła w 2006 roku, żeby tworzyć wolumeny w kontekście zapytań, wyszukiwań - tłumaczyła ekspertka. 

Opowiadała, że wcześniej w badaniach zachowań naukowcy mieli ograniczoną liczbę narzędzi. - Mogliśmy dane pozyskiwać z wywiadów, a wiedzieliśmy, że to nie jest odzwierciedlenie rzeczywistości. I to widać przede wszystkim, jak się bada nastolatków, bo oni dają bardzo dowcipne odpowiedzi - dodała. A jak twierdzi, dane weryfikują odpowiedzi - bo deklarujemy tylko to, co chcemy deklarować.

- Dobry przykład to pytanie o to, ile czasu spędzamy czasu przed komórką czy komputerem. Nam się zawsze wydaje, że mniej niż w rzeczywistości. I ta prawdziwa weryfikacja jest na podstawie aplikacji, które bardzo dokładnie mierzą ten czas. Okazuje się, że najczęściej jesteśmy dwa, trzy razy dłużej, niż nam się wydaje - podała rozmówczyni red. Janiszewskiego.

Mówiła też o sprawach, które część osób może chcieć ukrywać. - Często dotyczy to preferencji seksualnych, a po Google Trends można własnie dokładnie oszacować, ile osób jest homoseksualnych - tłumaczyła.

Prowadzący audycję dopytywał, do czego jeszcze można tego narzędzia używać. - Jak na razie to nie jest takie oczywiste, jak to używać. My wykorzystujemy to w modelowaniu ekonometrycznym i to się nazywa nowcasting, od połączenia słów now i forecasting. Pozwala to na krótkoterminowe prognozy stanu gospodarki. Na przykład chcemy wiedzieć, co się dzieje z bezrobociem, inflacją, produktem krajowym brutto, a nie mamy danych z urzędów i okazuje się, że można je estymować z Google Trends. Można je wykorzystywać do sprzedaży detalicznej, sprzedaży samochodów, domów, liczby turystów - wyjaśniła Śledziewska. 

Dodała, że to są informacje potrzebne firmom inwestycyjnym. Zaznaczyła, że wciąż trwa nauka, jak wykorzystywać te dane i nie zawsze jest to łatwe. Na przykład słowo praca przysparza trudności, gdyż w języku polskim ma wiele znaczeń. - Przykład z maturami pokazuje, jak to jest potężne narzędzie i jak dużo można się dowiedzieć o społeczeństwie - zaznaczyła jednak ekspertka. 

Dodała też, że patrzyła, jak obecnie szukamy słowa COVID. - Najwięcej informacji na temat koronawirusa szukaliśmy od końca marca do 4 kwietnia, a od tamtego czasu już dosyć mocno spada nasze zainteresowanie - stwierdziła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM