"Można odnieść wrażenie, że księża czują zagrożenie z naszej strony. Gdy kobieta ma doktorat z teologii, wcale nie działa to na jej korzyść"

"My się między sobą nie zgadzamy co do kwestii aborcji. Kobiety wierzące są przeciw niej, ów styl jednak obraża wszystkie kobiety, chrześcijanki też. Gdy próbuje się wprowadzić prawa dotyczące kobiet, bez konsultacji z nami, zaczyna się gniew" - mówi w rozmowie z "TP" dr Maria Rogaczewska. Socjolożka jest członkinią Rady Duszpasterstwa Kobiet przy KEP i mówi, że polscy księża "w pewnym sensie" boją się kobiet zaangażowanych w życie Kościoła.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Nim powstała Rada Duszpasterstwa Kobiet, w latach 70. w polskim Kościele pojawiła się Podkomisja ds. Kobiet przy Episkopacie Polskim. Jak podkreśla dr Maria Rogaczewska, była to inicjatywa kard. Stefana Wyszyńskiego, który "na serio brał pod uwagę głos bystrych, zaangażowanych społecznie i myślących niezależnie kobiet".

"To on dopuścił kobiety na wydziały teologiczne. O ile kard. Wyszyński uwzględniał w swoich kryteriach dobory współpracowniczek kwestie wykształcenia i niezależności w myśleniu, o tyle później w otoczeniu księży zaczęły pojawiać się kobiety, które raczej prawiły im komplementy, a nie krytycznie odnosiły do głoszonych tez" - mówi socjolożka w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym".

Dziś działa Rada Duszpasterstwa Kobiet przy Konferencji Episkopatu Polski, ale jak ocenia Rogaczewska, kobietom nie jest łatwo.

"Okazało się, że gdy kobieta ma doktorat z teologii, wcale nie działa to na jej korzyść. Można odnieść wrażenie, że księża w pewnym sensie czują zagrożenie z naszej strony" - ocenia socjolożka.

Kto wie, czego potrzebuje "kobieta polska"?

Zdaniem Rogaczewskiej, można mówić, że w polscy księża "w pewnym sensie" boją się kobiet, które angażują się w życie Kościoła.

"Kobiety, które dziś zabierają głos w sprawach Kościoła, myślą niezależnie. Czytają zachodnie teolożki, co już stanowi jakiś rodzaj zagrożenia, bo przecież to jest "nasz Kościół", polski, "najlepsza wersja Kościoła", i nie są nam potrzebne jakieś zewnętrzne prądy. Zainteresowanie zachodnią myślą feministyczną odbierane jest raczej jako nowinkarstwo, którego "kobieta polska" - cokolwiek to znaczy - wcale nie chce. Tymczasem trzydziestoletnia kobieta, która skończyła studia, zna kilka języków, była na wymianie studenckiej, chce się rozwijać zawodowo, słyszy wciąż, że prawdziwa kobiecość realizuje się w byciu opiekunka ogniska domowego" - mówi socjolożka w rozmowie z Błażejem Strzelczykiem, w najnowszym wydaniu "Tygodnika Powszechnego".

"Zaczyna się gniew"

Dr Maria Rogaczewska nie brała udziału w strajku kobiet. Podkreśla, że jest przeciwko liberalizacji obowiązujących przepisów antyaborcyjnych.

Jednak uważa, że na protesty kobiet nie należy patrzeć jedynie w kontekście prawa antyaborcyjnego. Bo dziś "w wielu kobietach jest dużo uzasadnionego rozgoryczenia", wynikającego m.in. z braku poczucia bezpieczeństwa.

Zdaniem członkini Rady Duszpasterstwa Kobiet przy Konferencji Episkopatu Polski, Czarny Protest jest " "godnym zauważenia ruchem społecznym".

"Należy chyba rozdzielić kwestię zaostrzenia prawa aborcyjnego od samego stylu prowadzenia polityki i narracji wobec kobiet. My się między sobą nie zgadzamy co do kwestii aborcji. Kobiety wierzące są przeciw niej, ów styl jednak obraża wszystkie kobiety, chrześcijanki też. Gdy próbuje się wprowadzić prawa dotyczące kobiet, bez konsultacji z nami, zaczyna się gniew" - ocenia dr Rogaczewska.

I przypomina, że kobiety de facto od niedawna mogą same o sobie decydować. I dobrze o tym pamiętają. "Dziewczyny, które szły w czarnym proteście, mają babcie, których zakres praw był o wiele mniejszy. Nie może więc dziwić gniew kobiet, gdy nagle na horyzoncie pojawia się widmo zagrożenia tych praw" - stwierdziła socjolożka w rozmowie z "TP".

"Nacjonalistyczny rynsztok robi wrażenie, zwłaszcza w kościele. Ufam, że dla wielu katolików, ks. Międlar będzie przestrogą"

DOSTĘP PREMIUM