Wybory w Birmie. Opozycja ma szansę na miażdżące zwycięstwo. Czy generałowie nie sfałszują wyników?

Po raz pierwszy od 25 lat opozycja najprawdopodobniej wygra parlamentarne wybory w Birmie - przynajmniej tak wynika z nieoficjalnych informacji z komisji wyborczych.

Narodowa Liga na Rzecz Demokracji liczy na 80 proc. wszystkich głosów. - Zbyt wcześnie jeszcze, aby gratulować naszym kandydatom. Z pewnością jednak macie już pewne wyobrażenie o wynikach - powiedziała Aung San Suu Kyi, Noblistka i liderka opozycji podczas swojego przemówienia przed siedzibą partii.

Pierwsze tak przejrzyste, i jak twierdzą obserwatorzy, względnie wiarygodne głosowanie odbyło się wczoraj. Trwa oficjalne liczenie głosów. Pełne wyniki wyborów mają zostać ogłoszone 15 listopada. Według oficjalnych cząstkowych wyników w Rangunie, poprzedniej stolicy kraju, partia Noblistki Aung San Suu Kyi zdeklasowała rządzącą USDP i weźmie wszystkie cztery przypadające temu regionowi miejsca w parlamencie.

Narodowa Liga na Rzecz Demokracji (NLD) ogłosiła, że liczy na 80 proc. wszystkich głosów. - Wybory dają nam szansę na demokratyczny rząd, bardziej demokratyczny niż obecny. Teraz mamy fasadową demokrację, a zmiany przeprowadzane przez rządzących są powierzchowne. Mamy nadzieję, że jeśli Aung San Suu Kyi wygra wybory będzie to szansa na prawdziwą zmianę - mówi w rozmowie z TOK FM publicysta Nyi Sae Min.

Birmańczycy obawiają się, że generałowie mogą jeszcze wybory sfałszować. 25 lat temu opozycja wygrała wybory. Wojskowa junta nie uznała jednak wyników głosowania, a liderka opozycji Aung San Suu Kyi spędziła kilkanaście lat w areszcie domowym. Za swoją walkę na rzecz demokracji została uhonorowana Pokojową Nagrodą Nobla.

Cztery lata temu wojskowa junta rozpoczęła odwilż, w wyniku której władzę w Birmie przejęła tworzona przez byłych wojskowych partia USDP. W Birmie został utworzony cywilny rząd, a świat zniósł większość sankcji nałożonych na ten kiedyś jeden z najbardziej zamkniętych krajów świata, porównywany w swoim odizolowaniu od świata do Korei Północnej. Od początku odwilży inwestycje zagraniczne wzrosły 25-krotnie.

Zwycięstwo Narodowej Ligi na Rzecz Demokracji nie oznacza jednak, że partia Noblistki będzie mogła utworzyć rząd. Według birmańskiej konstytucji w wyborach walczy się jedynie o 75 proc. mandatów, pozostałe do są zarezerwowane dla przedstawicieli armii. NLD potrzebuje 67 proc. poparcia, aby móc utworzyć rząd i wybrać prezydenta. Jednak przy wyborze prezydenta birmańska konstytucja nakłada jeszcze jedno ograniczenie - najwyższym przedstawicielem Birmy nie może zostać osoba, która ma wśród swoich krewnych obcokrajowców.

Zapis ten dyskwalifikuje Aung San Suu Kyi, której obaj synowie mają obywatelstwo brytyjskie.

DOSTĘP PREMIUM