Prof. Burszta: Patriotyzm młodych to popnacjonalizm. Mitologia zastępuje historię

- Im młodzież wie mniej o rzeczywistej historii Polski, tym bardziej fascynuje się jej zmitologizowanymi momentami - mówi prof. Wojciech Burszta z Uniwersytetu SWPS.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nasRobert Jurszo, PAP: Dlaczego młodzi ludzie fascynują się historią, w tym również powstaniem warszawskim?

Prof. Wojciech Burszta: Są pewne istotne dla młodzieży tematy historyczne, które traktowane są jako emblematyczne dla polskich dziejów i polskiego patriotyzmu. Oznacza to, że im mniej rzetelnej wiedzy historycznej, tym większa fascynacja wybranymi momentami polskiej historii.

Jednym z nich jest oczywiście powstanie warszawskie, które - według rozlicznych badań - w polskiej pamięci historycznej jest traktowane jako najważniejsze wydarzenie we współczesnej historii Polski.

Kolejna część naszej historii, która interesuje młodych, to żołnierze wyklęci. Ale - jak się okazało w wyniku badań, w których uczestniczyłem - niewielu młodych ludzi było w stanie powiedzieć o nich coś więcej niż to, co można usłyszeć na piłkarskich stadionach. Nie bez znaczenia pozostaje też to, że dziś w dobrym tonie jest przyznawać się do poglądów konserwatywno-prawicowych.

Skąd właśnie takie, a nie inne zainteresowania historyczne u młodzieży?

- Po 1989 roku pojawiła się w Polsce polityka historyczna, która zaczęła promować określonych bohaterów, a pozbawiać znaczenia innych. W "odstawkę" - z oczywistych względów - poszedł panteon historycznych herosów PRL. Ale nie tylko. Zapomniano również o polskich socjalistach czy pozytywistach, którzy zamiast walki proponowali pracę organiczną, u podstaw.

Miejsce ich wszystkich zajął nowy areopag bohaterów - takich jak właśnie powstańcy warszawscy czy żołnierze wyklęci - choć wyznaczany już przez prawicową i konserwatywną narrację historyczną. Trzeba podkreślić, że ona też jest bardzo jednostronna. Główną rolę odgrywają w niej idea bogoojczyźniana, a więc silnie podkreślane związki z Kościołem katolickim, a także cierpienie narodu polskiego. Oczywiście, po upadku komunizmu w Polsce wiele historycznych tematów należało odkłamać, co zresztą uczyniono. Ale wahadło interpretacyjne wychyliło się jakby ekstremalnie w drugą stronę. Dlatego trudno dziś sobie wyobrazić jakąkolwiek lewicową wizję historii czy w ogóle odmienną od dominującej narracji. Środowiska odmienne światopoglądowo wręcz wycofały się z prób kształtowania polskiej pamięci historycznej, co akurat oceniam jako zjawisko negatywne.

A co w tej nowej historycznej mitologii pociąga młodzież?

- Myślę, że jej bezkompromisowość, która odpowiada młodzieńczej skłonności do radykalnego oceniania. W tej wizji historycznej nie ma półcieni - albo jesteś bohaterem, albo zdrajcą.

W ogóle ta koncepcja jest zbudowana na opozycji między bohaterami a "zaprzańcami". Po raz kolejny możemy odwołać się do przykładu powstania warszawskiego, którego zwolennicy są negatywnie nastawieni do jego przeciwników, choć chłodna analiza tego zrywu niepodległościowego podpowiada raczej, że nie miał on szans na powodzenie. Jednak w historii zmitologizowanej fakty schodzą na drugi plan i nie ma miejsca na debatę. Jest za to wojna kulturowa, zgodnie ze schematem: albo jesteś z nami, albo przeciwko nam.

Jaki jest patriotyzm młodych, który wyłania się z tej narracji historycznej?

- Jak już wspominałem, nie jest on oparty na rzetelnej wiedzy dotyczącej dziejów Polski, ale na mitologii historycznej. Jest bezkompromisowy i bardzo selektywny względem tych elementów polskiej historii, które chce pielęgnować. Często też przybiera postać popnacjonalizmu, jak choćby w wypadku powstania warszawskiego, które na dobre weszło w obieg popkultury.

Co rok silnie manifestuje się to podczas Marszu Niepodległości, gdzie jego entuzjaści mogą grupowo potwierdzać się we własnym światopoglądzie, a jednocześnie pokazać całemu światu, że 11 listopada nie jest dla wszystkich, ale tylko dla tych, którzy myślą tak jak oni. I że istnieje fundamentalny podział "my - oni", a z owego "my" wykluczeni są wszyscy, którzy w tym marszu nie idą.

Nie wahałbym się nazwać tak myślącej młodzieży kontrkulturą, bowiem kultura alternatywna wcale nie musi mieć oblicza lewicowego czy liberalnego, jak to było w latach 60.

 

"Polska młodzież prawicowa. W głowie bigos poglądów"

DOSTĘP PREMIUM