Za satyrę do więzienia? "Przypomniały mi się przesłuchania z lat 80."

Do trzech lat więzienia grozi za znieważenie z powodu przynależności narodowej lub wyznaniowej. Krakowska prokuratura sprawdza, czy znieważenia dopuścili się autorzy spektaklu "Neomonachomachia" Bronisław Maj i Jerzy Zoń. "To co się stało z naszą sztuką, jest groźnym sygnałem. Grozi - najgorszą! - cenzurą wewnętrzną, oportunizmem. To ewidentny zamach na wolność słowa i sztuki" - mówi Maj w "TP".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Znieważeni spektaklem "Neomonachomachia" poczuli się prawicowcy z Krakowa. Wg radnego PiS Ryszarda Kapuścińskiego, w przedstawieniu Teatru KTO sprofanowano pieśni religijne i patriotyczne. Dla działacza Prawa i Sprawiedliwości jest jasne, że Maj i Zoń stworzyli "wyjątkowo nędzne widowisko", by obrzydzić wybory, "które traktowane są jako zamach na dotychczasowe status quo".

"Gdy poszedłem na przesłuchanie, przez chwile miałem deja vu. Może przez wystrój pokoju, który przypominał mi lata 70. i 80.? Wtedy byłem wyciągany rano z domu, dowożony suką. Teraz działamy w ramach prawa, a ja je szanuję. Samo poczucie, że można zostać znienawidzonym za wiersze, jest dość straszne" - mówi poeta Bronisław Maj w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym".

"Noc idzie czarna"

Jak tłumaczy, "Neomonachomachia" to satyra, która ma ostrzegać przed "niebezpieczeństwo instrumentalnego traktowania symboli historycznych czy religijnych i nadużywania ich przez wszystkich uczestników życia politycznego".

"To co się stało z naszą sztuką, jest groźnym sygnałem. W pewnym sensie jest on straszniejszy niż cenzor na Mysiej w Warszawie czy na Długiej w Krakowie. Wprowadza atmosferę strachu, grozi - najgorszą! - cenzurą wewnętrzną, oportunizmem. I to ewidentny zamach na wolność słowa i sztuki. Spraw w naszym kraju idą w złym kierunku" - uważa poeta.

Bronisław Maj deklaruje w wywiadzie dla "GW", że nie przeraża go perspektywa sądowego procesu za "Neomonachomachię".

Ale przeraża go perspektywa, "tego, co może się stać w przyszłości w Polsce".

"To zapowiada w groźny, choć groteskowy sposób jakieś dalsze kroki. Obyśmy nie obudzili się w dziwnej rzeczywistości. Bałem się przed 1989 r. Teraz się obawiam. Młodzi mówią, żeby wyemigrować. Tym, którzy ni chcą wyjeżdżać, zostają protesty. Protestujemy bez nienawiści merytorycznie, jeśli się da z uśmiechem. Chciałbym mieć prawo wystawiać takie spektakle bez lęku, że czeka mnie za nie sąd. Inaczej, jak mówi klasyk, noc idzie czarna" - mówi.

"Nocy Poezji" nie będzie

Inspiracją dla "znieważającego" spektaklu wystawionego na krakowskim Rynku Głównym, w ramach Nocy Poezji, była rzecz jasna "Monachomachia" Ignacego Krasickiego. W tekście Bronisław Maj wykorzystał też fragment "Konrada Wallendora" Adama Mickiewicza.

Na razie doniesieniem, znieważonych krakowskich działaczy prawicowych, zajmuje się prokuratura. Ale konkretne skutki doniesienia złożonego przez znieważonych już są.

"Nie będziemy już - Jerzy Zoń i ja - organizować Nocy Poezji" - deklaruje Bronisław Maj w rozmowie z "GW".

DOSTĘP PREMIUM