"Nie jesteśmy głupsze niż Niemki i Czeszki". Do Sejmu wróciła kwestia tabletek "dzień po"

Dzisiaj rozpoczęło się dwudniowe posiedzenie Sejmu. Posłowie zajmą się m.in. kontrowersyjną kwestią tabletek "dzień po", które mają być dostępne na receptę.

Rządowy projekt dotyczący antykoncepcji awaryjnej, która miałaby być dostępna wyłącznie na receptę, chwilę po godz. 11, przedstawiła Joanna Kopcińska (PiS).- Realizacja projektu będzie miała istotny wpływ na stan zdrowia Polaków. Nie chodzi o kwestie ideologiczne, ale o zdrowie pacjentek - zapewniła.

"Nie jesteśmy głupsze"

W czasie posiedzenia PO złożyło wniosek o pięć poprawek do projektu.

Zwiększacie państwo podziemie aborcyjne w Polsce - mówiła Monika Wielichowska z PO. - Kiedy przestaniecie nienawidzić kobiet i zajmiecie się realizacją obietnic wyborczych, a nie ideologią? - pytała.

Głos zabrała również Monika Rosa (Nowoczesna): - Panie ministrze, potrafimy czytać ulotki i nie łykamy pigułek jak dropsy - skomentowała. - Jeśli wam zależy na zdrowiu Polek, wprowadźcie porządną edukację seksualną. Zaufajcie Polkom. Zaufajcie, że nie jesteśmy głupsze niż Niemki czy Czeszki, które mają dostęp do antykoncepcji awaryjnej - dodała.

Z kolei Jerzy Kozłowski z klubu Kukiz'15 nazwał kwestię pigułki "dzień po" wrzutką ideologiczną i powiedział, że wprowadzenie jej na receptę jest niedopuszczalne. - To naruszenie praw kobiet - zaznaczył i "zaapelował do zdrowego rozsądku" ministra zdrowia. - Efektem ubocznym działania tego leku jest po prostu ciąża. Panie ministrze, chce pan narzucić wszystkim Polakom swoją ideologię. Polskie kobiety są odpowiedzialne i same potrafią kierować swoim życiem - mówił Kozłowski.

"Prawicowi fanatycy"

Tymczasem wczoraj przed Sejmem protestowano przeciwko wprowadzaniu recept na antykoncepcję awaryjną.

Pół roku temu udało się nam powstrzymać brutalne pomysły prawicowych fanatyków. Ale okazuje się, że to wciąż za mało - komentuje Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Partii Razem.

Dodaje też, że polityków niczego nie nauczył "Czarny protest".

Tym razem minister Radziwiłł chce pozbawić nas dostępu do antykoncepcji. Naszą wolność chce nam przepisywać "na receptę".

Zaostrzenie prawa

Pigułki ellaOne (nie powoduje przerwania istniejącej ciąży) zostały dopuszczone do obrotu w UE osiem lat temu. Natomiast dwa lata temu Komisja Europejska zezwoliła na ich dopuszczenie do sprzedaży bez recepty. Dzisiaj minister zdrowia Konstanty Radziwiłł chce ograniczenia dostępności tabletki. Przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego protestowano m.in. podczas "Czarnego protestu"

DOSTĘP PREMIUM