Mięso z in vitro coraz bliżej. "Przy jego produkcji żadne zwierzę nie musi zginąć"

Smaczny i soczysty burger wołowy, który trafia na nasz talerz bez konieczności uśmiercania krowy? Zdaniem naukowców ta wizja wkrótce może stać się czymś normalnym. - Najlepszym dowodem na to, że produkcja mięsa z in vitro będzie za chwilę dawała produkty na nasz talerz, jest wielkie zainteresowanie przemysłu mięsnego - mówił w TOK FM prof. Piotr Rzymski, biolog medyczny z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.
Zobacz wideo

Profesor Piotr Rzymski, biolog medyczny, opowiadał w TOK FM o zawiązanej niedawno Europejskiej Koalicji Rolnictwa Komórkowego. To organizacja, która zrzesza firmy zainteresowane produkcją mięsa, które nie będzie pochodzić od ubitych do tego celu zwierząt. Naukowcy chcą "hodować mięso" z komórek zwierząt pobranych przy pomocy biopsji. Taki produkt w zasadzie nie różniłby się od zwykłego mięsa. Docelowo miałby nawet podobny koszt. - W ten sposób można otrzymać zarówno wołowinę, jak i wieprzowinę czy drób. Także mięso ryb i owoców morza - wyjaśnił biolog medyczny. - Dzięki temu astronauci w czasie misji kosmicznych mogliby wyprodukować pokarm z samych siebie  - dodał. 

Długa lista korzyści 

Prof. Piotr Rzymski mówił, że na początku wskazywano, że takie mięso nigdy nie będzie etyczne, ponieważ do jego hodowli wykorzystywane są surowice zwierzęce. Jednakże - w ocenie eksperta - to i tak bardziej humanitarny sposób produkcji mięsa niż stosowana obecnie hodowla przemysłowa. - Przy produkcji tego mięsa żadne zwierzę nie musi zginąć. Potrzebna jest tkanka, aby pobrać komórki macierzyste, zrobić biopsję. To jednak nieporównywalnie mniejszy wpływ niż ten, który odciska na zwierzętach hodowla przemysłowa - wyjaśniał ekspert. 

Gość Karoliny Głowackiej mówił też, że za pozaustrojową produkcją mięsa istotnie przemawiają także względy środowiskowe. - Hodowla zwierząt kosztuje nas obecnie ok. 30 proc. powierzchni ziemi, odpowiada w ponad 30 proc. za globalne zużycie wody. Produkuje więcej gazów cieplarnianych niż łącznie wszystkie samochody, ciężarówki, statki i samoloty na świecie razem wzięte. Przyczynia się w 30 proc. do globalnej utraty bioróżnorodności przyrodniczej i ma bardzo duży udział w emisji amoniaków. Dużą część z wieloobszarowych upraw zakłada się tylko po to, żeby zaspokoić potrzeby żywieniowe zwierząt - wyliczał.

Naukowiec podkreślał też, że mięso z in vitro może być dla nas zdrowsze. - Dzięki kontrolowaniu takiego mięsa możemy modyfikować chociażby udział poszczególnych tłuszczy, zwiększać obecność tłuszczy korzystnych, wzbogacać mięso o kwasy omega-3 i w inne, dodatkowe składniki - mówił ekspert.

Takie mięso może też wpływać korzystnie na zdrowie publiczne. - Dziś w hodowli przemysłowej stosuje się na dużą skalę antybiotyki, co przyczynia się do zjawiska antybiotykooporności wśród konsumentów. Z tego powodu z każdym rokiem będzie umierało coraz więcej osób - wyjaśnił. Jak dodał, hodowle przemysłowe, gdzie zwierzęta są stłoczone na małej przestrzeni, to też wylęgarnie licznych patogenów. - Chociażby kolejnych szczepów wirusów grypy, które potencjalnie mogą nieść za sobą ryzyko kolejnych pandemii - alarmował.

"To technologia, która będzie za chwilę dawała produkty na nasz talerz"

Profesor Rzymski przestrzegał jednak, że na idealnego burgera wołowego z in vitro trzeba będzie jeszcze poczekać. - W 2013 roku pierwszy raz wyprodukowano taki kotlet i nie był on doskonały, kosztował też krocie. Technologia została udoskonalona, ale na początku to mięso będzie droższe od tego produkowanego ze zwierząt. Tak jest choćby w Singapurze, gdzie dopuszczono do dystrybucji drób produkowany pozaustrojowo. Natomiast wejście dużego przemysłu gwarantuje, że wykorzystane zostaną już wypracowane wcześniej rozmaite kanały dystrybucji i produkcja będzie skalowana na takim poziomie, że cena będzie spadać - podkreślił. 

Czy mięso z in vitro może w niedługim czasie wejść na rynek europejski? - Najlepszym dowodem na to, że to jest technologia, która będzie za chwilę dawała produkty na nasz talerz, jest to, że przemysł mięsny jest nią bardzo zainteresowany - wskazał prof. Rzymski.

- Świat się zmienia, także w kontekście tego, co jemy. Naszym przodkom nie śniły się choćby banany bez pestek, które teraz są normą - podsumował naukowiec. 

DOSTĘP PREMIUM