"Dzień Wielkiego Długopisu. Może być pyskówka, ale święta nie będzie"

"Jeśli 30 proc. Polaków uwierzyło w zamach smoleński, można się spodziewać, że wymazywanie Wałęsy z historii Solidarności oraz zmiana Lecha na Bolka będą miały podobna skuteczność. Ale "pokolenie Solidarności" to wciąż znacznie więcej niż wyborcy PiS" - pisze Jerzy Baczyński. Szef "Polityki" nie ma wątpliwości, że "nie da się zmienić historii".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Jerzy Baczyński Dniem Wielkiego Długopisu nazywa rocznicę porozumień sierpniowych. Bo jest przekonany, że to właśnie obraz Lecha Wałęsy, który wielkim długopisem podpisywał w Gdańsku dokumenty, wrył się w pamięć nie tylko Polakom.

Wałęsa jest na szczycie listy postaci najbardziej zwalczanych przez Prawo i Sprawiedliwości. "PiS i Jarosław Kaczyński osobiście podjęli liczne starania, aby "Lecha zastąpić Lechem", czyli wmówić, zwłaszcza młodszym pokoleniom, że faktycznym liderem "Solidarności" był Lech Kaczyński" - pisze redaktor naczelny "Polityki" w najnowszym wydaniu tygodnika.

Czy partii Jarosława Kaczyńskiego się uda?

"Jeśli zważyć, że 30 proc. Polaków uwierzyło w zamach smoleński, można się spodziewać, że wymazywanie Wałęsy z historii Solidarności oraz zmiana Lecha na Bolka będą miały podobna skuteczność. Dla własnego elektoratu powinno wystarczyć. Ale "pokolenie Solidarności" - ludzi, dla których tamte kilkanaście miesięcy było pewnie najważniejszym politycznym doświadczeniem życia - to wciąż znacznie więcej niż wyborcy PiS. Na nich będzie więc zapewne wypróbowana inna metoda przejęcia pamięci" - uważa Baczyński.

Niewygodne dziedzictwo

Prawo i Sprawiedliwość chce zawłaszczyć dziedzictwo Solidarności. Nim podjęto próbę wykreowania Lecha Kaczyńskiego na lidera legendarnego związku, były przecież słynne słowa Jarosława Kaczyńskiego z 2006 roku: "My jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO".

Ale jak zauważa Jerzy Baczyński, "dziedzictwo Solidarności jest dziś skrajnie antypisowskie". Bo dla strajkujących robotników i milionów członków "S" niezmiernie ważne były postulaty politycznie - a nie wyłącznie socjalne.

Szef "Polityki" przypomina nie tylko o słynnym o ograniczeniu kierowniczej roli partii - "robotnicy protestowali przeciwko upaństwowieni całego życia publicznego, domagając się realnej władzy dla samorządów, zagwarantowaniu opozycji nie tylko bezpieczeństwa fizycznego, ale także prawa do obecności w uwolnionych od cenzury mediach rządowych".

Jerzy Baczyński nie ma wątpliwości, że "nie da się zmienić historii, której hasła solidarności i wolności od dyktatu jednej partii i jednej ideologii były, w gruncie rzeczy tożsame".

"Ta historia musi uwierać dzisiejszą władzę. Dlatego w rocznicy porozumień sierpniowych może być pyskówka, ale święta nie będzie" - podsumowuje publicysta.

DOSTĘP PREMIUM