Materiały wybuchowe skradzione z francuskiej bazy wojskowej. "To nie wata cukrowa, tylko niebezpieczny sprzęt"

Z bazy wojskowej niedaleko Marsylii skradziono około 40 granatów, 180 detonatorów i bliżej nieznaną ilość plastiku. Rzecznik francuskiej armii poinformował, że skradzione materiały nie są sprzętem specjalistycznym i są stosunkowo łatwe w użyciu.

Prokurator Brice Robin wszczął śledztwo ws. kradzieży w bazie Miramas w poniedziałek, gdy wykryto włamanie do bazy. Złodzieje mieli dostać się na teren wojskowy przez rozcięte ogrodzenie. Minister obrony narodowej Francji nakazał sprawdzenie nadzoru we wszystkich francuskich bazach.

- To nie wata cukrowa, tylko niebezpieczny sprzęt - mówił burmistrz Miramas Frederic Vigouroux, uściślając, że kradzieży dokonano w dziewięciu magazynach. W Miramas przechowywana jest amunicja i wyposażenie używane przez francuskie wojska w Afganistanie i Mali.

Rzecznik francuskiej armii płk Gilles Jaron poinformował, że w bazie pracuje około 160 cywilów i żołnierzy, a strażnicy z psami patrolują system ogrodzeń, który dodatkowo posiada strefę buforową między jednym a drugim ogrodzeniem.

Jaron powiedział również, że skradzione materiały nie są sprzętem specjalistycznym i są stosunkowo łatwe w użyciu.

Zagrożenie terrorystyczne we Francji

We Francji podniesiono stopień zagrożenia terrorystycznego po tym, jak terrorysta związany z "Państwem Islamskim" zdekapitował swojego pracodawcę i próbował wysadzić fabrykę chemiczną w pobliżu Lyonu.

"Czarny piątek" na świecie. Zamachy w Tunezji, Francji i Kuwejcie. Co musisz wiedzieć? >>>

Alert funkcjonował już wcześniej, po styczniowych zamachach na redakcję "Charlie Hebdo" i żydowski sklep.

DOSTĘP PREMIUM