Latkowski i byli dziennikarze "Wprost" założyli własny portal. "Wierzy w prawdziwe dziennikarstwo"

Do redakcji nowego portalu należą m.in. dziennikarze, którzy w marcu odeszli z "Wprost". Kieruje nią Sylwester Latkowski, były naczelny tygodnika. Dziennikarze zapowiadają, że będą patrzeć na ręce politykom oraz ukazywać kulisy gry politycznej.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasPortal Kulisy24.com zadebiutował w internecie w czwartek. To najnowszy projekt Sylwestra Latkowskiego, byłego redaktora naczelnego "Wprost". Kulisy24 ma zajmować się przede wszystkim tematyką polityczną, ale znajdziemy na nim także takie działy jak "świat" czy "społeczeństwo".

Jednak - jak podkreślają twórcy portalu - chcą przede wszystkim "zaglądać za kulisy sceny politycznej". Jednym z pierwszych poruszanych tematów jest sprawa zamordowanego dziennikarza z Mławy .

"Wierzymy w prawdziwe dziennikarstwo"

Jak dowiadujemy się z redakcyjnego artykułu pod tytułem "Dlaczego to robimy", zespół portalu "wierzy w prawdziwe dziennikarstwo", niezależne od polityków i wpływów biznesu.

Redakcja Kulis24 zapewnia, że będzie "patrzeć na ręce politykom", niezależnie od tego, po której stronie sceny politycznej się znajdują. "Będziemy zaglądać za kulisy tej sceny. Za kulisy wymiaru sprawiedliwości, organów ścigania i biznesu", czytamy na stronie .

W Kulisach24 dawna ekipa "Wprost"

Do redakcji portalu należą m.in. Agnieszka Burzyńska, Michał Majewski, Izabela Smolińska oraz Olga Wasilewska. To czwórka dziennikarzy, która w marcu odeszła z "Wprost" niedługo po tym, jak redaktorem naczelnym tygodnika przestał być Sylwester Latkowski.

"Nieoficjalnie mówi się, że ostre materiały publikowane przez "Wprost" zaczęły odstraszać reklamodawców tytułu. Złagodzenie charakteru tygodnika ma ustabilizować sytuację i przyciągnąć nowych reklamodawców" - informował wtedy branżowy portal Wirtualnemedia.pl.

Agnieszka Burzyńska będzie w portalu kierownikiem działu "Polityka". Dziennikarka przed tygodnikiem "Wprost" pracowała m.in. w Radiu RMF FM, gdzie zajmowała się sprawami politycznymi i prowadziła program "Przesłuchanie".

Z kolei kierownikiem dział śledczego został Michał Majewski, który także we "Wprost" kierował działem śledczym. W tygodniku zajmował się m.in. głośną sprawą Kamila Durczoka i mobbingu w TVN.

Jak pisał wieczorem na Twitterze, w projekt jest zaangażowanych "kilka osób" i tworzą portal "absolutnie tylko własnymi siłami". "Cieszę się, że przeważa dobra reakcja na kulisy24.com", pisze dziennikarz.

Kontrowersje przed odejściem Latkowskiego

Kierując "Wprost", Sylwester Latkowski mocno postawił na dziennikarstwo śledcze, czego efektem była seria zapoczątkowanych przez publikacje tygodnika afer.

W czerwcu 2014 roku "Wprost" opublikował stenogramy nagrań podsłuchanych rozmów m.in. Marka Belki, szefa NBP, Bartłomieja Sienkiewicza, szefa MSW, Radosława Sikorskiego, szefa MSZ, i Jacka Rostowskiego, byłego ministra finansów.

Na początku lutego tygodnik "Wprost" napisał o molestowaniu seksualnym w jednej ze stacji telewizyjnych. Opublikowano relację anonimowej "znanej dziennikarki", która miała być molestowana przez byłego przełożonego, "bardzo popularną twarz telewizyjną, szefa zespołu w jednej ze stacji".

W mediach pojawiały się spekulacje, że chodzi o szefa "Faktów TVN" Kamila Durczoka. On sam temu zaprzeczył. Trzy tygodnie po pierwszej publikacji ws. molestowania tygodnik otwarcie oskarżył Durczoka o molestowanie.

Choć wydawca tygodnika zaprzeczał początkowym spekulacjom, ostatecznie poinformowano o zmianie redaktora naczelnego. W oświadczeniu wydawca "Wprost" Michał M. Lisiecki podkreślał, że "ceni odważne, zawsze oparte o silne materiały dowodowe dziennikarstwo Latkowskiego".

Zaraz po tej zmianie kilkunastu dziennikarzy "Wprost" wystosowało publicznie pytanie do Michała Lisieckiego , głównego udziałowca spółki, która jest właścicielem tygodnika.

Sygnatariusze napisali, że zmiana redaktora naczelnego "zbiega się w czasie z wyjściem na światło dzienne dokumentu ABW dotyczącego spotkania Lisieckiego z funkcjonariuszami ABW", i pytali o związek tych wydarzeń. Niedługo później część z sygnatariuszy zapytania odeszła z redakcji.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

DOSTĘP PREMIUM