Rodzice Agnieszki Ziółkowskiej o in vitro: "Nasza Aga jest dzieckiem wymodlonym"

Małżeństwo opowiedziało o trudach w pogodzeniu wiary i poglądów Kościoła: - Ludzie mówią o in vitro, nie mając o nim zielonego pojęcia. Przykładem była debata w Senacie, kiedy senatorzy mówili, że ta metoda to wybór z próżności - powiedziała Maria Bąk-Ziółkowska.

Maria Bąk-Ziółkowska i Adam Ziółkowski opowiedzieli na łamach "Tygodnika Powszechnego" o tym jak, jako praktykujący katolicy, reagują na wypowiedzi hierarchów Kościoła dotyczących zapłodnienia pozaustrojowego. Małżeństwo stwierdziło, że po przeczytaniu kazania abp. Dzięgi, w którym znalazły się słowa skierowane do dzieci urodzonych dzięki in vitro "Chociaż ten dar został wymuszony pewnym gwałtem na naturze w laboratorium, to wy nie przestajecie być darem bożej miłości" przeżyło "potworną niedzielę". Mężczyzna przyznał, że po raz pierwszy w życiu nie poszedł na mszę.

"To była nowa metoda, którą wtedy odbieraliśmy jako dar boży"

Bąk-Ziółkowska podkreśla, że przez długi czas leczyła się wszelkimi dostępnymi sposobami, jednak po licznych niepowodzeniach dowiedzieli się z mężem o pionierskim w tamtych czasach in vitro: - Próbowaliśmy wszystkiego. To była nowa metoda, którą wtedy odbieraliśmy jako dar boży - stwierdziła. Ziółkowski był wtedy na stypendium naukowym we Włoszech - kraju, gdzie już 30 lat temu refundowano zapłodnienie in vitro. Małżeństwo rozpoczęło leczenie w ten sposób niepłodności jeszcze przed ogłoszeniem w 1987 "Instrukcji o szacunku dla rodzącego się życia i o godności jego przekazywania" kard. Ratzingera, w którym pierwszy raz padają krytyczne słowa pod adresem metody. W wywiadzie para twierdzi, że mimo potępiania przez Kościół katolicki in vitro dzisiaj wciąż by się na nią zdecydowało.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM