"Gdybyśmy nawet wprowadzili do Sejmu 2-3 posłów, to co byśmy mogli zrobić? Jak Petru pozgłaszać sobie trochę wniosków o przerwę w obradach. Tyle"

Adrian Zandberg nie ma wątpliwości - struktury lokalne i oddolne są koniecznie, by skutecznie działać. - Nam chodzi o partię oddolną, zakorzenioną lokalnie, zdolną do zmiany modelu społeczno-ekonomicznego, a nie o wygrzewaniu się w blasku kamer - mówi jeden z liderów Razem w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas - Budowanie partii na przejaskrawionym antyklerykalizmie to jest pomysł robienia polityki liberalnej, a nie lewicowej. Janusz Palikot jest tego świetnym przykładem. Co nie zmienia faktu, że dla nas kwestia rozdziału Kościoła od państwa jest sprawą oczywistą. Nie ma powodu, żeby państwo uprzywilejowywało jedno wyznanie i obsypywało je publicznymi pieniędzmi. Ale zmiany trzeba przeprowadzić w taki sposób, żeby ludzie związani emocjonalnie czy intelektualnie z Kościołem katolickim też czuli się w świeckiej Polsce u siebie. Najgłupszą metodą, żeby ich do świeckości przekonać jest machanie karykaturami księdza z wielkim brzuchem albo bajanie, że likwidacja Funduszu Kościelnego rozwiąże wszystkie problemy budżetowe - mówi w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego" Adrian Zandberg, jeden z liderów partii Razem.

Razem było sensacją ostatnich wyborów - lewicowa partia, która powstała kilka miesięcy przed wyborami zdobyła 3 proc. poparcia. Do Sejmu nie weszła, ale "załapała" się na dotację. - Gdybyśmy w ostatnich wyborach przekroczyli próg wyborczy, to przy obecnej ordynacji, wprowadzilibyśmy do Sejmu dwóch-trzech przedstawicieli. Co by to realnie zmieniło? Mielibyśmy nieco głośniejszą tubę do nagłaśniania swoich postulatów i tyle. Nam chodzi o partię oddolną, zakorzenioną lokalnie, zdolną do zmiany modelu społeczno-ekonomicznego, a nie o wygrzewaniu się w blasku kamer. Takiej partii nie zbuduje za nas magia telewizji, do którego potrzeba czasu i żmudnej pracy. Moglibyśmy jak Petru pozgłaszać sobie trochę wniosków o przerwę w obradach i tyle - wbija szpilę Zandberg.

- Naszym celem jest stworzenie bardziej demokratycznego i egalitarnego społeczeństwa. Wpływanie na politykę państwa to tylko jedno z narzędzi. My w Razem nie podzielamy naiwnej wiary, że całość zmiany społecznej rozgrywa się za pośrednictwem ustaw. One często są pustą strukturą, którą wypełnia treścią dopiero samoorganizacja i nacisk społeczny - mówi w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym" Adrian Zandberg.

- To, co stanowi wyzwanie dla Razem - to przedstawienie takiego modelu patriotyzmu i wspólnotowości, który jest otwarty na wszystkich. Takiego, który nie wyklucza za kolor skóry, wyznanie, orientację seksualną. Ale też takiego, który pozwala artykułować konflikt interesów. W ostatnich latach prawica wykonała olbrzymią pracę: zbudowała atrakcyjny świat symboliczny, zawłaszczając pojęcie patriotyzmu. Udało jej się wmówić wielu, że posiada monopol na uczciwe zagospodarowanie wspólnoty - mówi Zandberg.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu "TP".

DOSTĘP PREMIUM