"To się w hełmie nie mieści" - Passent o "operetce z Misiewiczem w roli głównej"

Daniel Passent dostrzega w "żenującym spektaklu", którego bohaterem jest Misiewicz pewną zaletę. "Nawet prezes Kaczyński i premier nie mogą powiedzieć, że to wszystko jest wymyślone przez opozycję i "polskojęzyczne" media. Młokosem z Łomianek zajmowały się już trzy najważniejsze osoby w obozie władzy" - wylicza na blogu.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Rzecznik MON już drugi raz na długie tygodnie przykuł uwagę nie tylko mediów. Najpierw tematem były lukratywne i odpowiedzialne posady, które zajmuje Bartłomiej Misiewicz. Teraz uwaga skupia się głównie na tym, co robi po zakończeniu urzędowania w biurze i jak lubi, by żołnierze oddawali mu honory. A szef MON niezmiennie stoi po stronie swojego ulubionego współpracownika. I włącza w sprawę prokuraturę.

"W normalnych czasach operetka z Bartłomiejem Misiewiczem w roli głównej nie zasługiwałaby na to, by znaleźć się na blogu" - zaczyna Daniel Passent. Ale sytuacja daleka jest od normalności. Bo na temat Misiewicza głos zabrali już wszyscy najważniejsi w kraju.

"Jeśli chodzi o Misiewicza, to Kaczyński i Szydło ważą każde słowo, rzecznik rządu mówi, że pani premier rozmawiała o tym (czyli o "Misiu") z ministrem i ten wie, co ma zrobić. Prezes Kaczyński mówi, że Misiewicz szkodzi wizerunkowi PiS. A Macierewicz demonstracyjnie ociąga się z odesłaniem "Misia" do szkoły albo do apteki, albo - jak sugeruje generał Skrzypczak - do kuchni, zgodnie z kwalifikacjami. Żenada, ale daje do myślenia" - komentuje publicysta "Polityki". Zdaniem Passenta, "qui pro quo z Misiewiczem to tylko wisienka na torcie naszych sił zbrojnych", o których najczęściej słychać w kontekście dymisji i skandali. Także międzynarodowych, jak słynny przetarg na Caracale.

"Jak to jest do pomyślenia, że młodzieniec nawet bez studiów i nie otrzaskany w boju, może być szefem gabinetu politycznego ministra, rzecznikiem prasowym i człowiekiem do zadań specjalnych, takich jak nocna wyprawa do placówki powiązanej z NATO? To raczej postać do filmu niż do szanującego się ministerstwa. Żeby oficer w stopniu kapitana trzymał nad nim parasol? Żeby wojskowi oddawali mu honory przewidziane dla najważniejszych osób w państwie? To się pod hełmem nie mieści" - komentuje publicysta. Anne Appelbaum: Nie chcę wieszczyć katastrofy. Ale boję się rosyjskiej okupacji części Europy Wschodniej>>>

DOSTĘP PREMIUM