"Wojna? Można mówić o pewnych niepokojących sygnałach, ale ważne jest zachowanie spokoju"

"Jesteśmy świadkami budowania zupełnie innej demokracji niż ta, do której się przyzwyczailiśmy przez ostatnie 25 lat. Oburza mnie wiele faktów w sferze publicznej, np. sprawa pana prezydenta Lecha Wałęsy czy problem TK" - mówi Andrzej Seweryn "Newsweekowi". Ale wg aktora, nie ma podstaw, by mówić, że w Polsce "trwa zimna wojna między władza i artystami".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Zdaniem Seweryna, mamy w Polsce do czynienia z "niepokojącymi sygnałami, jak np. prezentacja filmu "Ida" w TVP opatrzona komentarzami".

"Ale czy to jest wojna?" - pytał wybitny aktor i reżyser w rozmowie z "Newsweekiem".

Jak ocenił, nowa władza próbuje budować zupełnie inną demokrację, niż to co znaliśmy przez ostanie ponad 26 lat.

"Oburza mnie wiele faktów w sferze publicznej, np. sprawa pana prezydenta Lecha Wałęsy czy problem Trybunału Konstytucyjnego. Wydaje mi się jednak, że ważne jest zachowanie spokoju, nawet w sytuacjach, które wydają się wymagać natychmiastowej reakcji" - uważa Seweryn. I wspomina Krzysztofa Kieślowskiego, który nie chciał w latach 70. podpisać protestu do władz.

Sprawa dotyczyła przerwania zdjęć do filmu Andrzeja Żuławskiego "Na Srebrnym Globie".

"Odmawiając, powiedział "Oni nie będą mi narzucali sposobu funkcjonowania w społeczeństwie. Nie są w stanie mnie do czegokolwiek sprowokować"". Według Andrzeja Seweryna, Kieślowski kierował się odpowiedzialnością. I przypomina, że jego "wychowawca w harcerstwie" Jacek Kuroń "rozmawiał ze wszystkimi, niezależnie od ich poglądów".

"I tak właśnie robimy w Teatrze Polskim. W naszych debatach biorą udział prof. Magdalena Środa z marszałkiem Markiem Jurkiem, minister Paweł Kowal z redaktorem Sewerynem Blumsztajnem, a ostatnio marszałek Kornel Morawiecki z Jerzym Stępniem w ramach debaty oksfordzkiej" - wyliczał w rozmowie z "Newsweekiem" aktor i dyrektor warszawskiego TP.

Przypomnijmy, po wspomnianej przez Andrzeja Seweryna, prezentacji w TVP2 oscarowej "Idy" opatrzonej komentarzami i napisami, protest przygotowała Gildia Reżyserów. "Po raz pierwszy w 25-letniej historii wolnych mediów publicznych w Polsce film został opatrzony ideologiczną interpretacją, wprowadzającą widza nie w treść dzieła czy jego artystyczne walory, ale narzucającą mu jedyny słuszny sposób jego rozumienia" - napisano w liście do prezesa TVP Jacka Kurskiego i szefa TVP2 Macieja Chmiela.

DOSTĘP PREMIUM