Demonstracja technologii na Marsie. Jest szansa na panoramę marsjańskiego wschodu Słońca

Takie latające drony- jak Ingenuity - mogą nam też pomóc zrozumieć Marsa, pozwolą dotrzeć do trudno dostępnych miejsc, gdzie łaziki nie wjadą, jak kaniony czy kratery - mówił w TOK FM Jakub Stelmachowski z departamentu edukacji Polskiej Agencji Kosmicznej.
Zobacz wideo

Amerykańska agencja kosmiczna NASA poinformowała wczoraj (19 kwietnia), że marsjański dron Ingenuity wzbił się w powietrze, odbywając pierwszy w historii kontrolowany i napędzany lot w atmosferze innej planety. Start małego helikoptera odbył się bez problemów. Podczas lotu, który trwał ok. 40 sekund, maszyna wzniosła się na wysokość trzech metrów i wylądowała na powierzchni Marsa. NASA zaprezentowała dwa zdjęcia drona, potwierdzające, że dron wzniósł się nad powierzchnię. Jak poinformowano, wszystkie komponenty maszyny pozostały sprawne. 

Jak mówił w TOK FM Jakub Stelmachowski z departamentu edukacji Polskiej Agencji Kosmicznej, lot Ingenuity otwiera zupełnie nową erę eksploracji kosmosu. – To była demonstracja technologii. Udało się stworzyć maszynę, która poradziła sobie z lotem w tak bardzo rozrzedzonej atmosferze. Zresztą ten lot trwał dłużej niż pierwszy lot człowieka na Ziemi – podkreślił ekspert.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Ekspert zwrócił uwagę na to, że helikopter musiał się i pokonał wiele innych trudności. – Ten dron przetrwał mrozy rzędu -90 stopni Celsjusza. Były wątpliwości, czy te grzałki zainstalowane na jego pokładzie będą w stanie go ogrzać, ale się udało. Komunikuje się z NASA tak, jak powinien. Udało się w tej rzadkiej atmosferze rozpędzić te śmigiełka do ponad 2,5 tysięcy obrotów na minutę, czyli bardzo szybko, pięć razy tyle, ile osiągają helikoptery na Ziemi – wymieniał Stelmachowski.

W opinii eksperta z Polskiej Agencji Kosmicznej takie latające drony będą na standardowym wyposażeniu kolejnych misji na Marsa. A co dalej z Ingenuity? W planach są kolejne loty, już nie tylko, w górę i w dół.

– Mówi się o locie nawet do 300 metrów dalej, niż teraz stoi dron, więc zobaczymy, co jest dookoła niego. Na boku helikopterka umieszczono kolorową kamerę i jest szansa na panoramę marsjańskiego wschodu Słońca. A takie latające drony mogą nam też pomóc zrozumieć Marsa, pozwolą dotrzeć do trudno dostępnych miejsc, gdzie łaziki nie wjadą, jak kaniony czy kratery – podsumował Jakub Stelmachowski.

DOSTĘP PREMIUM